Reklama
Resort edukacji proponuje, aby uczelnie zawodowe mogły przekształcić się w nowy typ szkół – akademie praktyczne. Tak wynika z projektu nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. W ciągu najbliższego roku nawet kilkadziesiąt uczelni mogłoby uzyskać prestiżowy status akademii.
Co chce w ten sposób osiągnąć MEiN? Uważa, że nowe rozwiązanie zapewni uczelniom zawodowym większą rozpoznawalność i renomę w lokalnych społecznościach, będzie też bodźcem do dalszego rozwijania potencjału organizacyjnego i podnoszenia jakości kształcenia. Propozycja ministra edukacji Przemysława Czarnka zderzyła się jednak z falą krytyki.
(Nie)potrzebna komplikacja
Obiekcje przedstawiło m.in. Ministerstwo Obrony Narodowej.

Reklama
– Obecnie używane przez uczelnie nazwy są zgodne z ich przynależnością do grupy uczelni akademickich albo zawodowych. Akademickie, w tym akademie, ukierunkowane są na działalność naukową i kształcenie, a zawodowe, co do zasady, tylko na kształcenie. Skoro nazwa „akademia” została zastrzeżona dla uczelni akademickich, to wprowadzanie nazwy „akademia praktyczna” dla uczelni zawodowej może komplikować istniejący system. Używanie wyrazu „akademia” z dodatkowym określeniem słownym spowoduje, że granice „akademickości” i „zawodowości” uczelni się zatrą (w ten sam sposób można by używać nazwy „uniwersytet praktyczny”) – tłumaczy w piśmie skierowanym do MEiN Wojciech Skurkiewicz, sekretarz stanu w MON.
Obawia się, że nowe rozwiązanie ustawowe może spowodować, że uczelnie wojskowe (o stuletniej tradycji oraz ważnej społecznej i państwowej roli) znajdą się w grupie z uczelniami o różnorodnych profilach praktycznych, które takich tradycji i takiej roli nie mają.
– Co więcej nazwa „akademia praktyczna” będzie się w codziennym używaniu skracać do pierwszego wyrazu, a zatem akademie wojskowe i akademie praktyczne staną się w odbiorze społecznym tożsame. Nie wydaje się to pożądane, bo uczelnie wojskowe stale podnoszą swój status, rozwijając aktywność wojskową i działalność naukową – argumentuje Skurkiewicz.
Nieustępliwy resort
Te uwagi nie przekonują MEiN. – Nowa regulacja przyczyni się do pozytywnego odbioru uczelni w lokalnym otoczeniu społeczno-gospodarczym. Obecnie nie jest możliwe wyodrębnienie z grupy uczelni zawodowych tych, które wyróżniają się szczególnymi osiągnięciami. Zdarzają się więc przypadki, w których warunkowo wprowadza się możliwość używania przez uczelnie zawodowe nazwy „akademia” (głównie z inicjatywy poselskiej) – wyjaśnia Wojciech Murdzek, sekretarz stanu w MEiN w odpowiedzi do MON.
Skutkuje to brakiem spójności w używaniu przez polskie uczelnie nazwy „akademia”. Uczelnie zawodowe (publiczne i niepubliczne) używają różnych nazw, które nie podkreślają ich profilu. – Projektowane przepisy wyraźniej rozróżnią przypadki, w których będzie można używać nazwy zawierającej wyrazy „akademia praktyczna” przez uczelnię zawodową oraz nazwy „akademia” przez uczelnię akademicką – podkreśla wiceminister. Dodaje, że w projekcie uwzględniono ścisły tryb weryfikacji spełniania warunków przez uczelnię i procedurę zmiany jej nazwy wykluczającą jakąkolwiek dowolność.
Do propozycji MEiN uwagi przedłożyło również Ministerstwo Zdrowia. Domaga się, aby uczelnie zawodowe, które chcą przekształcić się w akademie praktyczne, musiały spełnić wyższe kryteria. Chce, aby kierunki pielęgniarstwo i położnictwo nie miały negatywnej oceny Krajowej Rady Akredytacyjnej Szkół Pielęgniarek i Położnych.
Resort edukacji uważa, że taki warunek jest zbędny, bo akademie praktyczne będą musiały legitymować się pozytywną oceną Polskiej Komisji Akredytacyjnej. – PKA obejmuje zakresem działania wszystkie uczelnie i wszystkie prowadzone przez nie kierunki, a zatem również pielęgniarstwo i położnictwo. Proponowane przez MZ rozwiązanie skomplikowałoby i wydłużyło weryfikację spełniania przez uczelnię ustawowych warunków – dodaje MEiN.
Wybiórcze ministerstwo
Choć nad projektem rząd dopiero pracuje (zatwierdził go w ubiegły czwartek Stały Komitet Rady Ministrów), już wywołuje on kontrowersje w parlamencie. Nie oszczędzili go nawet posłowie PiS, którzy uważają, że wyklucza on uczelnie niepubliczne. Chodzi m.in. o wymóg kształcenia co najmniej 250 studentów, z czego połowę w trybie stacjonarnym (dziennym). – Jest on łatwy do spełnienia przez duże uczelnie publiczne, ale na niepublicznych gros studentów uczy się niestacjonarnie. Również ich liczba może okresowo spadać poniżej wymaganego progu 250 osób – zauważa Kazimierz Matuszny, poseł PiS, w interpelacji skierowanej do MEiN.
Resort częściowo złagodził ten wymóg. Co prawda kryterium 250 studentów pozostanie, ale tylko 100 z nich ma studiować dziennie. Zdaniem posła Matusznego projekt niesłusznie zakłada też możliwość przekształcenia w akademie praktyczne jedynie dla szkół kształcących na kierunkach medycznych i inżynieryjnych. – Warto zastanowić się nad umożliwieniem tym uczelniom uruchomienia studiów prawniczych i ekonomicznych jako szczególnie przydatnych dla rosnących potrzeb gospodarki narodowej – proponuje. Na razie na tę wątpliwość nie uzyskał odpowiedzi. ©℗
Akademie dla przyszłych medyków i inżynierów
Etap legislacyjny
Projekt po konsultacjach