Dyrektorzy oddziałów przedszkolnych w szkołach, a także przedszkoli w różny sposób podchodzą do kwestii odroczonych sześciolatków. Część z nich przyznaje nauczycielom pensum na poziomie 25 godzin, a pozostali pozwalają im pracować o trzy godziny tygodniowo mniej. Powód? Niejasne przepisy i brak zmian ustawowych, które jednoznacznie mogłyby rozwiązać ten problem.

Karta pozostała

Od tego roku szkolnego do przedszkoli będą formalnie uczęszczać tylko dzieci w wieku od trzech do pięciu lat. Wynika to z tego, że od 1 września wszystkie sześciolatki powinny obowiązkowo trafić do pierwszej klasy. Jednak tak nie jest – wielu rodzicom udało się odroczyć obowiązek szkolny dla swoich pociech. W sumie, jak wynika z szacunków DGP, w tym roku z takiego prawa może skorzystać nawet kilkadziesiąt tysięcy maluchów. Efekt jest taki, że niektóre oddziały przedszkolne – szczególnie w dużych miastach – składają się z samych sześciolatków. I tu zaczynają się schody.

Zgodnie bowiem z art. 42 ust. 3 pkt 1 i 2 ustawy z 26 stycznia 1982 r. Karty nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 191 ze zm.) wychowawcy pracujący w przedszkolu z sześciolatkami, powinni pracować tygodniowo tylko 22 godziny, a więc o trzy godziny krócej niż ich koledzy opiekujący się młodszymi dziećmi. Tak więc po wprowadzeniu obowiązku rocznego dla sześciolatków gminy podniosły pensum nauczycielskie w przedszkolach i oddziałach przedszkolnych z 22 do 25 godzin, co często wiązało się również ze zwolnieniami. Teraz się okazuje, że jest problem, bo wychowawcy, którzy będą mieć w swoich grupach odroczone dzieci, twierdzą, że samorządy nie mają prawa narzucać im wyższego pensum.

– Bezskutecznie zwracałem się do ministerstwa, aby sformułowanie użyte w Karcie nauczyciela „pracujący z sześciolatkami” zastąpić „pracujący z dziećmi rocznego obowiązku szkolnego”. W tym pojęciu zmieściłby się zarówno pięciolatki, jak i odroczone sześciolatki – mówi Tadeusz Kołacz, naczelnik wydziału edukacji w Chrzanowie.

Także zdaniem innych samorządowców nauczycieli zajmujących się odroczonymi sześciolatkami powinna obowiązywać zwiększona liczna zajęć.

– Gdy wprowadzono w 2009 r. nową podstawę programową i przygotowywano się do reformy związanej z pójściem sześciolatków do szkoły, diametralnie zmieniły się wymogi wobec dzieci, które kończą edukację przedszkolną – wskazuje Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Tłumaczy, że obecnie od nauczycieli pracujących w przedszkolu nie wymaga się, aby uczyli dzieci pisania i czytania. Mają się tylko ograniczyć do zabawy. – Dlatego też uważam, że samorządy powinny zatrudniać wszystkich pedagogów w przedszkolu na 25 godzin pensum – dodaje.

ZNP protestuje

Takim stanowiskiem jest oburzony Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Nauczyciele, którzy przygotowują grupę przedszkolną do realizacji obowiązku szkolnego, powinni pracować tylko 22 godziny tygodniowo. Dotyczy to także grup złożonych z samych pięciolatków – przekonuje Sławomir Broniarz. – Będziemy się domagać od resortu, aby to uwzględnił i zmienił w tym zakresie kartę – dodaje.

Kuratoria nic nie mogą

Problem dostrzegają również kuratoria oświaty.

– Dyrektorzy wskazują w rozmowach z naszymi pracownikami, że mają problemy z ustaleniem pensum w przedszkolach. Często nie wiedzą, ile godzin zajęć mają przyznać nauczycielom w grupie mieszanej pięciolatków i sześciolatków. Podobnie jest w oddziałach przedszkolnych, w których najczęściej są tylko odroczone dzieci – mówi Anna Wietrzyk, rzecznik prasowy śląskiego kuratorium oświaty. – Z naszych informacji wynika, że gminy starają się to regulować uchwałami lub też po prostu ustalają niższy poziom liczby zajęć, czyli 22 godziny tygodniowo – dodaje.

Anna Wietrzyk podkreśla, że organ nadzoru pedagogicznego nie może w tej sprawie wydawać opinii, bo jest ona niewiążąca. – Ustawodawca powinien tę kwestię dookreślić, aby nie pozostawiać dyrektorów samych z tym problemem – podkreśla.

MEN umywa ręce

O wyjaśnienie sprawy DGP zwrócił się więc bezpośrednio do resortu edukacji narodowej. Ten jednak o dziwo w swojej interpretacji pozostawia wolną rękę samorządowcom.

– W stosunku do nauczycieli przedszkoli i oddziałów przedszkolnych prowadzących zajęcia w grupach mieszanych dzieci pięcio- i sześcioletnich zastosowanie ma art. 42 ust. 7 pkt 3 Karty nauczyciela. Na jego podstawie organ prowadzący placówkę oświatową określa tygodniowy obowiązkowy wymiar godzin zajęć, m.in. nauczycieli realizujących w ramach stosunku pracy obowiązki określone dla stanowisk o różnym tygodniowym obowiązkowym wymiarze godzin – wyjaśnia Justyna Sadlak z MEN.

Tłumaczy, że jeśli nauczyciel w poprzednim roku szkolnym pracował na stanowisku z obowiązkowym tygodniowym wymiarem zajęć wynoszącym 22 godziny, a po wakacjach będzie miał grupę mieszaną, to gmina na podstawie art. 18 ust. 1 karty (dotyczy przeniesienia na inne stanowisko) może określić mu wyższy wymiar pracy.

– To jest nieudolne tłumaczenie zaniedbania zmiany przepisów. Idąc tym tokiem rozumowania, samorządy mogą podobnie jak w przypadku nauczycieli specjalistów, w tym logopedów i psychologów w grupach mieszanych, ustanawiać pensum na poziomie nawet 35 godzin – zauważa Tadeusz Kołacz. – To już lekka przesada – dodaje.