statystyki

Na depresję choruje cała rodzina. "Nawet nasz pies potrafi to wyczuć i chowa się po kątach z podkulonym ogonem"

autor: Joanna Pasztelańska07.04.2017, 07:20; Aktualizacja: 07.04.2017, 07:50
Im więcej słyszysz słów pocieszenia, tym bardziej zaczynasz wątpić. Bo lata mijają, a ukojenie nie przychodzi.

Im więcej słyszysz słów pocieszenia, tym bardziej zaczynasz wątpić. Bo lata mijają, a ukojenie nie przychodzi.źródło: ShutterStock

Blizny. Grube. Poskręcane jak postronki. Zawsze ciął się do łokcia. A tak lubi nosić T-shirty. Z zabawnymi obrazkami lub napisami. Taki pogodny facet, z poczuciem humoru. I taki poharatany. Mój mąż.

Reklama


Czy pamiętasz to, cośmy widzieli, jedyna

W ten piękny ranek, lata tchnienie:

U zakrętu ścieżki legła niecna padlina

Na łożu zasianym kamieniem

Pierwsze symptomy pojawiają się na początku ogólniaka. To wtedy dociera do niego, że jest inny. Że wypełnia go mrok. Że bez względu na to, co powie i co zrobi, i tak wszystko będzie bez sensu. Ale to okres dojrzewania, buntu, poetów i mierzenia się z dorosłością. To wszystko ma minąć, odejść w niepamięć. Ale nie mija. To dlatego zostaje mistrzem kamuflażu. Potrafi tak dobrze maskować swój smutek, że uchodzi za duszę towarzystwa. Kiedy wiele lat później spotka na ulicy kumpla z liceum i powie mu, że jest chory, ten weźmie to za żart.

– Przez cały czas liceum miałem opinię wesołka, szalonego gościa z ogromnym poczuciem humoru. Można się było ze mną powygłupiać, można było na mnie liczyć. Dawałem rady, jak żyć, jak sobie poradzić z porażką, robiłem za oparcie. A w środku się rozsypywałem. Czułem się strasznie. Nieszczęśliwy, samotny, bez własnego miejsca, obolały. Sam nie radziłem sobie z tym, co się dzieje, jak zmienia się świat, szkoła, ludzie. Uważałem, że nie jestem niczego wart, że nie mam szans ani na sukces w życiu, ani na założenie rodziny. Miałem strasznie niskie poczucie własnej wartości i mniemanie o własnym życiu. I nie, nie miało to związku z domem. Miałem dobry dom, rodziców, siostrę. Po prostu czułem mrok.

Ma też paczkę przyjaciół. Zresztą od początku otacza go mnóstwo ludzi. Potrafi dobrze się z nimi bawić, a potem wrócić do domu i czuć się martwy. – Nikt w szkole nie powiedziałby, że coś jest ze mną nie tak. Gdybym wówczas popełnił samobójstwo, nikt nie wiedziałby, dlaczego. On? Przecież taki wesoły, rubaszny, taki dowcipny. Dlaczego właśnie on?

Sposobem na ból duszy były żyletki. Dużo żyletek. – Jak czułem ból fizyczny, to przestawałem myśleć o tym, jak bardzo bolało mnie w środku. To dlatego się ciąłem. Blisko mi było do cierpienia młodego Wertera, nikt w tamtych czasach nie mówił przecież o depresji. Na początku lat 90. chodzenie do psychiatry uchodziło za coś kosmicznego, a szpital psychiatryczny kojarzył się z horrorami czy z „Lotem nad kukułczym gniazdem”.


Pozostało jeszcze 83% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Joanna(2017-04-07 09:27) Zgłoś naruszenie 10

    Nie doczytałam do końca ale wygląda na depresję endogenną...najważniejsze aby dobrze dobrać leki , w szpitalu psychiatrycznym ciągle nie jest fajnie....Dla mnie najgorsze jest to , że nie ma miejsca, nawet w Warszawie, gdzie chory człowiek mógłby otrzymać pomoc np. w napisaniu pisma do urzędu , sądu . Najprostsze sprawy a czasami nie sposób ich wykonać a przecież nie ma litości jeśli przekroczy jakiś termin...Mnie nawet rpo pognał choć w innych sprawach wykazuje ponadnormatywną pomoc...Mogliby udostępniać dobrowolną eutanazję , przynajmniej człowiek by godnie umarł....

    Odpowiedz
  • chory(2017-04-08 21:36) Zgłoś naruszenie 00

    lepiej zabić kogoś, najlepiej tego co by mi robił eutanazję - ten dzień mojej chwały

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama