statystyki

Mieszkanie, służbowe auto, wysokie pensje? Lekarze i tak nie chcą pracować na prowincji

autor: Klara Klinger, Patrycja Otto15.03.2016, 07:46; Aktualizacja: 15.03.2016, 08:24
lekarz, szpital

Najgorzej jest w Wielkopolsce, gdzie mają 1,6 lekarza na tysiąc mieszkańców. źródło: ShutterStock

Dyrektorzy placówek medycznych zwiększają zachęty dla kadry lekarskiej. Z marnym skutkiem. Poza dużymi miastami trudno o specjalistę.

reklama


reklama


Mieszkanie, służbowe auto, wysokie pensje i szkolenia na koszt pracodawcy – tak kuszą medyków dyrektorzy placówek zdrowotnych. Efekt mizerny, chętnych brak.

8 tys. zł na rękę i 150-metrowy segment dla lekarza podstawowej opieki zdrowotnej – taką ofertę niedawno składał niepubliczny zakład opieki zdrowotnej w Wólce Grodziskiej koło Leżajska. Zainteresowanie?

– Na nasze ogłoszenie odpowiedziała jedna osoba, emerytowany lekarz – komentuje osoba odpowiedzialna za rekrutację w NZOZ w Wólce Grodziskiej.

Kadry w lecznictwie

Kadry w lecznictwie

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Nowym Mieście nad Pilicą szuka z kolei starszych asystentów pediatrii, chirurgii i chorób wewnętrznych. Także oferuje mieszkanie. A właściwie trzy do wyboru. Przyznaje jednak, że nie stanowi to zachęty.

Na Podlasiu jedna z placówek do wysokiej pensji i mieszkania dorzuciła samochód służbowy. Pomimo takich warunków lekarza znaleźli po pół roku poszukiwań. – Zaoferowaliśmy mieszkanie po remoncie i renault kangoo, ale łatwo nie było – wspominają pracownicy placówki.

Pracujących lekarzy jest 85 tys. – tak wynika ze sprawozdań, które spływają z placówek medycznych mających kontrakty z NFZ (choć mających uprawnienia jest o wiele więcej). Na tysiąc mieszkańców przypada więc ok. 2,3 lekarza.

– Powinniśmy równać do średniej europejskiej, a ta według OECD wynosi czterech lekarzy na tysiąc mieszkańców – podkreśla Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

Aby osiągnąć ten wskaźnik – jak wynika z wyliczeń DGP – kadra powinna się zwiększyć o ponad 68 tys., do 154 tys.

Najgorzej jest w Wielkopolsce, gdzie mają 1,6 lekarza na tysiąc mieszkańców. Najlepiej wypada Łódzkie – 2,8 lekarza na 1 tys. osób.

Niedobory są nadrabiane tym, że lekarze pracują na kilku etatach. W związku z tym, zgodnie z danymi GUS, dostęp do nich jest ponad dwa razy lepszy, bo na 1 tys. mieszkańców przypada 5,2 lekarza. Ale to tylko statystyka. Jak wynika z opublikowanego w lutym raportu NIK, deficyt lekarzy przekłada się na dostęp pacjentów do leczenia. Spośród ośmiu analizowanych przez kontrolerów zakresów leczenia tylko pomorskiemu oddziałowi funduszu udało się zapewnić dostęp do wszystkich specjalistów. W 15 pozostałych nie zakontraktowano części świadczeń. Pacjenci muszą jeździć do oddalonych miejscowości i czekać dłużej na leczenie.

Aaaa zatrudnię lekarza

O tym, do jakich metod uciekają się przychodnie i szpitale, które szukają do pracy lekarzy, można się przekonać, czytając ogłoszenia zamieszczane w „Gazecie Lekarskiej”. Najczęściej dotyczy to pediatrów, którym – szczególnie w mniejszych ośrodkach – coraz częściej oferowane jest mieszkanie czy samochód. Mimo to zainteresowanie jest zwykle niewielkie.

Brakuje także innych specjalistów. Prywatny szpital w Bielsku-Białej od roku szuka rezydentów z zakresu ortopedii. Ma dla nich trzy miejsca. – Na ogłoszenie odpowiedziała na razie jedna osoba – informuje Łukasz Stanowski z placówki utrzymującej się w dużej części z kontraktów NFZ. Tłumaczy, że zależy mu na osobie, która będzie chciała zostać w Bielsku na stałe. – Będzie pracowała naukowo, zrobi doktorat. Nie chcemy kształcić specjalistów dla konkurencji – zaznacza.

Przedstawiciele placówek medycznych mają świadomość, że dzięki rezydenturze (specjalizacji opłacanej przez państwo) są w stanie pozyskać pracowników. Wyjkształconego już specjalistę trudniej skłonić do pracy, zwłaszcza poza dużym ośrodkiem miejskim.

Powód jest prosty. – Za konsultację takiego lekarza NFZ płaci 27 zł. W tym jest wynagrodzenie nie tylko dla niego, ale i pielęgniarki, czy pieniądze na utrzymanie infrastruktury informatycznej – wylicza Stanowski. W efekcie lekarz specjalista, który przyjmuje raz w tygodniu, u niego otrzymuje ok. 400 zł wynagrodzenia miesięcznie. W komercyjnej placówce dostanie za konsultację 100 zł na rękę. – Naturalne, że nie chce pracować w publicznej służbie zdrowia – ubolewa Stanowski.

W jednym z pobliskich miast zdesperowany dyrektor szpitala, by pozyskać rezydentów, każdemu dokłada z budżetu placówki po 2 tys. zł do pensji.

Tymczasem brak lekarza to nie tylko większe kolejki dla pacjentów, ale także groźba zamknięcia placówki czy też brak dostępu do leczenia z danego zakresu. Wymagania NFZ są wyśrubowane. Ich niespełnienie równa się zmniejszeniu albo odebraniu kontraktu. W szpitalu psychiatrycznym w Branicach odeszło właśnie pięciu lekarzy i przyszło kolejnych pięciu. Ale ogłoszenie w „Gazecie Lekarskiej” zostało, bo z doświadczenia wiedzą, że rekrutację powinni prowadzić cały czas. Psychiatrom, których jest deficyt, bardziej opłaca się założyć własną praktykę, niż wykonywać gorzej płatną i bardziej stresującą pracę w szpitalu. – A przepisy wymagają, by jeden lekarz psychiatrii przypadał na 40 łóżek, do tego by na 20 łóżek był jeden lekarz będący w trakcie specjalizacji – tłumaczy osoba odpowiedzialna za rekrutację w szpitalu w Branicach. I dodaje, że szpital w ramach zachęty oferuje dwa mieszkania: kawalerkę i dwupokojowe.

Na peryferiach mieszkanie i dobra pensja stają się normą. Ośrodki zdrowia wpadły na inny pomysł. Wielkopolskie Centrum Onkologii, szukające specjalisty lub lekarza kończącego specjalizację w dziedzinie radioterapii onkologicznej, promuje się jako miejsce „o uznanej renomie w kraju i za granicą, wyposażone w sprzęt na najwyższym poziomie, współpracujące z wieloma ośrodkami zagranicznymi, umożliwiające wszechstronną karierę naukową”. Lekarz otrzymuje więc możliwość rozwoju naukowego oraz udziału w specjalistycznych szkoleniach i kursach z najnowocześniejszych technik i metod terapii.

Rzecznik praw pacjenta, który apelował w sprawie zwiększenia dostępności lekarzy do ministra zdrowia, podkreśla, że problem jest coraz bardziej poważny i dotyczy bardzo wielu specjalizacji dziecięcych oraz geriatrii. – Największe braki kadrowe zaobserwowano w pediatrii, chirurgii ogólnej, chirurgii dziecięcej, diabetologii, genetyce klinicznej, medycynie rodzinnej, kardiologii dziecięcej, nefrologii dziecięcej, alergologii oraz geriatrii – wylicza Barbara Kozłowska, rzecznik praw pacjenta.

Zdaniem ekspertów problem będzie narastał. Obecnie lekarze pracują w kilku miejscach naraz. Do tego są coraz starsi. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że średni wiek lekarzy to ok. 55 lat. A są specjalizacje, w których jest o wiele gorzej: w diagnostyce laboratoryjnej średnia wieku to 63 lata, w reumatologii czy otolaryngologii – 57 lat. W takich dziedzinach jak pediatria, chirurgia dziecięca czy reumatologia powstała luka pokoleniowa. – Aby zapewnić stałą liczbę wykształconej kdry, specjaliści w wieku do 50 lat powinni stanowić około 50 proc. liczby wszystkich – uważa Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

Problemem jest nie tylko wiek. Spora część lekarzy, szczególnie tych młodszych, opuszcza kraj. Z danych NIL wynika, że zaświadczenia upoważniające do wyjazdu w 2015 r. wzięło 836 lekarzy. Choć to mniej niż bezpośrednio po naszym wejściu do Unii Europejskiej (było to ok. 2 tys. rocznie), to od pięciu lat ich liczba z roku na rok rośnie. W badaniu przeprowadzonym przez Gdańską Okręgową Izbę Lekarską na pytanie: „Czy planujesz wyjazd za granicę do pracy?”, 43 proc. odpowiedziało, że rozważa taką opcję. Zaś w „Gazecie Lekarskiej” pojawia się coraz więcej ogłoszeń od placówek medycznych z Niemiec. Nasi zachodni sąsiedzi często pokrywają koszty wyjazdu na rozmowę kwalifikacyjną.

Fakt, że mamy za mało lekarzy, to zdaniem ekspertów w dużej części efekt decyzji politycznej. – Współczynnik 2,2 na tysiąc pacjentów został ustalony w latach 90. – tłumaczy Marek Balicki, były minister zdrowia (to resort zdrowia decyduje o liczbie osób, która się kształci na studiach medycznych). – Wtedy plasowało nas to w średniej europejskiej – opowiada Balicki. W tym czasie uważano, że zbyt duża liczba lekarzy będzie zbyt kosztowna. Teraz okazuje się, że społeczeństwo się starzeje, wchodzą nowe metody leczenia, coraz więcej osób żyje dłużej, borykając się z chorobami przewlekłymi, więc i zapotrzebowanie się zmienia. Inne państwa to nadrobiły, w Polsce od 25 lat wskaźnik pozostaje praktycznie bez zmian.

Resort zdrowia deklaruje, że podjął już działania zaradcze: wprowadzono modułowy system kształcenia, dzięki któremu lekarz może uzyskać tytuł specjalisty w czasie krótszym niż do tej pory. Kolejną zmianą jest możliwość odbycia szkolenia specjalizacyjnego bezpośrednio po stażu dyplomowym, co według szacunków resortu skraca okres wymagany do uzyskania tytułu lekarza specjalisty o ok. 2–3 lata. Jest lepiej z rezydenturami. W latach 2009–2016 przyznano ich łącznie 25,5 tys., a w zeszłym roku mógł się na nią dostać każdy chętny. Resort wskazuje, że liczba specjalistów rośnie: w ciągu ostatnich ośmiu lat o 23 proc.. Trwają też prace nad zwiększeniem liczby studentów przyjmowanych na uczelnie medyczne.

Z szacunków DGP wynika, że gdybyśmy chcieli dorównać do średniej w krajach rozwiniętych, powinniśmy mieć o prawie 70 tys. lekarzy więcej. Ale nawet bez gonienia bogatszych zmagamy się z niedoborem: jak wynika z danych GUS, na koniec IV kw. 2015 r. w sektorze ochrony zdrowia było 2,4 tys. wolnych miejsc pracy. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • 12(2016-03-15 12:52) Odpowiedz 592

    Każdy lekarz chce zarabiać adekwatnie do swojego wykształcenia, odpowiedzialności jaką ponosi każdego dnia swojej pracy. Godziwe wynagrodzenie za etat powinno być standardem. Praca w kilku miejscach przekłada się na mniejszą efektywność i jakość świadczeń udzielanych pacjentom.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • LOLEk(2016-03-15 19:55) Odpowiedz 540

    LOLEK • 6 minut temu No i co wy na to patomorfolodzy z 3,5 tys. na rękę i z 5 zł za diagnozę. Bierzecie co wam dają! Nie próbujecie nawet negocjować. A ponoć tak was dramatycznie brakuje. KIEDY ZACZNIECIE SIEBIE W KOŃCU SZANOWAĆ

  • Sprostowanie(2016-03-15 13:24) Odpowiedz 463

    Te wysokie zarobki to chyba dotyczą specjalistów po 40-45 roku życia. Lekarz na rezydenturze (normalna praca w trakcie której zdobywa doświadczenie i na końcu po egzam. staje się specjalistą) zarabia 2200zł do ręki! Średni wiek zostawania specjalistą to bodajże 38 lat. Do 38 roku życia takie psie pieniądze!!!! To jest stał pensja dla każdego lekarza rezydenta zapisana w ustawie- to taka informacja dla mądrali, którzy powiedzą, że to nieprawda. Chyba, że po pracy w czasie kiedy reszta społeczeństwa siedzi na kanapie przed telewizorem albo spędza czas z rodziną, lekarz pracuje na drugim etacie albo dorabia na dyżurach i z tego ma pieniądze na życie. Całe życie w pracy- na pewno warto zazdrościć??

  • qwerty(2016-03-15 08:51) Odpowiedz 364

    A czy młodzi wykształceni zechcą pracować za poradę za 3,5pkt brutto (25-27zł minus koszty 50% -opłacenie pielęgniarki, wynajęcie lokalu, czyli 12 zł netto za poradę dla lekarza) To jest polska rzeczywistość.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Lekarz(2016-03-15 08:53) Odpowiedz 273

    A propos skrócenia specjalizacji. Kolega ukończył kardiologię i na egzaminie specjalizacyjnym od podstarzalego profesora usłyszał "jeszcze Pan musi popracować bo jest Pan za młody na bycie specjalistą. Za moich czasów trzeba było zdać specjalizację z Internet i dopiero ubiegać się po latach o kardiologię." Kolega oczywiście nie zdał ustnego mimo, że pisemny miał zdany na 4.5.

  • A. (2016-03-15 12:47) Odpowiedz 232

    zlikwidować ZUS i NFZ. Wszyscy bedą szczęśliwi. Pacjent bo nie będzie płacił jak zdrowy i nie będzie wypominał ze to z jego pieniędzy. A lekarz bo w końcu uczciwie zostanie wynagrodzona jego praca.

  • bolek(2016-03-15 08:21) Odpowiedz 222

    działa prawo popytu i podaży. Winny jest cały system, gdyż stworzył coś co go zjada od środka.

  • cura te ipso(2016-03-16 17:55) Odpowiedz 141

    w Chinach kiedyś płacono LEKARZOM gdy klient był ZDROWY, a przestawano, gdy chorował. Tekaz tez tak powinno być!!

  • ciekawski(2016-03-15 11:26) Odpowiedz 1364

    lekarze ciągle sa niezadowoleni, ciągle im mało i porównują się do lekarzy z zachodu, tylko nie widzą jednej różnicy, tama na zachodzie płaci się grube pieniądze za studiowanie medycyny, poza tym skoro jest tak źle i wiedzą to dlaczego kierunku medyczne są oblegane przez kandydatów na lekarzy

    Pokaż odpowiedzi (5)
  • eeeee(2016-03-15 21:48) Odpowiedz 132

    A podobno lekarzą w kamasze mają iść?

  • dziadek(2016-03-15 08:42) Odpowiedz 1127

    AAAAAA a co z pielęgniarkami???!!!

  • ja(2016-03-15 11:05) Odpowiedz 754

    Cóż ja mogę powiedzieć. Ostatnio byłem kilka razy prywatnie u lekarza - czy to "ze sobą", czy to z ojcem. 150 zł za kilka minut sympatycznej rozmowy, oczywiście do kieszeni....

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • pozorna demokracja i humorystyczna niezawislość ..(2016-03-15 11:21) Odpowiedz 761

    trzeba było 20 lat wstecz "chwycić za twarz"....... i ustawić do pionu- ale cóż WSZYSTKIE tzw. rządy -klęczały przed "kitlami" >>>> ot i teraz "bogowie " mogą szantażować cały kraj.... strasząc wyjazdami,strajkami -- wreszcie powinni "oglądać się za siebie" --- bo cierpliwość zaczyna w społeczeństwie zamieniać się w NIENAWIŚĆ....!

    Pokaż odpowiedzi (4)
  • Kolo(2016-03-16 17:09) Odpowiedz 117

    Syn mojej znajomej skończył medydynę. Zdał LEP i nigdzie nie przyjęto go na rezydenturę bo nie ma koneksji . W tej chwili sprzedaje śrubki w Castorame . Nie masz rodziny czy bliskich znajomych to na nic ci studia medyczne czy prawnicze . W obu przypadkach jest to samo króluje nepotyzm . Nie ważne jak jesteś dobry ważne są plecy . Syn mojej znajomej wżenił się w rodzinę lekarzy . Oczywiście w tym samym szpitalu pracują wszyscy członkowie rodziny ; mama , tata , córki i zięciowie . A podobno brakuje w Polsce lekarzy . Znam wielu ambitnych i zdolnych absolwentów prawa którzy podobnie jak w przypadku medycyny pracują gdzieś bo NIKT ich nie przyjął na aplikacje. Czasem mogą zostać przyjęci do pracy pod warunkiem że pracują za darmo . To jak utrzymać się bez pieniędzy przez trzy lata aplikacji gdy rodzina nie jest w stanie pomóc? Znam też córkę sędziny i komornika . Oczywiście aplikację komorniczą robi u taty. Nic w tym dziwnego tyle że już trzy razy nie zdała egzaminu końcowego . Jaki z niej będzie komornik nie trudno sobie wyobrazić ale inni bez koneksji nie mają nawet RZADNEJ szansy . To samo dotyczy lekarzy . Chciałoby się rzec ,, taki mamy klimat,,

  • kolo(2016-03-16 11:44) Odpowiedz 120

    Kolega z klasy mojej córki skończył medycynę . Zdał LEP ale nie mam koneksji lekarskich więc żaden szpital nie przyjął go do pracy . Teraz sprzedaje śrubki w Castoramie. Ot polska rzeczywistość. Aby dostać się na specjalizacje trzeba mieć kogoś umocowanego. Polskie społeczeństwo zapłaciło za DARMOWE studia tego pana i co ? Podobno w Polsce brakuje lekarzy. tymczasem pracę dostanie nawet miernota byle z ..plecami,,.Ten młody człowiek jest bardzo zdolny i NIE kończył PŁATNEJ UCZELNI MEDYCZNEJ JAK WIELU. Na płatne studia medyczne w Polsce idą ci co otrzymali wymaganą ilość punktów ale z powodu ograniczonej ilości miejsc na DARMOWE PAŃSTWOWE STUDIA załapują się tylko ci co zdali maturę najlepiej . Drugi znajomy wżenił się w rodzinę lekarską i po zdaniu LEP-u natychmiast dostał rezydenturę w szpitalu w którym pracuje już również teściowa , córka i druga córka. Nie jest tajemnicą ,że w tym samym szpitalu zatrudninie znalieżli obaj zięciowie . To jest szpital PAŃSTWOWY . Stąd jasna sprawa ,że bez ..pleców,, nawet najlepsze wyniki niewiele znaczą. Podobnie sprawa ma się z PRAWNIKAMI. Wielu absolwentów prawa pracuje jako sprzedawcy w sklepie lub gdzie indziej bo jeżeli NIKT ICH NIE PRZYJMIE NA APLIKACJĘ TO NIE MOGA PODEJŚC DO EGZAMINU PAŃSTWOWEGO. Znam kilka przypadków gdzie kancelarie prawne za przyjęcie na aplikację ( jeżeli wogóle się zgodzą) odbywa się na zasadzie PRACY ZA DARMO . Więc przez kolejne conajmniej TRZY LATA rodzice takiego prawnika muszą go utrzymywać a on pracuje za darmo. Mało tego powinien jeszcze wykupić sobie kursy przygotowawcze do zdania aplikacji ( koszt ok. 7 tys.zł rocznie ) bo bez nich zdawalnośc wynosi mniej niż 50% ) . W komunie był OBOWIAZEK PRZYJĘCIA ABSOLWENTA CZY TO PRAWA CZY MEDYCYNY na aplikacje czy specjalizację. Teraz NIE . Więc te środowiska ograniczają prawo wejścia do wykonywania zawodu ludziom spoza środowiska napędzając w ten sposób sobie kilentów nawet za mierną pracę. Kolejny przykład mama sędzia tata komornik . Córka skończyła prawo i robi aplikację komorniczą u tatay . Nic w tym zdrożnego . Ale córka już trzeci raz nie zdała egzaminu komorniczego wiec jaki z niej będzie komornik w przyszłości. Jednocześnie inny absolwent prawa nie ma nawet szansy na odbycie aplikacji. No cóz chciało by się rzec TAKI MAMY KLIMAT.

  • tadam(2016-03-15 14:37) Odpowiedz 019

    Stwórz limity na ilość studentów medycyny. Narzekaj na brak lekarzy. Taaa daamm

    Pokaż odpowiedzi (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama