Janusz T., ps. Krakowiak – jeden z najbardziej brutalnych gangsterów z lat 90. – wychodzi na wolność. Oficer policji, który pod przykryciem rozpracował jego grupę, ma dziś – w ramach dezubekizacji – obniżoną emeryturę. Zastanawia się, czy było warto...
Z katowickiego zarządu Biura do Walki z Przestępczością Zorganizowaną przyszedł rozkaz: znaleźć człowieka, który przeniknie do jednej z najniebezpieczniejszych struktur mafijnych w Polsce, działającej na Śląsku grupy „Krakowiaka”. Jerzy miał za sobą lata służby w wydziale antyterrorystycznym Komendy Stołecznej Policji. Wcześniej doświadczenie w wydziale zabezpieczenia stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych i od zawsze pasję do boksu.
Człowiek, którego miał rozpracować – gdyby nie fakt, że stanął po stronie zła – był do niego w pewnym sensie podobny. Janusz T., ps. Krakowiak, podobnie jak Jerzy trenował sztuki walki. Tyle że popularne za komuny judo, w którym najlepsze wyniki miała wówczas… milicyjna Gwardia. Jego ksywa pochodzi od sposobu kopania leżącego przeciwnika. Mówiono o nim, że wyglądał wówczas jakby tańczył krakowiaka.