Sporą karierę robią wszelkie porównania Polski z krajami zachodnimi, z których wynika, że coraz bardziej należy nas traktować właśnie jako obywateli Zachodu, a nie Wschodu. Pod względem poziomu PKB na mieszkańca od średniej unijnej ciągle sporo nas dzieli, ale nie brak krajów, które jeszcze dwie-trzy dekady temu wydawały się oazami dobrobytu. Nie bez powodu po tym, jak weszliśmy do Unii Europejskiej, setki tysięcy ludzi wyjeżdżały do Wielkiej Brytanii. Teraz Brytyjczycy zastanawiają się, jak to możliwe, że w kategorii „PKB” Polska – w przeliczeniu na mieszkańca, ciągle z poprawką na różnice w poziomie cen – jest już właściwie tam, gdzie oni.
Ale są i takie statystyki, w których wciąż wypadamy słabo. I niewiele wskazuje, by coś mogło się znacząco zmienić. Tak jest z rzeczywistym bogactwem, które obrazują dane na temat aktywów finansowych.
Dobra sytuacja na rynku pracy i wzrost płac sprzyjają oszczędzaniu
Wczoraj pisaliśmy, że „Polacy bogacą się szybko i inwestują mądrzej”. To prawda: aktywa finansowe – zaczynając od gotówki przez depozyty, inwestycje w fundusze, ubezpieczenia po bezpośrednie zakupy akcji na giełdzie czy wartość posiadanych przez nas spółek z ograniczoną odpowiedzialnością – w ostatnim czasie szybko rosną. Dobra sytuacja na rynku pracy i wysoki wzrost płac sprzyjają oszczędzaniu. Do tego dokłada się hossa giełdowa, która zwiększa zasobność posiadaczy akcji czy funduszy. W efekcie aktywa finansowe Polaków w końcu września 2025 r. osiągnęły niemal 3,8 bln zł. Granicę 4 bln zł, jeśli nie została przebita w końcówce zeszłego roku, to niemal na pewno pokonamy ją w trwającym właśnie kwartale. Warto pamiętać, że 3 bln zł zostały przekroczone latem 2023 r., a poprzedni bilion padł latem 2017 r.
Tyle że biliony to nie wszystko. Na dane warto popatrzeć również w ujęciu relatywnym. Jeśli zestawić nasze bogactwo (tylko finansowe, bo dane nie uwzględniają majątku trwałego: domów, mieszkań, samochodów, wyposażenia domowego) z PKB, to wielu powodów do satysfakcji nie ma. Według ostatnich dostępnych danych wartość naszych aktywów finansowych właśnie osiągnęła 100 proc. PKB. Tym samym wróciliśmy do poziomu z początków 2022 r. (w 2020 r. zbliżaliśmy się do 110 proc. PKB). Innymi słowy: odkładaniem oszczędności i wzrostem wartości inwestycji na rynku kapitałowym odrobiliśmy to, co zabrała nam galopada inflacji z lat 2021–2022. Dobrze też popatrzeć, jak wypadamy na tle innych krajów. Gorzej od nas radzą sobie jedynie Rumuni (71 proc.), Słowacy (91 proc.) i Irlandczycy (93 proc. – tam wyjaśnieniem jest specyficzna struktura gospodarki z dużym udziałem między narodowych korporacji). W dziewięciu krajach majątek finansowy gospodarstw domowych przekracza dwukrotność PKB, w dwóch z tej grupy (Dania i Szwecja) jest to więcej niż trzykrotność.
Czego nam brakuje do faktycznego poziom zamożności Zachodu?
Jak zatem widać, do osiągnięcia faktycznego poziomu zamożności Zachodu jeszcze sporo nam brakuje. Oszczędności przekładają się np. na możliwości rozwoju inwestycji w skali całej gospodarki, na poziom rozwoju rynku kapitałowego, na siłę krajowych instytucji finansowych. Nie chodzi więc tylko o satysfakcję. Tego dystansu nie odrobimy w ciągu kilku lat. W tym przypadku potrzebny czas może się liczyć w pokoleniach. ©℗