Emerytury i renty z ZUS wzrosły o 1,6 procent. Jest to najniższa podwyżka od 2002 roku. Wszyscy wydają się zgodni co do potrzeby zmian w zasadach waloryzowania zwłaszcza najniższych świadczeń, ale do przedstawienia konkretów jest wciąż daleko. Swoje pomysły przestawił jedynie minister pracy, ale nie widać dla nich poparcia w rządzie.

Zasady waloryzacji emerytur w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniały się wielokrotnie. Od 1991 roku emeryci mogli liczyć na automatyczną podwyżkę świadczeń, która następowała przy co najmniej 10% wzroście przeciętnego wynagrodzenia. Od w 1996 roku wskaźnik realnego wzrostu świadczeń był ustalany w budżecie. Emerytury miały być waloryzowane 1 czerwca każdego roku, chyba że wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów przekraczał 110%. Wtedy w jednym roku miały się odbyć 2 waloryzacje. Tak stało się w 1997 i 1998 roku. W kolejnych latach mechanizm oparto m.in. o planowany wskaźnik inflacji. Jego zawyżenie powodowało, że realny wzrost świadczeń był wyższy niż zakładano (taka sytuacja miała miejsce w latach 1999 i 2001). W przypadku zaniżenia wskaźnika wzrost był niższy niż inflacja (np. w 2002 roku).

Nową regulację wprowadzono w 2003 roku, kolejną rok później. Następna formuła waloryzacji wprowadzona w 2005 roku uzależniła ją od minimalnego wzrostu cen towarów konsumpcyjnych. W najgorszym wypadku miało to oznaczać wzrost świadczeń raz na trzy lata. Kolejna już nowela wprowadziła obowiązującą obecnie zasadę podwyższania emerytur 1 marca każdego roku o wskaźnik waloryzacji, na który składa się inflacja w gospodarstwach emerytów i rencistów oraz 20 proc. realnego wzrostu płac.

W 2012 roku rząd zdecydował się na kwotową waloryzację wynoszącą 71 zł brutto. Po nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach z FUS ponad połowa osób otrzymała świadczenia wyższe, niż gdyby ich emerytura została podwyższona wskaźnikiem procentowym. Na waloryzacji stracili pozostali świadczeniobiorcy, których emerytura wynosiła co najmniej 1480 zł. W grudniu 2012 roku Trybunał Konstytucyjny uznał takie rozwiązanie za zgodne z ustawą zasadniczą, stwierdzając m.in., że jednorazowa i incydentalna zmiana sposobu waloryzacji z procentowej na kwotową nie narusza konstytucyjnej zasady zabezpieczenia społecznego. W poprzednim roku powrócono do waloryzacji procentowej. Dziś (1 marca 2014 roku) emerytury renty wzrosły o 1,6 procent.

Reklama

Częste zmiany w prawie wywoływały na przestrzeni lat duże wahania w podwyżce emerytur. I tak na przykład w 1998 roku emerytury zwaloryzowano dwa razy, za każdym razem o 5,25%. W 2001 roku świadczenia wzrosły aż o 12,7%, a w 2005 waloryzacja została zawieszona. Teraz minister pracy zamierza dyskutować nad kolejnym modelem waloryzacji.

W rozmowie z Grzegorzem Osieckim Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że sam jest zwolennikiem podwyżki kwotowej, na której według niego, zyskują osoby z najniższymi świadczeniami. - Dla nich waloryzacja procentowa, na obecnych zasadach, oznacza kilkunastozłotowe podwyżki emerytur. A to one potrzebują największego wsparcia. Muszę o nich pamiętać jako minister, który odpowiada za politykę społeczną - stwierdził minister, przyznając jednocześnie, że ze względu na wyrok TK nie proponuje powrotu do waloryzacji kwotowej.

Jedną z propozycji ministra ma być podniesienie większości świadczeń o wysokość inflacji, a tylko tych najniższych dodatkowo o wzrost płac. W sprawie ewentualnych zmian pod koniec stycznia odbyło się spotkanie z udziałem ministra finansów, prezesa ZUS, przedstawicieli związków zawodowych, emerytów i pracodawców. Jak na razie jego efektem jest propozycja powołania zespołu ekspertów, który w ciągu roku ma wypracować nowe rozwiązania. O ile potrzeba podwyższenia najniższych świadczeń wydaje się wszystkim stronom niezbędna, o tyle do samych zmian podchodzą ostrożnie.

Wiceprzewodnicząca OPZZ Wiesława Taranowska w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową podkreśliła, że państwo nie może przerzucać opieki nad najbiedniejszymi na emerytów. Według niej ci, którzy wypracowali wyższe świadczenie, "nie dostaliby waloryzacji całkowitej, a jedynie inflacyjną, czyli zostaliby okradzeni z tych dwudziestu procent".

Anna Grabowska, ekspert Forum Związków Zawodowych, w rozmowie z Polską Agencją Prasową zauważyła, że sama propozycja stoi w sprzeczności z pomysłami rządu, który wydłużenie wieku emerytalnego motywował m.in. wyższymi świadczeniami z ZUS. - Teraz miałoby się okazać, że im wyższa emerytura, tym mniejsza waloryzacja - stwierdziła Grabowska.

Trudności widzą również pracodawcy. Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców Lewiatan wskazuje na problem w skoordynowaniu waloryzacji dla trzech odrębnych systemów: FUS, KRUS i emerytur mundurowych. - Z jednej strony widzimy problem najniższych emerytur i rent, szczególnie rent, a z drugiej widzimy deficyt wpływów do funduszu emerytalno-rentowego - powiedział w rozmowie z PAP.

Jak na razie o zmianach w zasadach waloryzacji emerytur wypowiada się jedynie minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz. Jego pomysłów nie komentują inni przedstawiciele rządu, w tym premier Donald Tusk.