Samorządowcy są gotowi na taki krok, bo boją się, że to kolejny krok do zmniejszenia roli powiatów. Wszystko przez to, że Głównemu Inspektoratowi Sanitarnemu (GIS) zaczyna doskwierać brak pieniędzy, dlatego wojewodowie nie wykluczają likwidacji lub łączenia w większe jednostki laboratoriów w całej Polsce. Sprzeciwiają się temu samorządowcy.

Jeszcze przed odwołaniem w ub. tygodniu ze stanowiska głównego inspektora sanitarnego Przemysław Biliński na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego stwierdził, że urzędowi brakuje 100 mln zł, by móc normalnie funkcjonować. We wrześniu dyskusja na temat wprowadzania oszczędności w sanepidzie ma wrócić.

Propozycje dotyczące przyszłości laboratoriów sprowadzają się do ograniczenia ich liczby. Wnioski dotyczące połączenia mniej obłożonych ośrodków wpłynęły już do ministra zdrowia od wojewodów: zachodniopomorskiego i małopolskiego. Nieoficjalnie mówi się, że zagrożonych likwidacją lub połączeniem z większymi laboratoriami jest ok. 40 ze 117 ośrodków w Polsce, a ich likwidacja mogłaby też pociągnąć za sobą likwidację inspektoratów powiatowych.

Sanepid ma jednak nadzieję, że nie dojdzie do cięć, i liczy na pieniądze samorządowców. Wojewódzcy inspektorzy sanitarni mają zamiar odwiedzić w najbliższym czasie starostów, burmistrzów i prezydentów miast, by nakłonić ich do finansowego wsparcia zagrożonych laboratoriów.

– Liczymy, że na apel odpowiedzą przede wszystkim przedstawiciele powiatów turystycznych, gdzie problemy sanitarne mogą pojawiać się częściej – mówi Jan Bondar.

Okazuje się, że desperackie prośby sanepidu mogą odnieść skutek.

– Przypuszczam, że część starostów pozytywnie odpowie na apel inspektorów sanitarnych. Jednak wsparcie ze strony powiatów jest jedynie doraźnym rozwiązaniem. W dłuższej perspektywie niezbędne są zmiany systemowe – mówi Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.

Samorządowcy boją się, że znów próbuje się ograniczyć rolę powiatów.

– Dokładnie to samo działo się wcześniej z komendami policji czy niedawno z sądami rejonowymi – mówią samorządowcy.

Dlatego na każdy tego typu sygnał samorządy reagują nerwowo.