PROBLEM: Wkrótce Chojnice mogą kojarzyć się wszystkim z krucjatą antyaborcyjną. A to za sprawą kontrowersyjnych billboardów z martwymi płodami tuż przy ruchliwej trasie wojewódzkiej. Ustawione są jednak na prywatnej działce, poza pasem drogowym. Zdaniem włodarzy miasta i powiatu to wiąże ręce samorządowi. I choć reklamy są w odbiorze drastyczne dla mieszkańców i rozpraszają kierowców, to nie ma podstaw prawnych do ich usunięcia. Prawnicy twierdzą, że zadanie faktycznie jest trudne, ale posłużyć się można różnymi przepisami – poczynając od prawa budowlanego, przez ustawę o drogach publicznych, po zgłoszenie do prokuratury i... regulacje o immisjach. Kłopotów przysporzyć może natomiast próba skorzystania z ustawy krajobrazowej. Opisywana przez nas sytuacja to tylko punkt wyjścia do rozważań na temat tego, jak samorządy mogą walczyć z banerami o kontrowersyjnych treściach oraz reklamą audiowizualną, która umieszczona przy drogach często rozprasza kierowców animacją świetlną.

ikona lupy />
Piotr Grzelczak radca prawny z kancelarii GFP Legal / Dziennik Gazeta Prawna
ikona lupy />
Tomasz Lewandowski associate w kancelarii SMM Legal / Dziennik Gazeta Prawna
Billboardy przy ul. Tucholskiej w Chojnicach, ustawione przez Fundację Pro – Prawo do życia (StopAborcji.pl), nie pozwalają przejść obok bez spojrzenia. Wkopane w ziemię na metalowych stelażach już z daleka emanują grozą. Część mieszkańców jest zbulwersowana, przede wszystkim dlatego, że plakaty oglądają również dzieci. Także zdaniem burmistrza miasta Arseniusza Finstera zamieszczenie zdjęć porozrywanych płodów w przestrzeni publicznej to przekroczonie pewnych granic.
Wtóruje mu Stanisław Skaja, starosta chojnicki. – Są zbyt drastyczne, aby je pokazywać w ten sposób. Drogą poruszają się rodzice z dziećmi. Nie sposób wytłumaczyć maluchom, co jest umieszczone na tych zdjęciach – mówi starosta.
Obaj samorządowcy twierdzą, że w obecnej chwili brak jest narzędzi prawnych, aby samorząd mógł interweniować. Billboardy stoją bowiem poza pasem drogowym, na terenie prywatnym. Ponadto w przypadku kontrowersyjnych billboardów problem często polega na tym, że w grę wchodzą kwestie etyczne, dla których w prawie nie ma ścisłych ram postępowania. Nie istnieje bowiem jednolita kategoria obraźliwej, nieetycznej lub nieobyczajnej reklamy. To, co dla jednej osoby może być drastyczne lub zabawne, a w każdym razie dopuszczalne, dla innej może już przekraczać granice dobrych obyczajów.
Kraków uderza prawem budowlanym
Z kontrowersyjnymi treściami na banerach problem miały także władze Krakowa. Nie wdawały się jednak w kwestie moralne, a zastosowały przepisy budowlane i planistyczne. Przy czym zdaniem Jana Machowskiego, kierownika referatu ds. informacji medialnej w Urzędzie Miasta Krakowa, jeśli ktoś czuje się urażony treścią na billboardzie, powinien to zgłaszać na policję lub do prokuratury. Magistrat może natomiast oceniać zgodność sytuowania instalacji w zakresie ustawy z 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 290 ze zm.) i ustawy z 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 778 ze zm.).
– Ostatnio w Krakowie mieliśmy zbliżony przypadek, bo na jednej z prywatnych kamienic został zamontowany podobny, jak ten w Chojnicach baner. Mieszkańcy donieśli do prokuratury w związku z treściami, które tam były publikowane, a Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego prowadził postępowanie w związku z nielegalnym zawieszeniem konstrukcji na kamienicy. Z tego co wiem, konstrukcja już zniknęła – informuje Jan Machowski.
Zainstalowanie tablic reklamowych bez wymaganego pozwolenia na budowę lub zgłoszenia, zgodnie z art. 90 prawa budowlanego zagrożone jest grzywną, a nawet karą ograniczenia albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Paweł Jurkiewicz, prawnik z kancelarii Omega, dodaje, że w sytuacji, gdy zainstalowana reklama zagraża bezpieczeństwu, organ nadzoru budowlanego może nakazać demontaż nośnika reklamowego. – Jeżeli zarządca lub właściciel budynku jej nie usunie, to organ ma prawo wydać nakaz rozbiórki. Gdy nakaz stanie się ostateczny, można przymusić do jego wykonania, nakładając grzywnę. Możliwy jest także, w skrajnych przypadkach, demontaż na koszt zobowiązanego – uczula prawnik.
Zwraca też uwagę, że pewne, ale niewielkie możliwości do walki z niepożądanymi reklamami daje ustawa z 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1440 ze zm.). Akt ten określa minimalne odległości obiektów budowlanych, w tym także reklam, od zewnętrznej krawędzi jezdni drogi publicznej, tj. dla dróg wojewódzkich i powiatowych. To pozwala przesunąć kontrowersyjny baner w głąb terenu, ale nie trwale go usunąć. W takiej sprawie, jak w Chojnicach – ustawa jest do zastosowania, bo chodzi o drogę wojewódzką. Zatem na kwestię odpowiedniej odległości włodarze Chojnic powinni zwrócić uwagę GDDKiA w Gdańsku, który w stosunku do ulicy Tucholskiej występuje w roli zarządcy.
Częstochowa stara się mediować
Co więcej, jeśli proponowana reklama (nawet w sąsiedztwie pasa drogowego, ale bezpośrednio oddziałująca na ruch drogowy) przez swoją formę zagraża bezpieczeństwu ruchu, to zarząd dróg może zaopiniować ją negatywnie. Tak jak np. w Częstochowie. – Dwie negatywne opinie zostały wydane w ostatnim czasie w sprawie reklam typu LED, które mogły wpływać na bezpieczeństwo uczestników ruchu – mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Częstochowie. Dodaje, że jeżeli chodzi o prywatne nośniki reklamowe umieszczone poza pasami drogowymi i gruntami publicznymi, miasto może w spornych sprawach też mediować, przekonując do zmiany lub złagodzenia kontrowersyjnych treści. Takie sytuacje zdarzały się w praktyce działań miejskiego pełnomocnika ds. estetyki. – Mam przykład sprzed lat. Firma zgodziła się zakleić obnażony kobiecy biust na reklamie wiszącej naprzeciw przedszkola prowadzonego przez siostry zakonne – mówi Tutaj.
Co mogą UOKiK i Rada Reklamy
Właściciela baneru można też potraktować jako reklamującego się przedsiębiorcę albo osobę prawną. W przypadku Chojnic dotyczyłoby to fundacji. Wtedy można by wykorzystać przepisy konsumenckie oraz dotyczące niedozwolonych praktyk rynkowych. Tu na straży prawa stoją Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rada Reklamy (dalej: RR). Jak twierdzi Paweł Jurkiewicz, zgodnie z art. 16 ustawy z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 201, poz. 1540 ze zm.), czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest m.in. reklama sprzeczna z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka, a także reklama odwołująca się do uczuć klientów przez wywoływanie lęku, wykorzystywanie przesądów lub łatwowierności dzieci oraz reklama, która stanowi istotną ingerencję w sferę prywatności. Pokrzywdzonemu, którego interes został zagrożony lub naruszony przez taki czyn, przysługuje katalog roszczeń, w tym naprawienia wyrządzonej szkody czy zasądzenie odpowiedniej kwoty na określony cel społeczny – jeżeli czyn nieuczciwej konkurencji był zawiniony.
Jeśli chodzi o RR, to warto ją zawiadomić nawet wtedy, gdy reklama jest subiektywnie bulwersująca. Skarga jest bezpłatna. Można ją wnieść przez formularz online zamieszczony na stronie internetowej rady albo listownie.
Uchwała może nie zadziałać
– Przed wejściem w życie ustawy krajobrazowej nie można było, co prawda decydować o treści reklamy wprost, ale dopuszczalne było zawężenie zawartości treści, np. ograniczając ją do związanej z podmiotem świadczącym usługi na danym terenie – mówi Tomasz Sanecki z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Bytomiu.
– Jednak ustawa krajobrazowa, czyli ustawa z 24 kwietnia 2015 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu (Dz.U. poz. 774) odebrała możliwość takich regulacji w planach miejscowych, dla których podjęto uchwałę po 11 września 2015 r. Marta Klimek z Kancelarii Prawnej Dr Krystian Ziemski & Partners w Poznaniu przedstawia tego konsekwencje. – W odniesieniu do tablic reklamowych i urządzeń reklamowych rada gminy może ustalić zasady i warunki ich sytuowania, gabaryty nośnika, standardy jakościowe wykonania reklam i materiały budowlane, z jakich mogą być wykonane. A contrario – nie może jednak regulować samej treści reklamy. Sprzeczne z prawem, jako wychodzące poza granice upoważnienia ustawowego, byłoby zatem wprowadzanie ograniczeń, nakazów i zakazów w tym zakresie – wywodzi Klimek.
Podobnie twierdzi Beata Krzyżanowska, rzecznik prasowy prezydenta Lublina. Jej zdaniem obecnie nie można regulować zakazu praktyk publikowania kontrowersyjnych treści.
Inaczej widzi to jednak Krzysztof Kosiedowski, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy. – Ustawa krajobrazowa daje możliwość wprowadzenia przez radę gminy kodeksu reklamowego, który będzie zawierał zapisy m.in. dotyczące tego, czy na danym terenie mogą się znajdować reklamy, liczbę reklam, ich wielkość, kształt itd. Nasz plastyk miejski jest w trakcie przygotowywania takiego kodeksu – mówi Kosiedowski.
Mariusz Dzierżawski członek zarządu Fundacji Pro – Prawo do życia (StopAborcji.pl)
Nasze billboardy i banery nie są delikatne ani gorszące. Pokazują prawdę to tym, że aborcja to okrutne morderstwo, dlatego są wstrząsające. Zdjęcia z aborcji niszczą kłamstwa aborcjonistów, dlatego są atakowane przez lobby aborcyjne, dobrze usadowione w mediach. Zdecydowana większość Polaków jest pozytywnie nastawiona do zdjęć pokazujących skutki aborcji.
Uchwała krajobrazowa nieprzesądzona
OPINIE EKSPERTÓW
W sytuacji gdy sprawa będzie dotyczyć billboardu umieszczonego na terenie prywatnym objętym uchwałą krajobrazową, a billboard ten narusza wymogi wynikające z tej uchwały, można zawiadomić organ wykonawczy gminy, który może nałożyć na właściciela nieruchomości karę finansową lub zobowiązać go do usunięcia reklamy. Należy mieć jednak na uwadze, że obecnie tylko niewielki odsetek gmin przyjął uchwały krajobrazowe. Skutkuje to tym, że w odniesieniu do zdecydowanej większości billboardów na terenach prywatnych bardzo trudno będzie wyegzekwować usunięcie przedstawianych na nim treści. Wynika to z prawa własności, zgodnie z którym właściciel gruntu może dysponować swoją rzeczą czy prawem według uznania. Niekiedy, w zależności od okoliczności faktycznych i prezentowanych treści, będzie można zaangażować w sprawę organy ściągania. Możliwość taka będzie istnieć np. odnośnie billboardu obrażającego uczucia religijne czy zawierającego inne treści, których promowanie zabronione jest normami prawa karnego (np. nawoływanie do nienawiści rasowej, etnicznej itp.). W pozostałych wypadkach trudno będzie o interwencję organów publicznych.
Immisje z baneru
Umieszczenie obraźliwego lub obscenicznego baneru nawet na gruncie prywatnym może wiązać się z wytoczeniem postępowania przez osoby, które uważają, że treść baneru narusza ich dobra osobiste. Moim zdaniem taki obraźliwy baner można również traktować w kategorii immisji niematerialnej, czyli oddziałującej na sferę psychiki właściciela nieruchomości sąsiedniej. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, właściciel taki może dochodzić ochrony przed immisjami tego typu w trybie art. 23 i 24 k.c., czyli w trybie ochrony dóbr osobistych, oraz z art. 222 k.c. (roszczenie negatoryjne) w zw z art. 144 k.c. (zakaz immisji).