Obecnie kobieta, która zaszła w ciążę, musi na własną rękę znaleźć ginekologa, ewentualnie położną, a przy porodzie zdarza się, że jeździ od szpitala do szpitala, szukając wolnego miejsca. Każdy lekarz dba tylko o swój zakres opieki, a informacje o wynikach badań ciężarna musi mieć zawsze przy sobie. Na wiosnę ma ruszyć pilotaż skoordynowanej opieki okołoporodowej. Właśnie został przedstawiony projekt rozwiązań. Zasada będzie prosta: do szóstego tygodnia po porodzie ciężarną będzie się opiekował jeden zespół lekarzy i położnych, którzy będą ze sobą w kontakcie. Aby mieć pewność, że współpraca będzie nie tylko na papierze, NFZ oferuje „marchewkę”: cały zespół dostanie wspólną pulę pieniędzy, którymi będzie musiał się podzielić. Bazowa kwota ma wynosić 5,5 tys. zł, ale za dobrze wykonaną pracę będzie premia.

Umowę będzie zawierał szpital, który musi skompletować zespół składający się z lekarzy ginekologów i położnych. Może podpisać umowy z kilkoma poradniami czy lekarzami. Rodząca będzie mogła sobie wybrać, kto będzie się nią opiekował. W każdej chwili będzie też mogła zrezygnować z tej opieki.

Szpital, który przystąpi do umowy, będzie musiał spełniać konkretne wymogi, musi m.in. przyjmować przynajmniej 600 porodów rocznie, mieć możliwość przeprowadzenia znieczulenia, zatrudniać sześciu lekarzy i mieć ustalone zasady współpracy z ośrodkami specjalistycznymi (III stopnia referencyjności).

Dla kobiet ważne jest wprowadzenie ciągłości opieki – na poszczególnych etapach każdy, kto będzie członkiem zespołu, będzie miał wgląd do historii medycznej danej ciężarnej. Zobaczy wyniki badań, uwagi. – Ma to dać poczucie bezpieczeństwa pacjentce, jak również zwiększa szanse na wczesne rozpoznanie wszelkich pojawiających się nieprawidłowości – tłumaczy Tadeusz Jędrzejczyk, prezes NFZ.

– W razie potrzeby kobieta będzie miała też możliwość kontaktu telefonicznego z ośrodkiem prowadzącym opiekę przez 24 godziny na dobę – dodaje Wojciech Zawalski, dyrektor departamentu świadczeń opieki zdrowotnej w NFZ.

Nowy model ma również zapewnić dotrzymywanie standardów określonych przez resort zdrowia. – Przyszła mama nie będzie musiała czekać na wizytę u lekarza ani na potrzebne badania – zapewnia Zawalski.

Jak twierdzi ginekolog, prof. Przemysław Oszukowski, to, że odpowiedzialność będzie spoczywać na szpitalu, powinno usprawnić proces, bo ordynator, mając wgląd w całą dokumentację, będzie w stanie kontrolować pracę zespołu.

Motywacją ma być to, że za wzorową opiekę zespół może dostać więcej pieniędzy. Za mniejszy odsetek cesarskich cięć finansowanie wzrośnie nawet o 3 proc., za dużą liczbę kobiet, które nie zrezygnowały z tej opieki przed 26. tygodniem, kwota zwiększa się o 13 proc., za wysoki odsetek ciężarnych, które były prowadzone zgodnie ze standardami – o 4 proc., za małą liczbę przedwczesnych porodów – o kolejne 2 proc.

Kobiety będą oceniać pracę zespołu w ankietach, które trafią do funduszu. Odpowiedzą na 25 pytań dotyczących prowadzenia ciąży, porodu oraz opieki w okresie połogu. Zaznaczą, czy zostali im przydzieleni lekarz prowadzący i położna, czy został przedstawiony plan opieki nad ciężarną i dzieckiem. Odpowiedzą, czy uzyskały informacje na temat karmienia piersią, czy miały możliwość kontaktu 24 godziny i czy czuły się bezpiecznie. Czy w czasie pobytu w szpitalu pytano je o natężenie bólu i czy były traktowane z szacunkiem. Zaś później, czy położna była zainteresowana ich stanem psychicznym w okresie połogu. Za duży odsetek pozytywnych opinii finansowanie z NFZ dla zespołu wzrośnie o 3 proc.

– Po raz pierwszy NFZ zamierza płacić położnej za prowadzenie ciąży – podkreśla Joanna Pietrusiewicz, prezes Fundacji Rodzić po Ludzku. Obecnie położna ma, zapisane ustawowo, takie prawo. Jednak jest ono martwe, bo nie ma takiego „produktu” w koszyku świadczeń. O tym, iż zapotrzebowanie istnieje, świadczy to, że rośnie liczba prywatnych placówek oferujących tego rodzaju usługi komercyjnie.

Zdaniem Pietrusiewicz projekt NFZ to prawdziwa rewolucja. – Głównie dlatego, że będzie musiała się zmienić mentalność pracowników służby zdrowia – uważa szefowa fundacji. I podkreśla, że od takiej zmiany zależy powodzenie projektu. Ma nadzieję, że szpitale otworzą się na współpracę z innymi placówkami. – Chodzi o to, by lekarz czy położna byli blisko kobiety – dodaje z nadzieją, że przepisy mogą zmieniać przyzwyczajenia.

Na razie proponowane rozwiązania mają działać w ramach pilotażu, a to oznacza, że do programu będą mogły przystąpić chętne placówki, spełniające kryteria. – Jeżeli się sprawdzi, zostanie wprowadzone w całej Polsce jako standard – wyjaśnia Tadeusz Jędrzejczyk.