statystyki

Uczelnie celowo nie zaliczają zajęć, by zmusić studiujących do powtarzania semestru?

autor: Urszula Mirowska-Łoskot03.03.2016, 07:27; Aktualizacja: 03.03.2016, 08:40
studia student

Rektorzy uczelni się bronią. Zaprzeczają, jakoby obowiązywała niepisana zasada oblewania studentów.źródło: ShutterStock

Zdaniem rektorów wymogi się nie zmieniły. Jednak poziom osób, które chcą zdobyć wyższe wykształcenie, drastycznie spadł.

reklama


reklama


– Wpływają do mnie skargi od studentów, którzy informują o tym, że uczelnie celowo nie zaliczają im zajęć – mówi Justyna Rokita, rzecznik praw studenta (RPS). – Ich liczba wzrosła po ostatniej sesji egzaminacyjnej. Zdarza się, że szkoły wyższe tak postępują, bo to dla nich dodatkowy zysk. Problem pojawia się nie tylko na uczelniach prywatnych, ale także publicznych – alarmuje.

Zmiana zasad

Przykładowo do RPS zgłosili się studenci jednej z państwowej uczelni kształcący się na kierunku mechanika i budowa maszyn, ponieważ na ostatnim roku studiów prowadzący zmienił zasady zaliczenia zajęć. – Studenci uzyskali pozytywną ocenę końcową z przedmiotu, ale została ona usunięta – wyjaśnia RPS.

Uzyskali jedynie drogą e-mailową informację, iż sytuacja ta jest spowodowana brakiem obecności na wymaganej liczbie wykładów. Te jednak zarówno w myśl sylabusu do danego przedmiotu, jak i regulaminu studiów nie są obligatoryjne. Niestety, studenci nie mieli czasu na ewentualny egzamin z przedmiotu (pomimo iż uzyskali oceny pozytywne z ćwiczeń projektowych stanowiących według sylabusu podstawę zaliczenia), ponieważ dowiedzieli się o zmianie oceny ostatniego dnia sesji egzaminacyjnej. W efekcie zostali zobowiązani do powtarzania semestru, aby zaliczyć studia.

Po interwencji rzecznika praw studenta udało się jedynie wywalczyć egzaminy komisyjne, które i tak spowodowały semestralne opóźnienie w ukończeniu kształcenia i konieczność opłaty.

– Studenci jednakże będą sądowo dochodzili zwrotu tych kosztów – informuje Justyna Rokita.

Zdarza się też, że niektórzy nauczyciele nie przewidują możliwości podchodzenia do poprawki. W efekcie student, który nie zda, musi powtarzać zajęcia, aby móc ponowie przystąpić do egzaminu. – Co prawda regulamin studiów na uczelni przewidywał możliwość podejścia do poprawki, ale tylko w przypadku przedmiotów obowiązkowych, a nie fakultatywnych – wyjaśnia Justyna Rokita.

Dodaje, że ustawa – Prawo o szkolnictwie wyższym (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 572 ze zm.) nie wskazuje wprost, że uczelnia musi zagwarantować każdemu studentowi prawa poprawiania przedmiotu. Jedynie wynika z niej, że egzaminy poprawkowe są za darmo (zdarza się, że uczelnie nadal nie stosują się do tego wymogu). Szkoła wyższa ma prawo jednak (nawet w przypadku osób, które dostały się na bezpłatne studia) domagać się pokrycia kosztów powtarzania zajęć z powodu niezadowalających wyników w nauce. Zdarza się również, że akademicy wprowadzają w błąd studentów, umożliwiając im przystąpienie do tzw. egzaminu zerowego, a okazuje się on jednym i ostatecznym.

Sygnały o podobnych nadużyciach docierają też do posłów.

– Otrzymuję niepokojące informacje, że uczelnie celowo nie zaliczają zajęć studentom – mówi Joanna Borowska, poseł PiS. Te wiadomości spływają nie tylko od samych zainteresowanych – studentów czy ich rodziców, ale też pracowników uczelni.

– Jeżeli zajęć nie zalicza z zasady np. 20–30 osób albo zalicza tylko kilka na całą kilkudziesięcioosobową grupę, to można podejrzewać, że celem takiego działania rzeczywiście nie jest wysoka jakość kształcenia, ale bardziej chęć zysku – stwierdza Joanna Borowska. I wyjaśnia, że każde zajęcia na uczelni są punktowane. Przykładowo jeden przedmiot to 5 punktów ECTS. Nawet jeżeli za jeden punkt powtarzanych zajęć trzeba zapłacić 100 zł, to nie trudno policzyć, że niezaliczenie przedmiotu kilkudziesięciu osobom po prostu się opłaca.

Gorszy sort

Rektorzy uczelni się bronią. Zaprzeczają, jakoby obowiązywała niepisana zasada oblewania studentów. – Problemem nie są wyśrubowane kryteria, ale słabsi studenci – uważa prof. Bogdan Gregor, prorektor ds. ekonomicznych Uniwersytetu Łódzkiego. – Być może na niektórych uczelniach zdarzają się tego typu jednostkowe przypadki, ale ja o nich nie słyszałem nawet w rozmowach kuluarowych. Niestety w mojej ocenie każdy kolejny rocznik jest gorzej przygotowany do studiów. Gdy np. po kilku latach powróciłem do kształcenia studentów na pierwszym roku, byłem zszokowany ich niskim przygotowaniem, zwłaszcza z matematyki – uważa.

Ponadto wskazuje, że obecnie na niektóre kierunki są przyjmowane prawie wszystkie osoby, które się zgłoszą. – Jeżeli nie ma praktycznie wstępnej weryfikacji kandydatów, to dobrze, że w takcie nauki jest ta selekcja, czasem trzeba komuś powiedzieć, że na studia po prostu się nie nadaje. Potrzebny jest odsiew – stwierdza prof. Gregor. W jego ocenie panuje błędne przekonanie, że każdy może studiować, ale niestety w praktyce nie wszyscy mają ku temu predyspozycje. – W razie braku odpowiedniej selekcji pretensje mają pracodawcy do uczelni o to, komu przyznają tytuły zawodowe – mówi.

Coraz mniej chętnych do studiowania

Coraz mniej chętnych do studiowania

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Te argumenty odpiera RPS. – W przypadku spraw, które do mnie wpływają, ewidentnie widać, że problemem nie jest słabe przygotowanie studentów, ale celowe działanie uczelni – uważa Justyna Rokita. – Jak inaczej wyjaśnić sytuację, w które studenci nie otrzymali zaliczenia, mimo że spełnili wszystkie kryteria, które były od nich wymagane. Jedynie zmiana zasad, o której zostali poinformowani już pod koniec zajęć, sprawiła, że ich nie zaliczyli – wyjaśnia.

Niewielki zysk

Profesor Bogdan Gregor zauważa jednak, że celowe oblewanie studentów nawet jeśli miałoby miejsce, niewiele by poprawiło budżety uczelni. Zwłaszcza publicznych.

– Przecież budżet uniwersytetu to setki milionów złotych. A przychód z oblewania studentów ile może wynosić? 20–25 tys. zł? W skali budżetu uczelni to niewielka kwota, która niewiele zmienia – wylicza akademik.

Z przypadkami celowego przetrzymywania studentów na studiach nie spotkał się też Mateusz Mrozek, przewodniczący Parlamentu Studentów RP. – Nie dotarły do mnie informacje o tym, że uczelnie celowo nie zaliczą zajęć albo w trakcie studiów wprowadzają dodatkowe wymogi, aby dłużej studenci np. opłacali czesne albo musieli płacić za powtarzanie przedmiotów – mówi. – Spotykam się raczej z odwrotną tendencją, kiedy uczelnie zaniżają wymogi, aby nie stracić studentów – stwierdza.

Posłanka PiS prosiła o kontrolę na uczelniach w tym zakresie. Na razie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jej nie planuje.

– Jak dotychczas nie otrzymaliśmy takich jednoznacznych doniesień, które wpłynęłyby do nas jako skarga. Musimy mieć sygnał, żeby interweniować. Wówczas na pewno się temu przyjrzymy – zapewniała jednak prof. Teresa Czerwińska, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, w trakcie posiedzenia sejmowej podkomisji, która odbyła się w ubiegłym tygodniu.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Autor(2016-03-03 09:42) Odpowiedz 369

    Studenci masowo nie chodzą na wykłady (mają do tego prawo), nie czytają książek - ale przepisują bzdury z Internetu, ściągają w każdy możliwy sposób, a na koniec proszą aby przymknąć oko. Najwyższa pora skończyć z dziadostwem i powszechnością studiów wyższych, które w ten sposób tracą swoją wartość, jako potwierdzenie wiedzy i kwalifikacji do pracy. Albo wrócimy do elitarności studiowania, albo studia będą uznawane za wykształcenie średnie.

  • tomaszwe(2016-03-03 15:28) Odpowiedz 216

    Przecież wiadomo, że uczelnie szczególnie te gdzie studentów ubywa (humanistyczne), specjalnie zostawiają studentów, aby zbierać kaskę z warunków, z powtarzania semestru itd. No Ameryki nie odkryliście... Wykładowcy mają takie wytyczne, że ma uwalić np. 10 bo kasa się nie zgadza.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Slesz(2016-03-03 09:10) Odpowiedz 202

    Z rok temu jeden student się skarżył, że na obronie zadają mu pytania! Rodzice zgłaszają skargi? Student jest chyba osobą pełnoletnią i sam za siebie odpowiada - czy mamusia też mu dorosłemu wypisuje zwolnienia bo student ma gorączkę? Byłem studentem jednej z pomorskich uczelni technicznych, przez krótki okres byłem też nauczycielem akademickim - roszczeniowość coraz większa i coraz częściej studenci przychodzą po wpis a nie wiedzą z kim były zajęcia - jak dany prowadzący czy prowadząca wygląda. A na niektórych wydziałach to czasem trzeba się bardziej starać aby nie zdać niż aby zdać. Niby 2 ustawowe terminy, a czasem było tak że koledzy jeszcze w maju czy czerwcu mieli 8 termin z sesji zimowej. Może i trochę pieniędzy jest z tych poprawek, ale więcej jest (było?) z faktu ilu studentów jest na roku.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Polly(2016-03-03 17:36) Odpowiedz 102

    Miałam studenta, który nie przyszedł na poprawkę bo zaspał. Dostał więc dwóję i nie zaliczył przedmiotu. Potem przez kilka miesięcy robił aferę, że wszyscy poza nim mieli poprawkę. Na argument, że przecież był termin poprawkowy i on na niego nie przyszedł, padała odpowiedź, że przecież jego na nim nie było a on ma prawo do poprawki, więc powinniśmy zrobić specjalnie dla niego dodatkowy termin. Twierdził, że to oszustwo, że tego dodatkowego terminu nie zrobiliśmy. Ciekawe czy wysłał list do ministerstwa.

  • m.a(2016-03-03 09:56) Odpowiedz 88

    cytat: "Gdy np. po kilku latach powróciłem do kształcenia studentów na pierwszym roku, byłem zszokowany ich niskim przygotowaniem, zwłaszcza z matematyki ". To jedno zdanie wyjasnia WSZYSTKO gdy uswiadomimy sobie, ze ta osoba przez kilka lat nalezala do gremiow ustalajacych programy studiow i zatwierdzajacych syllabusy poszczegolnych przedmiotow. Po prostu na polskich uczelniach zbyt czesto kadra "odbywa" zajecia, bo pensum dydaktyczne trzeba miec i wykonac. Pierwsza rewolucja na polskich uczelniach powinna zaczac sie od dydaktyki. Uczelnie ustalajacv kryteria naboru i decydujac sie na przyjecie konkretnych maturzystow musza wiedziec jak i po co ich ksztalcic w sposob optymalnie wykorzystujacy ich wiedze i potencjal inteelktualny. Brak tych elementarnych skladnikow powoduje, ze coraz wiecej osob chce sie ksztalcic za granica - inna sprawa, ze w innych krajach europejskich moga sie psotkac z tymi samymi problemami.

  • Barney(2016-03-03 18:17) Odpowiedz 70

    Na UE w Katowicach. Nie wiem czy masowo oblewają aby wyciągnąć kasę nie mam na to dowodów, więc nie postawię takiej tezy ale faktem jest, że do perfekcji opanowali wyciąganie kasy od studentów zarówno dziennych jak i zaocznych. Niestety nie idzie to w parze z jakością, bo na UE w Krakowie jest taniej a jakość obsługi, administracji, organizacji, etc. moim zdaniem lepsza. A jest tak dlatego, bo uczelnia jest potwornie zadłużona na kilka milionów złotych. Z własnej winy przegrali procesy sądowe w sprawie budowy i remontu jej budynków. No i płać studencie ile się da.

  • pcs(2016-03-04 07:42) Odpowiedz 61

    Czasami zdarza mi się jechać autobusem i słyszę narzekania studentów, że muszą się uczyć niepotrzebnych rzeczy. Tylko, że gamionie nie maja pojęcia, co w rzeczywistości jest potrzebne i tylko w ten sposób usprawiedliwiają swoje lenistwo. Przyjmuję potem takiego do pracy, a on podstaw nie zna... Z drugiej strony, uczestniczyłem ostatnio w szkoleniu zorganizowanym przez państwową uczelnię, na które grant z prywatnej firmy dostała. Totalny brak profesjonalizmu ze strony prowadzących zajęcia. Gdybym tak podszedł do tematu na prywatnej uczelni gdzie czasami wykładam, albo w którejkolwiek firmie szkoleniowej, to byłyby to moje ostatnie zajęcia i jeszcze kasę bym uczestnikom zwracał.

  • Wolfram(2016-03-04 08:05) Odpowiedz 40

    Rzeczywistość nie jest czarno - biała tylko różnie nasycona szarością. Są studenci, którzy nigdy nimi nie powinni zostać i uczelnie, które stosują nagminne praktyki nic nie mające wspólnego z solidnością itp. Na UŚl jak na zaoczne prawo znieśli egzaminy wstępne, poszło blisko 1000 osób. Sztucznie robili odsiew wykorzystując testy. A pytania były tak szczegółowe i podchwytliwe, że odpowiedzi nie pamiętał później sam je układający. Da się uwalić studentów zgodnie z przepisami, da się. Przecież nie napisał testu. A że w teście brakował tylko pytania o rozmiar obuwia ministra sprawa zagranicznych lub coś w tym rodzaju, to inna sprawa.

  • mama(2016-03-04 10:06) Odpowiedz 31

    Ostatnio na UG,Profesorek na poprawce oblał 70% studentow z czego większość była przekonana ,że na pewno zda tą poprawkę-przecież wiedzieli co napisali.Poszli do niego a on ich wyśmiał i powiedział ,że nikt nie będzie podważał jego autorytetu i że 1 punkt kosztuje 100 zł.A ,że to było prawo karne więc tych punktów było 100 to warunek po 1000 zł na głowe,I czy to nie jest czysty zysk?

    Pokaż odpowiedzi (3)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama