Wyniki matury mają niewielki związek z tym, jak studentowi idzie na uczelni – wskazują badania. Może więc egzamin dojrzałości nie ma większego znaczenia dla oceny uczniów.
Już 4 maja ok. 290 tys. uczniów rozpocznie sezon maturalny. Najpierw egzamin z języka polskiego. To jeden z czterech testów obowiązkowych dla wszystkich. Oprócz niego absolwenci szkół średnich będą musieli zdawać matematykę, nowożytny język obcy co najmniej na poziomie podstawowym, a także jeden z przedmiotów dodatkowych na rozszerzonym poziomie. Prawie połowa maturzystów zdecydowała się zdawać egzamin w minimalnym wymiarze. 29,5 proc. zadeklarowało, że będzie zdawać dwa przedmioty dodatkowe, a 19,5 proc. chce zmierzyć się z trzema dodatkowymi egzaminami. Najczęściej wybierane rozszerzenia: język angielski, geografia, matematyka i biologia.
Reklama

Reklama
Od wyniku matury zależy, gdzie abiturient dostanie się na studia. Ale jak wyliczył dr Tomasz Zając z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, matura nie selekcjonuje najlepszych studentów. Przeanalizował, jak się mają oceny z matury do późniejszych sukcesów na studiach. Okazuje się, że nawet na pierwszym roku ci, którzy dobrze piszą egzamin dojrzałości, niekoniecznie radzą sobie lepiej niż ci, którym matura nie poszła.
– Niska wartość prognostyczna punktów rekrutacyjnych na UW powinna skłaniać do refleksji nad jakością procedur naboru na studia oraz nad przyczynami słabych związków między wynikiem rekrutacyjnym a wynikami na studiach – uważa dr Zając. Sugeruje, że warto przyjrzeć się egzaminom maturalnym, których wyniki są wykorzystywane do obliczania liczby punktów rekrutacyjnych. Choć nie można z góry skreślać obecnej formy matury. – Nie mamy danych dotyczących tego, jaką wartość, w czasach przed zewnętrznym egzaminem, miały matury organizowane w szkole czy też egzaminy wstępne przeprowadzane przez uczelnie – ocenia.
Wyniki jego pracy mogą mieć duże znaczenie dla systemu egzaminacyjnego. Jeśli podobne obserwacje potwierdziłyby się na innych uczelniach, mogłoby się okazać, że system jest źle skonstruowany. Stawiają też pod znakiem zapytania najnowsze pomysły ministra nauki. Resort pracuje nad algorytmem, który spowodowałby, że uczelniom będzie się opłacało przyjmowanie mniejszej liczby, ale za to lepszych absolwentów szkół średnich. Algorytm przyznawania dotacji ma brać pod uwagę wyniki matury.
Z wnioskami naukowca z UW nie zgadza się dr Marcin Smolik, szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. – Maturze można przypisać rzetelność i porównywalność oceny, taki sam egzamin piszą wszyscy w kraju. Czy można to samo powiedzieć o egzaminach prowadzonych w szkołach wyższych? Wydaje mi się, że cechują się większą subiektywnością, mniejszym poziomem sformalizowania, często są prowadzone w formie ustnej – wylicza. I zwraca uwagę, że należałoby sprawdzić, jak student radzi sobie z przedmiotów, z których zdawał maturę. – Doszukiwanie się związku między egzaminem maturalnym z historii a egzaminem z socjologii na studiach nie wydaje mi się uzasadnione – dodaje.
Na to, że matura nie jest jednak pozbawiona wad, zwraca uwagę Maciej Jakubowski, były wiceminister edukacji, dziś dyrektor Evidence Institute. – Wszystko zależy od tego, jak CKE ułoży test, a potem jak uczelnie wyższe przeliczą wyniki. Przy czym ani jedni, ani drudzy nie mają wiedzy o tym, w jaki sposób te wyniki porównywać. Pracownicy CKE sami nie wiedzą, czy wyjdzie im test łatwiejszy czy trudniejszy. Matura nie ma żadnego odniesienia do zdefiniowanych na stałe poziomów umiejętności. Przykładem takiej fuszerki jest egzamin z matematyki dwa lata temu – ocenia.
W 2014 . niemal 1/3 uczniów nie zdała matury. Gdy w 2013 r. egzamin w majowej sesji zdało 81 proc. , a w 2012 – 80 proc. Minister edukacji tłumaczyła wówczas, że uczniowie gorzej się przygotowali, ale eksperci byli pewni, że tak nagła zniżka formy jest statystycznie niemożliwa, a więc to test musiał mieć dużo wyższy poziom trudności.
Takie rozbieżności między rocznikami wpływają na rekrutację – np. na UW nawet 30 proc. kandydatów na kierunki to osoby, które zdawały maturę już wcześniej. Jeśli egzamin był łatwiejszy, mają na uczelni fory.
– Nie tylko nie można porównać wyników matur między rocznikami, ale też nie można porównać wyników osiągniętych w poszczególnych przedmiotach – zwraca także uwagę Jakubowski. Średnie wyniki między egzaminami różnią się o kilkanaście punktów procentowych. W ubiegłym roku zdający maturę licealiści uzyskiwali średnio 50 proc. możliwych punktów z historii, 41 proc. z geografii, 52 proc. z chemii i 43 proc. z biologii. Jeśli uczelnia równą wagę przykłada do matury z dwóch różnych przedmiotów, w lepszej sytuacji są ci, których egzamin miał niższą poprzeczkę.