Węgry: banki nie mogą przerzucać kosztów na klienta

Przez wzgląd na trudną sytuację budżetową rząd Victora Orbana wprowadził w zeszłym roku specjalny podatek od transakcji bankowych. Wynosi 0,3 proc. od każdej, jednak nie więcej niż 6 tys. forintów (według obecnego kursu jest to niewiele ponad 80 zł). Nie dotyczy to wypłat gotówkowych, które obłożone są wyższym, 0,6 proc. podatkiem bez górnego limitu. Węgrzy mogą jednak w miesiącu wypłacić 150 tys. forintów bez ponoszenia jakichkolwiek opłat.

W efekcie banki spowodowane tym straty przeniosły na klientów, podwyższając koszt różnych opłat. W ciągu kilku miesięcy ceny usług bankowych skoczyły w górę prawie o połowę, wzbudzając w ten sposób niezadowolenie społeczne. Węgierski Banki Centralny postanowił dać niedawno bankowcom nauczkę i nałożył na 35 instytucji karę w łącznej wysokości 5,1 mln dol. Ma ona zachęcić banki do przemyślenia swojej polityki w zakresie pobierania opłat. Na razie nie wiadomo, czy gest banku centralnego przyniesie trwały efekt.

Węgry: w obronie posiadaczy kredytów hipotecznych w obcych walutach

Między 2004 a 2008 r. wielu Węgrów zdecydowało się na kredyty hipoteczne w obcych walutach, ponieważ ich koszty były znacznie niższe niż tych w forintach. W efekcie ok. 60 proc. kredytów w tym okresie zostało udzielonych w obcych walutach. Kiedy jednak kurs franka poszybował w górę, wiele gospodarstw domowych nie było w stanie terminowo spłacać rat. Szacunki mówią o 100 tys. takich kredytów.

Rynki finansowe niekoniecznie są ważniejsze niż targ rybny czy sprzedawcy futer

Victor Orban wielokrotnie powtarzał, że będzie chciał pomóc rodakom niemogącym regulować swoich zobowiązań. Słowa dotrzymał w połowie 2011 r., kiedy po roku targów z bankami ostatecznie udało się wypracować kompromis skierowany do klientów w tarapatach. Zgodnie z nim kurs walut, w których najczęściej brane były kredyty – frank szwajcarski, euro i jen – został ustalony na poziomie kolejno 180, 250 i 2 forintów. Dla porównania, kiedy Węgrzy rzucili się na kredyty w obcych walutach, kurs franka wynosił średnio 150-160 forintów (teraz są to 252 forinty). Celem specjalnej ustawy nie jest całkowite zdjęcie z klientów kosztów wynikających z różnicy w kursie, ale jedynie odroczenie ich zapłacenia. Spłata po oficjalnym kursie jest odroczona do końca 2014 r. Potem konsument będzie musiał ją wyrównać.

Turcja: bankowcy nie mogą zbijać fortun kosztem klientów

Opłaty bankowe znalazły się także na celowniku rządu w Ankarze. Bankowcy nad Bosforem nieźle z nich żyją – tylko w 2012 r. odpowiadały za połowę ich przychodów. Zgodnie z prawem, które wejdzie w życie w połowie tego roku, banki już nie będą miały swobody w określaniu, za które usługi mogą pobierać dodatkowe opłaty. O tym decydować będzie BDDK, czyli turecka Agencja Regulacji i Nadzoru Bankowego. Nie będzie ona mogła jednak ani dyktować wysokości tych opłat, ani ustalać ich maksymalnej wartości, co stanowi krok w tył w stosunku do zapowiedzi płynących ze strony rządu jeszcze w 2012 r.

Dodatkowo nowe prawo przewiduje, że każdy bank mający w ofercie karty kredytowe będzie musiał zaproponować taką wersję karty, która będzie wolna od opłat. Zmiany czekają również kredyty hipoteczne. Banki od tej pory nie będą mogły zmuszać klientów do tylko jednej formy ubezpieczenia kredytu, a konta utworzone tylko celem regulowania miesięcznych rat także mają być zwolnione z jakichkolwiek opłat.

Unia Europejska: koniec z roamingiem

Za wyjście naprzeciw konsumentom można uznać również niedawną decyzję Parlamentu Europejskiego o likwidacji opłat za roaming. W efekcie za połączenia telefoniczne i korzystanie z mobilnego internetu konsumenci przebywający w innym europejskim kraju zapłacą jak za usługę świadczoną na terenie swojego kraju. Operatorzy telekomunikacyjni będą mieli czas do grudnia 2015 r., aby przystosować się do zmian w prawie.

ROZMOWA: prof. Elżbieta Mączyńska prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego

Posłowie chcą interweniować w sprawie obniżenia oprocentowania kredytów odnawialnych. To dobry pomysł?

Nie jestem pewna, czy Sejm powinien tak szczegółowo ingerować w te sprawy. Ale problemem świata są pogłębiające się nierówności dochodowe. Są efektem głównie tego, że stopa zwrotu z kapitału, zwłaszcza w sektorze finansowym – przewyższa znacznie tempo wzrostu PKB. Oznacza to tym samym, że tempo wzrostu dochodów z pracy, tempo wzrostu płac odstaje od tempa wzrostu dochodów z kapitału.

Trzeba okiełznać instytucje finansowe?

Trwa dyskusja na ten temat w bogatych krajach. Kijem w mrowisko stała się np. książka francuskiego ekonomisty Thomasa Piketty’ego pt. „Capital in the XXI century”. Autor na podstawie imponującego zbioru danych obejmujących trzy wieki i ponad 20 krajów dowodzi trwałości tendencji do narastania nierówności dochodowych wskutek wielkich zarobków i przewagi sektora finansowego w stosunku do sektora realnej gospodarki. A to ten jest ostatecznym żywicielem w wydłużającym się „łańcuchu żywieniowym”.

To miejsce na interwencję polityków?

Rolą polityków nie jest wtrącanie się w szczegółowe rozwiązania w biznesie, a kształtowanie racjonalnych ram systemowych, regulacyjnych. Stąd też w książce Piketty’ego jest postulat globalnego opodatkowania kapitału. Jest także postulat, by rządy dbały o równowagę między tymi sektorami, gdyż inaczej narastające nierówności mogą doprowadzić do groźnych roszczeniowych ruchów społecznych i zagrozić demokracji.

Jaka powinna być rola polityków jako strażników równowagi?

Przed dwiema dekadami, w 1994 r. „The Economist” opublikował „Leksykon finansowy”. Pod hasłem „pieniądze” napisano, że choć rządzą one światem, to nie powinno się zapominać, że pieniądze i rynki finansowe są tylko środkiem do celu. Bankierzy, maklerzy i im podobni są tylko pośrednikami przekazującymi pieniądze od oszczędzającego do tego, który je w końcu wykorzysta. Ale ci pośrednicy często starają się stwarzać wrażenie, że są ważniejsi od ciułacza i pożyczkobiorcy. Prawda jest jednak taka, że kilka generacji temu bankierzy byli lichwiarzami, a rynki finansowe nie znaczyły więcej od rybnego czy futrzarskiego bazaru. To napisał „The Economist”, którego trudno podejrzewać o etatystyczne czy socjalistyczne sympatie. Czyli rolą polityków jest pilnowanie, by owi pośrednicy nie zapominali o swej służebnej funkcji w stosunku do sektora niefinansowego.

Co jeśli świat finansów nie będzie chciał o tym pamiętać?

Wysoce skontrastowane nierówności dochodowe, sytuacja gdy dochody rentierów, dochody sektora finansowego są wyższe od tempa wzrostu PKB – to wszystko są czynniki zagrażające harmonijnemu rozwojowi gospodarki. To prowadzi do koncentracji bogactwa w wąskiej grupie. Co z kolei stwarza bariery – ogranicza popyt, który generują masy. A gdy ludzie nie mogą kupować, to kapitał ucieka w spekulację i wówczas sługa staje się panem. To jest zjawisko groźne dla samej gospodarki rynkowej. Dla wolnego rynku i dla demokracji.