Tajne finansowanie, tworzenie grup zakupowych, kopiowanie: tak szkoły radzą sobie z niedoborem podręczników. Chodzi o książki finansowane przez MEN.
Problem dotyczy podręczników dla klas IV i V podstawówek oraz I i II w gimnazjum, czyli darmowych, finansowanych z dotacji ministerialnej. Pieniądze na zakup książek przekazuje szkołom przez gminę resort edukacji. Szkoła musi zaś sama dogadać się z wydawnictwem co do cen. Wydawnictwa uważają, że kwota ustalona przez MEN jest za niska. Urzędnicy resortu przekonują natomiast, że dotacja jest odpowiednia. I ostrzegają, że podręczniki i materiały edukacyjne do obowiązkowych zajęć edukacyjnych szkoła musi zapewnić uczniom bezpłatnie. – Rodzice więc nie mogą ponosić żadnych kosztów – podkreśla Justyna Sadlak z biura prasowego Ministerstwa Edukacji.
Reklama
– Na ćwiczenia otrzymaliśmy 25 zł na ucznia. To za mało, by kupić je do wszystkich przedmiotów. Dlatego uczniowie klasy czwartej otrzymali na razie te od polskiego i matematyki – żali się dyrektorka jednej z warszawskich podstawówek.

Reklama
Wydawnictwa przekonują, że i tak mają niskie ceny. – Jedne ćwiczenia sprzedajemy za 4,95 zł – wyjaśnia Jarosław Matuszewski, rzecznik prasowy WSIP. Limit MEN pokrywa zatem zakup pięciu książek. W IV klasie jest ich siedem.
Do tego w ostatnim roku niektóre wydawnictwa zwiększyły ceny. – W tym roku żądały 6,18 zł. W ubiegłym roku było ok. 3,5 zł – przyznaje Patryk Pulikowski z Urzędu Miasta Olsztyna.
Szkoły wybierają różne rozwiązania. W gminie w powiecie gostyńskim trzy zespoły szkół łączące podstawówki i gimnazja nawiązały grupę zakupową, by zwiększyć swoją pozycję przetargową względem wydawnictwa i dzięki temu taniej kupić ćwiczenia do języków obcych.
Czasem dyrekcja przymyka oko i pozwala rodzicom na dodatkowe koszty, czasem sama dogaduje się z radą rodziców, choć to teoretycznie zakazane. – Musieliśmy poprosić radę, żeby kupiła książki do angielskiego. To, co oferowały nam w pakietach wydawnictwa, było zdecydowanie na niższym poziomie niż ten, na jakim są nasi uczniowie – opowiada wicedyrektor jednego z gimnazjów dwujęzycznych. Ministerstwa o zgodę nie pytali. W innej warszawskiej podstawówce już tak prosto nie było. Rodzice chcieli dokupić ćwiczenia na własną rękę, ktoś jednak powiadomił dyrektora, ten zabronił zakupu.
Zespół szkół w Barcicach wybrał jeszcze inne rozwiązanie. – Już pod koniec czerwca zostało ustalone wspólnie z nauczycielami, które podręczniki i ćwiczenia szkoła musi nabyć, a z których może zrezygnować. Zaoszczędziliśmy na tych do plastyki i techniki. Zamiast nich kupiliśmy np. atlasy geograficzne – mówi Wanda Kochanowicz, wicedyrektor szkoły podstawowej i gimnazjum w Barcicach.
Kłopot jest jeszcze jeden: uczniowie z klas V i II gimnazjum musieli oddać podręczniki z poprzedniego roku młodszym kolegom. – Przygotowujemy się do olimpiady z przyrody, materiał obejmuje klasę I, podręcznika nie mamy – denerwuje się jedna z uczennic.
Nie ma też dobrego rozwiązania, jeżeli chodzi o zbiory zadań np. z fizyki i matematyki. W wielu szkołach zaopatrzono w nie w zeszłym roku uczniów klasy I gimnazjum. To jednak zbiór na trzy lata. W czerwcu zeszłego roku uczniowie musieli oddać je do biblioteki. – Teraz musimy wybrać, która klasa będzie je miała – czy nowa I klasa, czy pracę z nimi kontynuować będą drugoklasiści – tłumaczy jeden z matematyków. Część kupiono z pieniędzy rady rodziców. – Jak jest coś zadane do domu, ogłaszamy po lekcjach, że jest czas na sesję zdjęciową i uczniowie robią sobie komórkami fotografie wybranych zadań – opowiada nauczyciel.
Niektóre wydawnictwa zaoferowały dostęp do elektronicznego wydania podręczników, jednak nie wszystkie. – Można ewentualnie korzystać z podręcznika, który jest na stronie MEN – dodaje jeden z wicedyrektorów.
O tym, że sytuacja jest trudna, przyznają również niektóre samorządy. – Dotacja na zakup podręczników i materiałów ćwiczeniowych nie uwzględnia m.in. specyfiki gimnazjów dwujęzycznych, gdzie jest konieczność zakupu dodatkowych książek – tłumaczy Grzegorz Gawlik, rzecznik Urzędu Miasta Łodzi.
Ponieważ już w zeszłym roku szkoły borykały się z tego rodzaju problemami, urzędnicy Ministerstwa Edukacji przekonują, że i teraz sobie poradzą. Jakim sposobem, nikt wcześniej nie wnikał i teraz też nie warto tego robić. W tym roku nie są planowane żadne zmiany w systemie finansowania zakupów podręczników.