Nierealne kryteria i źle sformułowane zapisy to tylko niektóre zarzuty do rozporządzenia MEN.
Od września 2018 r. co trzy lata każdy nauczyciel przejdzie szczegółową ocenę pracy. Jej ogólne kryteria ustala w rozporządzeniu Ministerstwo Edukacji Narodowej. Właśnie trwają konsultacje wprowadzającego je dokumentu. Nie przypadł on do gustu kuratorom oświaty, którzy negatywnie ocenili wiele zapisów, także fundamentalnych dla całego rozporządzenia. Uwagi od kuratorów to nie najlepszy sygnał dla resortu edukacji – są oni bowiem urzędnikami podległymi MEN i, w zamyśle minister oświaty, mieli pomagać we wprowadzaniu reform.
Rozporządzenie wzbudza kontrowersje od początku prac. Dotychczas krytykowały je głównie związki zawodowe nauczycieli. Jak pisaliśmy w DGP, największe emocje wzbudzał pomysł, by do kryteriów dopisać ocenę moralną pedagoga. Po protestach resort przedstawił projekt bez takiego zapisu. A jakie są zastrzeżenia kuratorów?
Beata Pietruszka, podlaski kurator oświaty, zwraca uwagę, że rozporządzenie nałoży na nauczycieli obowiązki, którym nie mają oni możliwości sprostać. Na przykład według kryteriów opracowanych przez resort nauczyciel dyplomowany powinien współpracować z Centralną Komisją Egzaminacyjną lub okręgowymi komisjami egzaminacyjnymi jako autor zadań, ich recenzent lub egzaminator. Tymczasem praca przy zadaniach to zajęcie najwyżej dla kilku nauczycieli. „Ponadto arkusze egzaminacyjne albo nie podlegają recenzowaniu przez nauczycieli, albo do recenzji z danego zakresu zatrudnia się jednego (rzadziej dwóch nauczycieli), najczęściej na okres dłuższy niż jeden rok” – pisze Pietruszka. Jej kolega z kujawsko-pomorskiego powątpiewa zaś, czy autor zadań współpracujący z CKE może w ogóle być ujawniony. Do tej pory komisja tego nie praktykowała – ze względu na dobro nauczycieli.
Reklama
Podlaski kurator zwraca też uwagę, że nowe rozporządzenie nakłada na pedagogów więcej obowiązków, niż przewidziała Karta nauczyciela. Przykład: obowiązek prowadzenia i analizowania przez nauczyciela dyplomowanego badań oświatowych.

Reklama
Wielkopolski kurator obawia się z kolei, że dyrektor, który jednocześnie jest też nauczycielem, praktycznie nie będzie mógł dostać oceny wyróżniającej. A to „ze względu na dużą liczbę proponowanych kryteriów oceny, które są przewidziane dla czynnych zawodowo nauczycieli”. Nauczyciel stażysta będzie oceniany według ośmiu kryteriów, kontraktowy – 13, mianowany – 18, a dyplomowany – 25.
Wśród kryteriów znajdują się np.: współpraca z rodzicami, poprawność merytoryczna zajęć czy upowszechnianie dobrych praktyk edukacyjnych. Do każdego z nich szczegółowe wskaźniki musi opracować dyrektor szkoły.
Teresa Misiuk, kurator z Lublina, przekonuje, że według tylu kryteriów dyrektorowi ciężko będzie co trzy lata rzetelnie oceniać nauczycieli. Szczególnie w dużych placówkach, tam, gdzie kadra pedagogiczna liczy grubo ponad 100 osób.
Na inne utrudnienia wskazuje Halina Cimer, małopolski wicekurator oświaty. Według rozporządzenia w czasie oceny nauczyciela w zespole musi znaleźć się doradca metodyczny lub nauczyciel konsultant. Jej zdaniem to „również może być znaczącym utrudnieniem, ponieważ liczba doradców, którym organ nadzoru może proponować udział w pracach zespołu, jest ograniczona”. Dodaje też, że nie wiadomo, kto ma pokrywać koszty pracy takich doradców, bo przepisy precyzyjnie tego nie wskazują.
Inny problem: nie wiadomo, jak przeliczać oceny punktowe na procentowe. Rozporządzenie tylko ogólnie mówi, że jeśli np. nauczyciel spełni kryteria w 95 proc., otrzyma ocenę wyróżniającą. Dolnośląski wicekurator oświaty Janusz Wrzal w piśmie do MEN zauważa, że w zależności od sposobu przeliczania ten sam nauczyciel może otrzymać u jednego dyrektora ocenę negatywną, a u drugiego – wyróżniającą.
Przedstawiciele kuratoriów zwracają też uwagę na to, że dokument jest wewnętrznie niespójny. W jednym miejscu wskazuje konieczność spełniania przez nauczyciela dyplomowanego co najmniej trzech z pięciu wymienionych kryteriów. Natomiast uzasadnienie do projektu określa, że ci sami nauczyciele muszą spełniać dwa spośród czterech.