Niemal 4 tys. nauczycieli bez formalnych uprawnień może w tym roku uczyć w szkołach.
Reklama
Kuratoria dostają od dyrektorów szkół po kilkadziesiąt wniosków dziennie z prośbą o możliwość zatrudnienia nauczyciela, który nie ma odpowiednich kwalifikacji formalnych. Z danych zebranych przez DGP wynika, że wpłynęło ich już ok. 4 tys. Brakuje kadr z dyplomami uprawniającymi do uczenia przedmiotów ścisłych oraz dzieci z niepełnosprawnością. W związku z likwidacją gimnazjum do podstawówek weszły nowe przedmioty. Stałym problemem jest też wychowanie do życia w rodzinie.
Kuratorzy najczęściej wydają zgodę. – Nauczyciele zwykle są w trakcie uzupełniania kwalifikacji na studiach podyplomowych i w następnym roku mogą już mieć odpowiednie uprawnienia – przyznaje jeden z pracowników kuratorium. I dodaje, że nie ma obaw, iż taki nauczyciel będzie źle uczył.

Reklama
Wiele próśb dotyczy możliwości nauczania biologii czy fizyki przez nauczyciela, który do tej pory uczył wyłącznie przyrody. Tego przedmiotu w tym roku szkolnym nie będzie w planach lekcji klas VII–VIII, a od 2018 r. nowym podziałem zostaną objęci także piąto- i szóstoklasiści.
Jest także sporo wniosków dotyczących edukacji dzieci z niepełnosprawnościami – w niektórych regionach jest ich nawet dwa razy więcej niż w poprzednich latach. Na przykład na Pomorzu przez cały zeszły rok szkolny było 275 wniosków. W tym roku do połowy września wpłynęło już 357.
To zamieszanie jest spowodowane przez problemy kadrowe wynikające z reformy.
– Na rynku jest mnóstwo nauczycieli, którzy szukają pracy – opowiada wicedyrektor jednej z warszawskich szkół podstawowych. – Natomiast szkoła często nie potrzebuje pracowników na cały etat, a tylko na kilka godzin w tygodniu. Tymczasem nauczyciele szukają zatrudnienia w jednym miejscu, najlepiej w pełnym wymiarze. Nie chcą biegać z jednej placówki do drugiej. Poza tym aby budować staż, muszą mieć umowę przynajmniej na pół etatu – dodaje.
Kuratorzy uważają, że wnioskomania jest konsekwencją rozdrobnienia na rynku szkół. Powstało więcej podstawówek, w które przekształciła się część likwidowanych gimnazjów. W województwie lubelskim utworzono placówki liczące niespełna 70 uczniów. – Takim szkołom trudno pozyskać fachowca z kwalifikacjami. Szczególnie gdy proponuje mu się kilka godzin pracy w tygodniu – komentuje przedstawiciel wojewódzkiego Kuratorium Oświaty w Lublinie.
– Nie zgłaszałam się do urzędu pracy, ale i tak dzwonili do mnie dyrektorzy różnych szkół, czy nie przyszłabym do nich na kilka godzin. Taka oferta mnie nie interesowała – mówi jedna z warszawskich gimnazjalnych nauczycielek fizyki.
Zgodnie z przepisami pierwszeństwo przy naborze powinni mieć nauczyciele, którzy mają kwalifikacje i szukają zatrudnienia.
Ale jeśli dyrektor ma u siebie od lat nauczyciela, np. przyrody, który się sprawdził, nie zwolni go, aby przyjąć biologa, woli zaczekać, aż jego człowiek skończy studia. Wystarczy, że przedstawi w kuratorium zaświadczenie z urzędu pracy, że fachowca nie znalazł, i może liczyć na akceptację. Urzędnicy nie weryfikują, czy dana placówka faktycznie wszędzie szukała. – Nie jesteśmy pośrednikiem pracy – mówi jeden z kuratorów.
O tym, że z niektórymi przedmiotowcami jest problem, mówią nawet politycy PiS. Na posiedzeniu komisji edukacji poseł Lech Sprawka przekonywał, że należy jak najszybciej kształcić fizyków, bo brak odpowiednio wykwalifikowanej kadry może być uciążliwy, szczególnie w małych szkołach na terenach wiejskich.