statystyki

Prezes Atlasu: Zarządzanie państwem powinno się opierać na zasadzie „nie mniej, ale lepiej”. Państwo nie może być wrogiem

autor: Marek Tejchman18.09.2015, 07:17; Aktualizacja: 18.09.2015, 08:09

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jeżeli osiągamy porozumienie, że zamówieniami publicznymi wspieramy polskie firmy, stanowi to pewną wartość. Wartość, której należy bronić także w Brukseli.

Reklama


Reklama


Mądrość gospodarcza – co to jest? Czy jest tożsama z wiedzą?

Sprowadza się raczej do wartości – to one leżą u podstaw każdej działalności. Do osiągnięcia mądrości gospodarczej konieczne jest przede wszystkim zrozumienie, na czym polega rola przedsiębiorcy.

Skąd te wartości biorą się w świecie biznesu?

Ogromnie duży wkład w zachowanie prawa do własności, bycia niezależnym i do poszanowania pracy ma nauka społeczna Kościoła. Zrodziła się m.in. jako kontra wobec ruchów socjalistycznych. Kościół głosił, że człowiek ma prawo do własności prywatnej, praca jest prawem i nie należy budować świata w oparciu o konflikt między pracą a kapitałem. Jednak dopiero w 2012 r. wyszła instrukcja kościelna pt. „Powołanie lidera biznesu”. Jest ona przełomowym dokumentem w określeniu roli przedsiębiorcy w społeczeństwie i można ubolewać, że tak późno Kościół dostrzegł tę rolę. Przedsiębiorca to najważniejsza osoba w społeczeństwie, bo ma największy wpływ na otoczenie. W Polsce jest 1,8 mln firm, z czego około 90 proc. to mikrofirmy zatrudniające do 10 pracowników. Każdy właściciel takiego przedsiębiorstwa decyduje o losie 10 osób – tylko jeśli traktuje je odpowiednio, będą planować przyszłość i zakładać rodziny.

A co jeśli podobne działania mają uzasadnienie biznesowe? Na przykład jeżeli przedsiębiorca zatrudniałby pracowników na etat, mógłby stracić przewagę konkurencyjną.

Przedsiębiorca to jedyna osoba, która ryzykuje kapitałem, czasem i sumieniem. W Piśmie Świętym jest napisane, że bogatemu będzie trudniej wejść do Królestwa Niebieskiego niż wielbłądowi przez ucho igielne. Przez lata egalitaryzmu i socjalizmu źle tłumaczono ten fragment – bogaty nie będzie zbawiony, bo jest bogaty. Ja tłumaczę to tak – oto wyzwanie dla księży, bo ubodzy i biedni mają otwarte bramy do nieba, ale przedsiębiorcy, którzy mają największy wpływ na losy tych ludzi, stoją przed znacznie większym wyzwaniem. Dlatego wymagają oni więcej wsparcia ze strony państwa, a także duszpasterstwa. Właściciele firm otrzymują jeden największy talent – ponoszenie odpowiedzialności za innych. Aby podołali, potrzebują wsparcia, a związek między gospodarką a państwem musi być pozytywny.

Na czym ma polegać ten pozytywny związek?

Państwo jest dla obywatela i powstaje z woli obywatela. Relacja z nim nie powinna generować konfliktu ani być obarczona stresem. Przedsiębiorstwo winno być traktowane przez państwo jako podmiot i partner, a nie jako przeciwnik, którego trzeba okiełznać masą przepisów prawnych. Biznes jest dla państwa kluczowy, zwłaszcza mniejsze firmy. Spójrzmy na strukturę polskich przedsiębiorstw – tylko 2 tys. zatrudnia ponad 500 pracowników, reszta to małe i średnie firmy. I to od nich zależy los polskiej gospodarki, a są one bardzo wrażliwe na negatywne bodźce. Nie dość, że rynek dostarcza zmian, to regulator dokłada swoje. Patrząc na raport Fundacji Republikańskiej, widzimy, że np. podatek dochodowy, zamiast być bodźcem do rozwoju, staje się źródłem nieustannego konfliktu. Weźmy przychody z CIT – to 32 mld zł. Sto największych przedsiębiorstw płaci ok. 30 proc. Założę się, że tysiąc największych odpowiada za 90 proc. wpływów CIT. Czyli cały aparat administracyjny jest zbudowany tak, by ściągnąć od pozostałych zaledwie 10 proc. A można by to uprościć np. 0,5–1-proc. podatkiem od przychodów, bo przecież w przypadku 100 największych płatników CIT stanowi ok. 0,66 proc. ich przychodów. Sami zbudowaliśmy ten system – nie Moskwa, Berlin czy Bruksela. Mamy ponad 10 tys. interpretacji indywidualnych w sprawach podatkowych. Tworzymy gigantyczną ilość pułapek, podczas gdy najważniejsza powinna być efektywność podatku. Koszt jego pozyskania powinien oscylować poniżej 0,5 proc. z sumy, którą się uzyskuje. U nas sięga aż 1,5 proc. – trzy razy więcej. A pamiętajmy, że powinniśmy uwzględnić także koszty po stronie płatnika podatku, który przeznacza na czynności podatkowe sześć razy więcej czasu niż jego odpowiednik w krajach zachodnich. Wszystkie pieniądze, jakie gdziekolwiek trafiają, np. do budżetu, na pensje sfery budżetowej czy na tacę, pochodzą od przedsiębiorcy. Innego źródła nie ma. Tak więc do mądrości gospodarczej konieczne jest rozpoznanie tej roli przedsiębiorcy.

Czy polscy przedsiębiorcy dorastają do tak odpowiedzialnej roli, jaką pan im przypisuje?

Uważam, że tak. Ale to pytanie nie powinno brzmieć: czy przedsiębiorca dorósł do swojej roli? Pytajmy raczej, czy państwo dorosło do tego, żeby zrozumieć, że nasz byt zależy od sukcesu przedsiębiorcy. Wiele firm jednoosobowych wyrejestrowało działalność, gdy podniesiono ZUS z 800 do 1100 zł. Branża budowlana jest sezonowa, przedsiębiorcy nie pracują przez cały rok. W ciągu miesiąca zarabiają ok. 5 tys. zł. Gdy odprowadzą podatki, zapłacą za paliwo i materiały pomocnicze, zostanie im ok. 2 tys. zł. Jeśli mają rodzinę, robi się naprawdę biednie. Dlatego gdy przyszło im zapłacić składki o 300 zł wyższe, po prostu wyrejestrowali działalność. I skutek mamy taki, że tych przedsiębiorców zepchnięto w szarą strefę. A wystarczyłoby w okresie zimowym obniżyć ZUS o połowę i wszyscy, lub prawie wszyscy, by płacili.

Czyli państwo powinno dbać o tych najmniejszych przedsiębiorców. Ale czy nasz byt nie zależy od największych firm?

To wszystko się ze sobą łączy. Jedne i drugie są ważne, jedne bez drugich nie mogą istnieć. Duże firmy dają zlecenia poddostawcom. One głównie finansują badania i rozwój oraz rozwijają sieć podwykonawców. Jedno miejsce u dużego producenta wyrobów o dużej złożoności kreuje 6–8 miejsc pracy u poddostawców. Chociaż małe i średnie przedsiębiorstwa odpowiadają za tworzenie 50 proc. PKB, to powinniśmy sprzyjać temu, by średnie przedsiębiorstwa mogły się przekształcać w duże, np. poprzez zamówienia publiczne.

My to znaczy kto?

My, czyli politycy, przedsiębiorcy i prawnicy, którzy mają tłumaczyć obydwa języki, język polityki i język biznesu, bo to regulacje prawne tworzą rzeczywistość. To jest elita, która ma zredefiniować to, co nas otacza. A państwo tworzymy wszyscy.

No dobrze, ale jak z perspektywy codziennego biznesu pogodzić krótkoterminową płynność finansową z długoterminową potrzebą rozwoju?

Zawsze występuje tu pewien konflikt, ale na tym polega skuteczne przywództwo, żeby to pogodzić. Ustalmy priorytety i do nich zmierzajmy. Sporo jest chlubnych przykładów mocnego przywództwa: Margaret Thatcher, David Cameron, Gerhard Schroeder, którego różnie można oceniać, ale bez wątpienia miał wizję. I teraz Viktor Orban, z którym też można się nie zgadzać, lecz realnie zmienia on swój kraj.


Pozostało jeszcze 60% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama