Narzucenie samorządom przez ministra edukacji narodowej maksymalnej liczby uczniów w pierwszej klasie nie ma sensu. W skrajnych przypadkach zmusza gminy do tworzenia kosztownych kilkunastoosobowych oddziałów szkolnych.
Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni, w eksperckim komentarzu Prawo zmusza samorząd do zamykania placówek oświatowych (DGP z 20 stycznia 2014, nr 12) sprowokowała mnie do zajęcia stanowiska w sprawie szukania oszczędności przez gminy.
Intencja wskazująca możliwość ograniczenia wydatków samorządowych przez podnajęcie części budynku szkolnego innej instytucji niż szkoła, w swej idei pozornie słuszna, jest ekonomicznie kontrowersyjna. Samorządy od dawna borykające się z wydatkami oświatowymi wykorzystały już wszystkie mechanizmy oszczędnościowe. Na likwidację placówki decydują się w ostateczności. Nie chodzi wtedy o symboliczne oszczędności, bo w grę wchodzą dziesiątki czy setki tysięcy złotych. Likwidacja szkoły jest decyzją dramatyczną i niepopularną. Samorządy unikają jej i zwlekają z jej podjęciem, jak długo można.