We wtorek do Sejmu wpłynął projekt zakładający: likwidację gimnazjów, powołanie 4-letniego liceum i 5-letniego technikum oraz dwustopniowej szkoły branżowej w miejsce zawodówek. Posłowie mają zająć się nim na posiedzeniu 2 9 l istopada. Na sobotę zapowiedziano protesty przeciw tej zmianie.
Choć tempo prac nad reformą jest zawrotne, a minister edukacji nie ma silnych argumentów za jej wprowadzeniem, w kraju nie widać poważnego ruchu oporu wobec zmian. Do tej pory swoich członków próbuje mobilizować Związek Nauczycielstwa Polskiego – już w październiku wyprowadził ich na ulice stolic województw, prowadzi też akcję flagowania gimnazjów. Nieśmiałe ruchy, głównie w mediach, wykonują też partie polityczne. Posłowie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej dostali wzmożenia w portalach społecznościowych. Jedynym poważnym krokiem PO był wniosek o odwołanie minister Anny Zalewskiej ze stanowiska. Oczywiście głównie symbolicznym – PiS ma większość, więc dopóki szefowa MEN nie straci zaufania jej lidera, na taki scenariusz nie ma co liczyć.
Wśród głosów sprzeciwu brakuje tych, których PiS by posłuchał – rodziców. Od wyborów nie powstał jeszcze żaden ruch, który zgromadziłby choćby ułamek takiego poparcia, jakie za rządów PO mieli Karolina i Tomasz Elbanowscy walczący z obowiązkiem szkolnym dla sześciolatków. Łącznie zebrali oni 2,5 mln podpisów pod różnymi inicjatywami związanymi z reformą PO. Od 2008 r. lobbowali u posłów, prowadzili własne kampanie informacyjne, zapraszali zagranicznych ekspertów. PO poszła z nimi na wojnę. PiS przed wyborami wyczuł jednak, że wsparcie ich postulatów może się opłacić. Trafił w dziesiątkę.