statystyki

Przepisy bhp: Wszyscy wiedzą o ich istnieniu, ale są przekonani, że powstały tylko po to, żeby utrudnić im życie

autor: Joanna Pasztelańska30.06.2017, 07:23; Aktualizacja: 30.06.2017, 08:17
BHP, praca, bezpieczeństwo, robotnik

BHP, praca, bezpieczeństwo, Zdaniem szkoleniowców bhp w większości firm zatrudniających nie więcej niż kilkanaście osób apteczka jest pusta. A w najlepszym razie zawiera przeterminowaną wodę utlenioną lub puste opakowanie po plastrach.źródło: ShutterStock

Czy plaster może się przeterminować? W ilu biurach kobiety w ciąży po czterech godzinach pracy przy komputerach robią przerwę? Z BHP w Polsce jest jak z większością przepisów. Wszyscy wiedzą o ich istnieniu, ale są przekonani, że powstały tylko po to, żeby utrudnić im życie.

Reklama


W zeszytach kursowych behapowców upublicznionych przez Centralny Instytut Ochrony Pracy (CIOP), aż roi się od „michałków”. Trucizna, jak zapisał to pilny kursant, to „substancja działająca na organizm człowieka w sposób bardziej lub mniej śmiertelny”, hałas bywa „szumem znacznie przeszkadzającym przy nauce lub pracy”, a wypadek – „zatrzymaniem działalności”. A „najcięższy przypadek wypadku” to śmierć.

Takie budzące śmiech wpadki zdarzają się najlepszym. Mgr inż. Magdalena Węgrzyn, kierownik studiów podyplomowych Bezpieczeństwo i Higiena Pracy w Szkole Głównej Służby Pożarniczej, podsumowuje poprzednie roczniki. – Sama skończyłam te studia podczas szóstej edycji, więc mogę powiedzieć, że zgłaszają się osoby z różnych branż. Na moim roku byli pracownicy szkół wysłani przez dyrektora w celu zdobycia kwalifikacji i przejęcia obowiązków inspektora bhp w szkole czy osoby, które pracowały w rodzinnych firmach zajmujących się bhp. Studiował rektor prywatnej uczelni, któremu potrzebne były takie kwalifikacje. Byli strażacy, policjanci i pracownicy BOR, również osoby, które czasowo nie pracowały, np. kobiety na urlopie wychowawczym, które chciały podnieść kwalifikacje – opowiada.

Ale chociaż liczba chętnych na podyplomowe studia z bezpieczeństwa i higieny pracy z roku na rok wzrasta, to pomimo apeli i akcji społecznych wiedza na temat bhp wciąż marnie przekłada się na codzienną pracę.

Zacznijmy od apteczki firmowej.

Ibuprofen znika jako pierwszy

Zdaniem szkoleniowców bhp w większości firm zatrudniających nie więcej niż kilkanaście osób apteczka jest pusta. A w najlepszym razie zawiera przeterminowaną wodę utlenioną lub puste opakowanie po plastrach. W niektórych firmach łaskawy szef lub litościwa sekretarka dorzucą do szafki tabletki przeciwbólowe oraz wapno musujące. To ostatnie na wypadek, gdyby któryś z pracowników lub gości zaczął się nagle dusić. Znane są też przypadki trzymania w apteczkach „małpek” lub podpasek. Od biedy i one mogą uchodzić za środki odkażające i opatrunkowe. – Kto by się tym przejmował. Łykamy, co się trafi, w desperacji niektórzy żebrzą u dziewczyn o nospę, a ibuprofen znika z szafki jako pierwszy – mówi Łukasz, grafik w jednej ze stołecznych agencji reklamowych.

Paradoksalnie trzymanie w apteczek tabletek przeciwbólowych czy podpasek jest zgodne z prawem (z ustawą z 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym), jednak w zależności od organu kontroli może to zostać zakwestionowane. Zwłaszcza jeśli w apteczce znajdują się środki zawierające ibuprofen, które często są przyczyną uczuleń. Co do innych leków i preparatów, jakie powinny się w niej znaleźć, wymogów nie ma. Kodeks pracy stanowi bowiem jedynie, że: „Pracodawca jest zobowiązany zapewnić środki niezbędne do udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, zwalczania pożarów i ewakuacji pracowników oraz wyznaczyć pracowników do udzielania pierwszej pomocy”.


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • Krwiopijca Pracodawca (2017-07-13 14:50) Zgłoś naruszenie 10

    Opisany sklad apteczki - srodek na kaca, małpeczkę i podpaski - kupuje. To srodki pierwszej pomocy.

    Odpowiedz
  • fantomas(dzisiaj 10:15) Zgłoś naruszenie 00

    Takie podejście jest niebezpiczne. A potem jest płacz że komuś się auto, chałupa albo biuro spaliło. Dobytek życia, tyle pracy... ale kupić gąśnicy za 50 zł to nie ma komu, bo drogo i "hehe i tak nikt nie sprawdza". Jakby to jeszcze groziło tylko tym, co oszczędzają na bezpiczeństwie to nic mi do tego, ale zazwyczaj obrywają niewinni postronni

    Odpowiedz
  • Kryspin(2017-07-19 10:44) Zgłoś naruszenie 00

    Cwaniakowanie mamy w genach, nie dziwota ze bhp też unikamy jak możemy

    Odpowiedz
  • Pracownik(2017-07-13 20:54) Zgłoś naruszenie 00

    Ten artykuł jest poprostu żałosny. autor niepotrafiących odnieść się nawet do aktualny podstaw prawnych ...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama