Słabi kandydaci i niskie wynagrodzenie. To nie pomaga w budowaniu armii kompetentnych pracowników uczelni.

Wnioski te płyną z badania dotyczącego modeli kariery naukowej i zatrudniania na uczelniach i w nauce, który przygotowali Obywatele Nauki. Są one ciekawe, bo z jednej strony pokazują narzekanie na brak ofert pracy i ustawianie naborów, z drugiej – deficyt kompetentnych kandydatów. Interesującym aspektem jest też brak wsparcia działań naukowców ze strony kadry administracyjnej. Nie dość, że często nie pomaga ona w organizowaniu konkursów i wdrażaniu nowych pracowników, to przerzuca też obowiązki biurokratyczne na akademików (opisywanie faktur w grantach, przygotowanie przetargów, obsługa finansowa przy np. grantach Erasmus Plus).

„Pracownicy administracyjni spychają część swoich obowiązków na pracowników naukowych. Zatrudniane są tam też osoby niekompetentne i dochodzi do takich absurdów, że przy zakupie wirówki laboratoryjnej pani administrująca przetargi pyta, czy chodzi o wirówkę do ubrań i czy nie warto byłoby skorzystać z promocji w supermarkecie RTV-AGD” – wskazuje jeden z respondentów.
Reklama
„Dlaczego na naukowca zrzuca się pełną odpowiedzialność za nieudany projekt badawczy, zupełnie ignorując fakt że głównym problemem nie były badania, tylko to, że nie dał rady kupić sprzętu do badań, bo zakopał się w papierach przetargowych, administracja go wyganiała za drzwi albo zgubiła papiery do grantu?’’ – pyta retorycznie inny ankietowany.
Dlatego Obywatele Nauki postulują zniesienie barier biurokratycznych i większą elastyczność administracji.

Reklama

Brak odpowiednich ludzi

Pracodawcy narzekają też na podejście do pracy świeżo zatrudnionych. Wskazują, że zamiast poświęcać czas zadaniom merytorycznym, skupiają się oni na budowaniu swojej pozycji w nowym miejscu. Autorzy raportu zwracają uwagę, że takie zachowanie nie musi być wynikiem ich złej woli, ale wyuczonym schematem, jakie przenieśli z innej jednostki.
Ankietowani szukający pracowników zwracają także uwagę na deficyt kompetentnych kandydatów.
– Zdarza się, że mamy problemy z rekrutacją kandydatów. Niedawno rozpisaliśmy konkursy na trzy stanowiska, a zgłosiły się tylko dwie osoby. Na pewno wpływ na to mają wynagrodzenia, które nie są konkurencyjne w porównaniu z prawniczym sektorem prywatnym – mówi prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ.

Niskie płace

Z kolei prof. Piotr Stec, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego, wskazuje, iż ścieżka kariery jest po prostu niezbyt atrakcyjna, choćby ze względu na to, że wysokim kwalifikacjom nie odpowiadają stosowne warunki płacy, nawet w porównaniu z innymi częściami sektora publicznego.
– Przyczyniła się do tego także wadliwa polityka publiczna, promująca przez lata zwiększanie liczby doktorów bez zapewnienia im warunków rozwoju w trakcie studiów i w późniejszej karierze zawodowej – ocenia prof. Stec.
Sami respondenci także wskazują, że główną barierą w pozyskiwaniu kompetentnych osób do pracy są pieniądze. „Oferta finansowa, jaką mogłem zaproponować, nadawała się wyłącznie do kabaretu” – przyznaje jeden z ankietowanych.
Inny, profesor ze średniej wielkości miasta, reprezentujący nauki ścisłe i szukający osoby na stanowisko profesora, pisze, że „miał trudności ze znalezieniem odpowiedniej osoby, zainteresowanej ciekawą pracą, lecz za niskie wynagrodzenie”.
Dlatego szukający pracowników postulują zwiększenie wynagrodzeń oraz stabilności zatrudnienia, co pozwoliłoby na przyciągnięcie dobrych kandydatów, a wykluczenie obowiązującej selekcji negatywnej.
Co jednak ciekawe, większość ankietowanych, mimo napotkanych trudności, wiąże swoją przyszłość z sektorem akademickim (215 osób, 85 proc.).
W badaniu wzięły udział 253 osoby, pracy poszukiwało 189 (co stanowiło 82,2 proc. ogółu badanych), a pracowników 41 (17,8 proc. respondentów).
W większości ankietę wypełnili naukowcy z nauk humanistycznych (130 osób, co stanowiło 51,4 proc. biorących udział w badaniu) oraz z dużych ośrodków akademickich (ponad pół miliona mieszkańców – 176 badanych, czyli 69,6 proc. ogółu).