statystyki

Brutalna walka o kasę. Naukowcy stworzyli system pełen patologii

autor: Rafał Drzewiecki14.02.2015, 10:30
Student

Doszło do sytuacji, w której zbieranie punktów stało się celem samym w sobieźródło: ShutterStock

Brutalna walka o pieniądze, oszustwa, przekupstwa – najmądrzejsi przedstawiciele ludzkości stworzyli globalny system ocen swoich naukowych dokonań, który zamienił ich świat w piekiełko machinacji i tajnych układów. System, który jednocześnie stał się milowym krokiem w rozwoju nauki

Get me off Your Fucking Mailing List” – artykuł pod takim tytułem, składający się z powtarzanego przez 10 stron tego samego dosadnego zdania, został w zeszłym roku oficjalnie przyjęty do publikacji przez naukowe czasopismo „International Journal of Advanced Computer Technology”. Wystarczyło, że autor wpłaci jeszcze 150 dolarów opłaty manipulacyjnej i materiał poszedłby do druku. E-mail z załączonym tekstem obelgą podesłał redakcji tego periodyku australijski naukowiec dr Peter Vamplew, mając nadzieję, że jego adres poczty elektronicznej zostanie w końcu usunięty z listy spamerskiej – był bowiem zasypywany ofertami udziału w bezwartościowych pseudokonferencjach naukowych czy płatnych publikacji w „prestiżowych” wydawnictwach. Vamplew sam nie napisał tych słów, sięgnął po głośny list otwarty z 2005 r. dwóch amerykańskich badaczy Davida Mazieresa i Eddiego Kohlera. Protestowali oni w ten sposób przeciwko organizowaniu spotkań naukowców, których jedynym celem jest zarabianie pieniędzy przez organizatorów. Jakim zaskoczeniem musiała być dla Vamplewa reakcja pisma, które oceniło jego załącznik jako doskonały i zaproponowało publikację za „drobną opłatą”.

Tę kuriozalną historię opisał w blogu Scholarly Open Access Jeffrey Beall, który od 2012 r. na bieżąco aktualizuje swoją listę drapieżnych wydawców, czyli takich, którzy jego zdaniem – delikatnie mówiąc – nie przykładają się do rzetelnej, jakościowej oceny publikowanych artykułów naukowych, byle tylko zarabiać na tym pieniądze.

Swój środowiskowy skandalik miała też Polska – w 2007 r. psycholog Tomasz Witkowski opublikował w popularnonaukowym miesięczniku „Charaktery” pod fikcyjnym nazwiskiem – nieistniejącej w rzeczywistości psychoterapeutki z Francji Renaty Aulagnier – artykuł pt. „Wiedza prosto z pola”, opisujący nową psychoterapię. „Artykuł zawiera same kłamstwa i fantazje niemające absolutnie żadnych podstaw naukowych oraz plagiat dodany przez redakcję. Mogę to stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, ponieważ jestem jego autorem, występującym pod pseudonimem Renata Aulagnier” – oświadczył po ukazaniu się materiału Witkowski. Tłumaczył, że chciał w ten sposób m.in. wykazać, jak łatwo można rozpowszechnić kompletną bzdurę, przy okazji na tym zarabiając. Że nawet poważne czasopisma chwalące się radami naukowymi z profesorami i doktorami nie dają gwarancji rzetelności treści, które się na ich łamach ukazują. Redakcja „Charakterów” przyjęła cios z godnością. Przyznała się do błędu, przeprosiła i ogłosiła wprowadzenie zmian proceduralnych, które będą zapobiegać tego typu wpadkom.

Wszystko można policzyć


Pozostało 86% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Amigos(2015-02-14 17:01) Zgłoś naruszenie 00

    Ale to już kiedyś Bricmont i Sokal wykazali w "Modnych bzdurach".

    Odpowiedz
  • Mk(2015-06-04 23:34) Zgłoś naruszenie 00

    ""Mniemanologię stosowaną" w RP powszechnie rozwijamy i ona ma się dobrze. Rzadko się słyszy o plagiatach w nauce, a te świetnie funkcjonują. Niedawno kiedyś zasłużony prof. SGH i UW przepychał pracę "doktorską" prezesa BCC bo zapragnął być z tytułem doktora. W końcu łebski facet, ale chyba leń. Próbowałem sprawdzić jak reaguje MNiSZW na zgłoszenie plagiatu. Szefowa departamentu: ochrona danych osobowych !!!
    Dotyczyło to osoby która "zrobiła doktorat "w Rosji, a raczej przywiozła "dokument" i przedstawiła go szkole wyższej.Mógł to zrobić JM Rektor, ale ... a co z wizerunkiem mojej szkoły ? I tak to działa. Stąd w RP mnóstwo habilitacji, doktoratów z Rosji, Ukrainy, Czech i Słowacji z lokalnych szkółek, rosyjskich"naukowych instytutów.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane