Środki europejskie są dzielone przy zastosowaniu mechanizmu NUTS – czyli wspólnej klasyfikacji jednostek terytorialnych do celów statystycznych. Przy czym większość funduszy strukturalnych kierowana jest do regionów NUTS 2, w których PKB na mieszkańca wynosi mniej niż 75 proc. średniej dla 28 krajów UE. Z powodu przekroczenia tego progu wiele europejskich regionów, w tym Mazowsze, otrzyma w tej perspektywie mniej pieniędzy. Członkowie Komitetu Regionów, unijnego organu doradczego, w którym zasiadają przedstawiciele samorządów z całej Unii Europejskiej, zaproponowali więc, by przy mierzeniu poziomu rozwoju były również uwzględniane wskaźniki społeczne i środowiskowe.

Podzielone zdania

Za wprowadzeniem dodatkowych wskaźników jest m.in. Mazowsze, które przekonuje, że aktualna sytuacja, z uwagi na obecność Warszawy zawyżającej wskaźniki dobrobytu dla całego województwa, jest dla regionu krzywdząca.

– Dziś na terenie statystycznie najbogatszego Mazowsza mamy ok. 100 gmin zaliczanych do najbiedniejszych w kraju – przypomina Marta Milewska, rzeczniczka marszałka Adama Struzika.

Podobnego zdania są inne regiony. Wskazują, że wskaźnik PKB posiada ograniczoną zdolność do planowania i monitorowania polityki rozwoju także dlatego, że jest on publikowany – przynajmniej w Polsce – z prawie trzyletnim opóźnieniem.

Pojawia się jednak zasadnicze pytanie – jeśli nie tylko PKB, to co jeszcze powinno być brane pod uwagę przy podziale środków z UE? Niestety, z tym może być nie lada problem.

– W naszej opinii trudno jest znaleźć wskaźnik bardziej adekwatny i ogólnie dostępny, który mógłby z powodzeniem zastąpić PKB – odpowiedziało na nasze pytania biuro prasowe Urzędu Marszałkowskiego Woj. Warmińsko-Mazurskiego.

Urzędnicy przypominają, że dane o PKB są dostępne w statystyce publicznej na różnym poziomie agregacji (kraj, województwo, podregion) oraz w długich okresach czasowych. Dzięki temu nie tylko dostarcza on informacji o sytuacji danego regionu, ale pozwala również porównać sytuację między poszczególnymi regionami. Mimo to urząd marszałkowski uważa, że można byłoby zacząć stosować dodatkowe wskaźniki przy podziale środków UE. – Takimi wskaźnikami mogłyby być np. wskaźniki dotyczące liczby przedsiębiorstw w podziale na mieszkańców regionu, liczby mieszkańców, poziomu ubóstwa itp. – wskazują pracownicy urzędu.

Z kolei przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego Woj. Zachodniopomorskiego proponują, autorski instrument w postaci Specjalnej Strefy Włączenia (SSW). To obszar obejmujący najsłabiej rozwinięte obszary wiejskie woj. zachodniopomorskiego stanowiące pozostałość po dawnych PGR-ach. Do SSW będzie adresowana znacząca część wsparcia z funduszy europejskich w perspektywie finansowej 2014–2020. – Zasięg tej strefy oraz wysokość i charakter wsparcia zostały przez nas ustalone na podstawie własnej metodologii, uwzględniającej wskaźniki związane z ubóstwem, bezrobociem, przedsiębiorczością, zamożnością, dostępnością usług publicznych oraz dostępnością komunikacyjną. Identyfikacja ta byłaby o wiele prostsza, gdybyśmy mieli do dyspozycji opracowany na poziomie UE i możliwy do zastosowania na tym poziomie wskaźnik związany z jakością życia – tłumaczy biuro prasowe urzędu marszałkowskiego.

Eksperci ostrożni

Tymczasem przed mieszaniem we wskaźnikach samorządowców przestrzega dr Jerzy Kwieciński, ekspert funduszy unijnych i były wiceminister rozwoju regionalnego.

– Im więcej wskaźników, tym prawdopodobnie gorzej dla naszych regionów. Przy takiej dyskusji wszyscy będą szukać takich wskaźników, które będą korzystne przede wszystkim dla nich. To może spowodować, że fundusze będą przeznaczane na większą liczbę regionów i na dużo większą liczbę celów – wyjaśnia ekspert.

Jego zdaniem wskaźnikiem konkurencyjnym dla PKB jest HDI – Human Development Index, stosowany przez ONZ.

– Nie sądzę jednak, by Komisja Europejska zgodziła się go przyjąć, bo stawia on nacisk głównie na miękkie kwestie społeczne, takie jak jakość życia – dodaje.

Polska chce negocjować

Ewentualne wypracowanie nowej metodologii dystrybucji unijnych pieniędzy może jeszcze długo potrwać (wymagana będzie zgoda wszystkich państw członkowskich, nawet tych nie korzystających z polityki spójności), dlatego regiony główkują, jak poprawić swoją sytuację już w ramach obecnego systemu przydzielania środków UE.

W przypadku Polski chodzi zwłaszcza o woj. mazowieckie i jego skomplikowaną sytuację. Już w 2013 r. urząd marszałkowski, wspólnie z GUS i wybranymi ministerstwami, prowadził negocjacje z Eurostatem w sprawie możliwości wydzielenia Warszawy w odrębną jednostkę terytorialną na poziomie NUTS 2. Wówczas stolica nie zawyżałaby poziomu dobrobytu całego regionu, dzięki czemu Mazowsze mogłoby liczyć na wysokie wsparcie z UE w kolejnych latach. Stanowisko Eurostatu było jednak negatywne, m.in. dlatego, że odpowiednikiem NUTS 2 w Polsce są województwa (klasyfikacja NUTS musi być oparta na istniejących w państwach członkowskich podziałach administracyjnych). Wyodrębnienie Warszawy spowodowałoby więc, że Polska zamiast 16 województw miałaby administracyjne hybrydy: 15 województw, miasto stołeczne (jako jednostka administracyjna niższego szczebla niż województwa) i pierścień gmin wokół Warszawy. Na to zgody Brukseli nie było.

Mimo to teraz Polska zamierza wznowić negocjacje z Eurostatem w sprawie nowego podziału statystycznego, tak by część Mazowsza pozostała w grupie NUTS 2 kwalifikujących się jako regiony słabiej rozwinięte. Zarząd województwa mazowieckiego na wniosek GUS zaproponował również podział na podregiony – NUTS 3. Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju zaleciło prezesowi GUS rozpoczęcie negocjacji z Eurostatem w tej sprawie – poinformował Urząd Marszałkowski Woj. Mazowieckiego w komunikacie.

Podobne inicjatywy mogą wyjść ze strony innych regionów państw członkowskich. Rozporządzenie unijne w sprawie podziału NUTS jest zmieniane co trzy lata, a najbliższa zmiana jest możliwa w końcu 2016 r. Trudno przewidzieć, jakie tym razem będzie stanowisko Eurostatu. Jak jednak przekonuje rzeczniczka marszałka Struzika Marta Milewska, warto chociaż spróbować. – Jeśli region jest duży i bardzo zróżnicowany, statystyki mogą wyglądać przyzwoicie, co ma się nijak do sytuacji najbiedniejszych gmin – zauważa.