Ostatnio w dzienniku elektronicznym moich dzieci przeczytałem, że sztuczna inteligencja coraz mocniej wchodzi w codzienność młodych ludzi: uczniowie korzystają z niej przy nauce, odrabianiu prac domowych czy realizacji projektów. Dla wielu dorosłych jest to wciąż nowe i nie do końca znane zjawisko, które może budzić pytania lub obawy. Czy rzeczywiście nauka w szkołach to głównie AI?
Piotr Gajewski
ikona lupy />
Piotr Gajewski, były dyrektor Informacji i Komunikacji w MEN, były zastępca dyrektora generalnego w Narodowej Agencji Programu Erasmus+, członek zarządu NCBR+ / Dziennik Gazeta Prawna / Wojtek GĂłrski

Ze sztuczną inteligencją jest pewien kłopot. Z jednej strony bardzo nam pomaga, lecz z drugiej osłabia, by nie napisać – ogłupia. Narzędzie, które jest rewolucyjną zdobyczą naszych czasów, może się okazać przekleństwem. Zwłaszcza jeśli nieumiejętnie skorzystają z tego nasi uczniowie. Skala operacji myślowych, które do tej pory musieliśmy wykonywać sami, została w dużej mierze przekazana super inteligentnym maszynom, które za nas myślą. Dlaczego nie zlecić im napisania wypracowania? – pomyślało wielu uczniów. Niestety, jak pomyśleli, tak zrobili. I jest z tym pewien poważny problem. Jeśli temu szybko nie zaradzimy i nie uporządkujemy, to – jak mówi młodzież – wkrótce będzie „pozamiatane”.

Czy to oznacza, że AI zdominowała już polską edukację, tylko nikt głośno o tym nie mówi?

Brakuje nam odważnego pytania, jakie są cele edukacyjne i spodziewane efekty – zwłaszcza w horyzoncie długofalowym – korzystania z narzędzi AI w szkole? To ważne pytanie, które zadają sobie również twórcy polityk edukacyjnych na całym świecie. Oczywiście, zgadzamy się z tym, że powinniśmy szeroko edukować w zakresie wiedzy o algorytmach, ich działaniu, rozwijać u uczniów myślenie komputacyjne (kreatywne rozwiązywanie problemów przy wykorzystaniu metod i narzędzi wywodzących się z informatyki), poszerzać ich wiedzę z zakresu programowania. To już się dzieje. Co więcej, nasi uczniowie są w tym rewelacyjni. W międzynarodowych zawodach matematyczno-informatycznych jesteśmy od lat w czołówce. Światowy top. Problem, jaki się wyłania na horyzoncie, to umiejętne zapanowanie i odpowiedzialne korzystanie przez uczniów z narzędzi AI, albowiem pokusa pójścia na skróty w edukacji nigdy nie była tak wielka.

Jeszcze dwa lata temu nie było dyskusji o AI w szkołach ani też szkoleń dla pracowników oświaty...

Od listopada 2022 r. na naszych oczach dzieje się rewolucja. Wówczas to do użytku została oddana pierwsza ogólnodostępna wersja chataGPT. Liczba użytkowników w Polsce to już 10 milionów. Przyrost imponujący. Zaczęliśmy testować jej możliwości. Szybko zachwyciliśmy się jej sprawnością. Na poziomie państwowym, powstało już kilka dokumentów strategicznych, które wytyczyły ramy wdrażania AI, również w polskiej szkole, kluczowy dokument to przyjęta w 2024 r. przez rząd „Polityka Cyfrowej Transformacji Edukacji”. Mamy instytuty badawcze, jak „IDEAS” rozwijany przez wybitnego prof. Piotra Sankowskiego, liczne jednostki uczelniane, powstało już sporo polskich firm, które opierają swój model biznesowy na modelach AI.

Czy są jakieś ryzyka?

Tak i widać je na polu polskiej szkoły, zwłaszcza w zakresie korzystania z licznie dostępnych narzędzi AI. Zarówno szanse, jak i ryzyka dostrzegają takie potęgi, jak Chiny, czy USA. Czytając tamtejsze wytyczne do szkół, przebija się ważne ostrzeżenie, że bez odpowiedniego nadzoru ze strony nauczycieli lub wyraźnego wskazania, do jakich zadań stosujemy te narzędzia, możemy znacznie obniżyć jakość kształcenia. Wszyscy chyba rozumiemy, że narzędzia te mają być bardziej pewnego rodzaju cichymi asystentami w tle, niż tymi, które zastąpią nas w myśleniu. Nie zapominajmy przy tym, że dzieci i młodzież są grupą szczególnie wrażliwą, o którą musimy z dużą rozwagą zadbać.

Czy resort edukacji powinien bardziej przyjrzeć się AI w szkołach?

Zdecydowanie tak, bo skala wyzwań jest ogromna. Powstało już sporo dokumentów, które na papierze wyglądają obiecująco, jak wspomniana już rządowa „Polityka Cyfrowej Transformacji Edukacji”. Problemy zaczynają się, jak schodzimy operacyjnie coraz niżej, do samorządów, lokalnych szkół, a nade wszystko, do pokojów nauczycielskich. MEN zapowiedziało, że wkrótce do szkół trafi 12 tys. pracowni sztucznej inteligencji. Trwają również prace nad programem nauczania AI. Spośród państw warto wskazać na Estonię, Chiny, czy Stany Zjednoczone, które w profesjonalny sposób podeszły do tematu – od przygotowania ogólnych wytycznych, po szczegółowe rekomendacje i zasady odpowiedzialnego korzystania przez uczniów z narzędzi AI. Na naszym polskim gruncie ważnym dokumentem jest opublikowany w zeszłym roku raport Komitetu Informatyki PAN pt. „Sztuczna inteligencja w polskiej szkole. Biała księga. Wnioski, spostrzeżenia, rekomendacje”.

Co jest w tym dokumencie?

Wśród wielu postulatów i rekomendacji, zwróciłbym uwagę na jeden, o którym piszą autorzy: „konieczność zapewnienia, że narzędzia AI faktycznie wspierają proces nauczania – uczenia się i nie są jedynie nowinką technologiczną”. To dotyka bowiem istoty wyzwania przed jakim stoimy, a dokładniej, pytania o skuteczność pedagogiczną stosowanych narzędzi AI.

Co pan ma na myśli?

Wielu badaczy, w tym i pedagogów, zdaje sobie sprawę, że jako społeczeństwo stoimy przed bardzo ważnymi zmianami o charakterze strukturalnym, cywilizacyjnym. Narzędzia sztucznej inteligencji nie omijają polskich nauczycieli, uczniów, a tym samym ich rodziców. Stosujemy je przecież powszechnie w codziennej pracy. W biznesie to już rzecz „must have”. Jeśli jednak spojrzymy na badania, to ponad 40 proc. ankietowanych jest za zakazem korzystania w szkołach ze sztucznej inteligencji i jeszcze więcej (58 proc.) sprzeciwia się korzystaniu w szkołach ze smartfonów (badanie IPSOS z połowy 2024r.). To pokazuje, że spora część społeczeństwa dostrzega poważne obawy zastosowania narzędzi AI również w pracy dydaktycznej. Głównie chodzi o odpowiedzialne z niej korzystanie. Z tym, panie redaktorze, również i my – dorośli, mamy poważne problemy.

Jak szkoły mogą żyć z AI, skoro wyeliminować jej chyba już na tym etapie się nie da?

Po pierwsze, uważam, że środowisko edukacyjne, a konkretnie nauczyciele, nie jest należycie przygotowane do masowego i odpowiedzialnego zastosowania tych narzędzi w pracy własnej, jak i z uczniami. Podkreślam wyraźnie słowo – odpowiedzialnego. Brakuje elementarnej wiedzy, czym sztuczna inteligencja jest, a czym nie jest; jakie ma ograniczenia i pułapki, jak np. te związane z „halucynowaniem” czyli podawaniem nieprawdziwych i zmyślonych informacji. Brakuje kompleksowego systemu szkoleń nauczycieli. Złośliwi też powiedzą – kto kogo będzie na lekcjach uczył AI?

Nie wierzy pan w umiejętności naszych nauczycieli?

To są problemy występujące praktycznie wszędzie. Dostrzegają je zarówno Chińczycy, jak i badacze ze Stanów Zjednoczonych. Jednym z pierwszych stanów, który przyjął wytyczne do szkół był Waszyngton. Tam wyraźnie podkreślono, że AI wzmacnia naukę tylko wtedy, gdy nauczyciele mają czas i zasoby, by stać się przewodnikami w cyfrowej rewolucji. Chińczycy właściwie zakazali samodzielnego korzystania z narzędzi AI młodszym uczniom. Starsi uczniowie mają robić to pod czujną opieką nauczycieli.

Czy tu jest wąskie gardło?

Dokładnie tak. W USA nauczyciele przyznają, że czują się przytłoczeni dodatkowymi obowiązkami sprawdzania chociażby uczciwości wykonywanych prac. Wielu moich znajomych uczących w polskich szkołach mówi wprost, że nauczyciele to grupa permanentnie przemęczona i przytłoczona wieloma obowiązkami. Średnia wieku nauczyciela w polskiej szkole to już prawie 50 lat. Jeśli dodamy do tego kulturowe zmiany w zachowaniu samych uczniów, ale i niestety samych rodziców, to rysuje się nam obraz niezbyt optymistyczny. Owszem, mamy pasjonatów i specjalistów od najnowszych technologii. Wielokrotnie, podczas mojej pracy zawodowej w MEN i w agencji zajmującej się międzynarodowym programem ERASMUS+, widziałem kreatywne postawy, głównie młodych nauczycieli, którzy byli gotowi z uczniami przenosić przysłowiowe góry. Ale prawda jest taka, że są w mniejszości. Co więcej, informatyki również uczą nauczyciele po szkołach podyplomowych, gdzie informatyka nie jest ich podstawowym wykształceniem. Samo nasycenie polskiej szkoły sprzętem, nie rozwiązuje problemów. „Brak wśród nauczycieli wiedzy dotyczącej psychologicznych i społecznych aspektów posługiwania się technologią” to już cytat z kluczowego rządowego dokumentu, mianowicie, przywoływanej już „Polityki Cyfrowej Transformacji Edukacji”.

Mam wrażenie, że w AI widzi pan tylko zagrożenie dla szkół?

Mamy niewiele badań, które uczciwie pokazują wpływ użytkowania AI na uczniów, bo mamy do czynienia z nowym zjawiskiem. Jednak to, które się ukazało kilka tygodni temu w Stanach Zjednoczonych, daje wiele do myślenia i rzuca nowe światło.

Co ono mówi?

Autorzy z amerykańskiego think-tanku Brookings Institution stawiają tezę, że „ryzyka z użytkowania przez dzieci z generatywnej AI przeważają nad korzyściami”. Tam, specjalistycznym badaniem objęto uczestników z ponad 50 krajów i podpierając się ponad 400 publikacjami z tego zakresu. Ja również widzę rafy na horyzoncie na naszym rodzimym gruncie. Mówią już o tym nasi nauczyciele. Entuzjastyczne otwarcie się na możliwości, jakie dają narzędzia AI, przypomina wpuszczenie do szkoły niekontrolowanego konia trojańskiego. Moje obawy budzi, już zauważalna i sygnalizowana przez nauczycieli, powszechna bierność intelektualna uczniów i zanik ich zdolności do samodzielnego rozwiązywania problemów. To stopniowe poleganie na modnych i częściowo płatnych narzędziach, mocno ogranicza kreatywność dzieci i młodzieży. Do tego dochodzą uzasadnione lęki o zwiększenie ich uzależnienia od ekranów i czasu poświęconego przed cyfrowymi nowinkami. Dla polskich nastolatków bycie online to już 6 godzin dziennie, a w weekendy jeszcze więcej. Warto zwrócić uwagę na inne badania, które wykazują u osób regularnie korzystających z narzędzi AI obniżoną aktywność komórek mózgowych, zmniejszone zaangażowanie poznawcze czy pogarszającą się pamięć (MIT z 2025 r.). Jednym słowem, to trochę przypomina sytuację, gdzie doprowadziliśmy do wzbicia się samolotu, a dopiero teraz zastanawiamy się, czy zadziała w nim system hamulcowy i czy pasażerowie są w tym samolocie bezpieczni. Na marginesie uwaga, że twórcy wielkich platform AI niechętnie o tym mówią. Algorytmy też tych informacji nie podbiją.

Myśli pan, że to świadome działanie?

Nie zapominajmy i nie miejmy złudzeń, że są to gigantyczne projekty biznesowe, które mają nas, jako konsumentów, ściągnąć przed ekran i jak najdłużej przy nich przytrzymać. Stosunkowo łatwo to zrobić młodym ludziom, którzy przecież bez telefonu nie ruszą się z domu. Zainteresowanych krytyczną analizą zastosowania AI warto odesłać do prac M. Tegmarka, N. Bostroma, G. Hintona, do wypowiedzi samego E. Muska. Na polskim rynku warto śledzić w tym względzie publikacje prof. Andrzeja Zybertowicza, np. „AI. Eksploracja”.

Zamiast biadolić trzeba chyba działać i zaproponować konkretne rozwiązania?

I to jest bardzo poważne zadanie dla obecnego kierownictwa MEN. Warto jednak mieć w tyle głowy, że pojawiająca się technologia, przychodzi do nas w konkretnych uwarunkowaniach edukacyjnych. Jesteśmy doświadczeni pandemią Covid-19 i konsekwencjami nauczania zdalnego. W wyniku tego, podstawa programowa – czyli niezbędne minimum programowe, które muszą przyswoić nasze dzieci – została odchudzona o ok. 20 proc. Oznacza to, że w praktyce, uczniowie przyswajają o jedną piątą mniej materiału. Do tego dochodzi brzemienna w skutkach decyzja minister Barbary Nowackiej, podjęta tuż po wyborach, która de facto doprowadziła do znacznego ograniczenia zadawania prac domowych w szkołach podstawowych. Zgodnie z nowymi przepisami, zadania domowe w klasach IV–VIII (z wyjątkiem lektur) przestały być obligatoryjne, stały się propozycją dla chętnych i nie podlegają ocenie. Mówiąc w skrócie: mocno w szkole poluzowaliśmy wymagania, a teraz, dodatkowo, uczniowie dostali do ręki narzędzia, które powoli zaczynają ich wyłączać z samodzielnego myślenia i pracy.

A reforma „Kompas Jutra”, którą przygotowuje obecne kierownictwo MEN, tego nie poprawi?

Te problemy jeszcze bardziej pogłębi i wzmocni. My w szkole odchodzimy od wyraźnego mówienia o obowiązkach. Mam wrażenie, że teraz uczniowie mają jedynie zachodzić do szkoły. W szkole ma być zawsze przyjemnie i fajnie. Słyszę o ciągłym eksperymentowaniu, odkrywaniu, wycieczkach szkolnych, o tygodniu projektowym… . A gdzie jest klasyczna nauka? Wie pan dlaczego Singapur, Japonia, a bliżej nas, chociażby Estonia, stoją wysoko w rankingach wiedzy i umiejętności? Bo tam obok wysokiej dyscypliny uczniów, uczniowie solidnie się uczą. Z papierową książką w ręku włącznie.

Wróćmy do AI. W jaki sposób będziemy więc adaptować nowinki AI w polskiej szkole?

Z jednej strony polscy uczniowie muszą nauczyć się mechanizmów rządzących AI – poznać jej możliwości i ograniczenia. Z drugiej, nie zniechęcić się do tradycyjnego wysiłku intelektualnego. Ten, trzeba w całym procesie kształcenia samodzielnie wykonać tzn. – nauczyć się wiersza na pamięć, przeczytać lekturę, posiedzieć nad geometrią, poznać państwa w Ameryce Południowej, ba, czasem nawet zajść do biblioteki. Słowo klucz to samodzielnie wykonać i przepracować, bo to jest fundament w nauce. W dużym uproszczeniu podstawowymi kompetencjami, jakie uczeń ma wynieść ze szkoły to nauka: poprawnego wypowiadania się, pisania, czytania, rozumowania i wnioskowania. W tych wymienionych umiejętnościach AI jest dobra. Za kilka miesięcy będzie jeszcze doskonalsza. Pytanie, czy taki szybki rozwój poznawczy zaobserwujemy również u naszych dzieci, albowiem pokusa pójścia łatwą i szybką ścieżką jest przeogromna, a tego jako rodzice i nauczyciele chyba nie chcemy. ©℗

Rozmawiał Artur Radwan