statystyki

Terminy przedawnienia roszczeń o czesne nadal sporne. Jak długo uczelnia może domagać się pieniędzy od studenta?

autor: Natalia Grzelak17.05.2016, 17:00
studia student uniwersytet książka

Jednym z efektów wprowadzenia nowelizacji jest nieuzasadnione zróżnicowanie sytuacji stron umowy o warunkach odpłatności za studia.źródło: ShutterStock

Nowelizacja ustawy, a następnie uchwała Sądu Najwyższego nadal nie rozwiązały kwestii wygaśnięcia terminu domagania się przez uczelnie od studentów zaległej opłaty za studia. Przedawnienie roszczeń wyższych szkół o zapłatę wynagrodzenia za studia stanowi istotne zagadnienie z punktu widzenia praktyki sądowej, w której wyłoniło się kilka różnych nurtów orzeczniczych. Nowe brzmienie prawa o szkolnictwie wyższym (Dz.U. z 2012 r., poz. 572, dalej jako p.s.w.), obowiązujące od dnia 1 października 2014 r., jak i same normy intertemporalne ustawy nowelizującej p.s.w. (Dz. U. z 2014 r. poz. 1198) nie rozwiały wątpliwości w tej materii.

Istotne wskazówki interpretacyjne znalazły się natomiast w uchwale Sądu Najwyższego z 21 października 2015 r. (III CZP 67/15), której uzasadnienie niedawno opublikowano.

Różne terminy

Do 1 października 2014 r. p.s.w. nie normowało terminu przedawnienia roszczeń wynikających z umowy o odpłatności za studia zawieranej między uczelnią a studentem. W efekcie w orzecznictwie stosowano trzy terminy przedawnienia – dwuletni (wynikający z art. 751 w zw. z art. 750 k.c.), trzyletni oraz dziesięcioletni (oba wynikające z art. 118 k.c.). W praktyce problematyczna była nie tylko ocena charakteru prawnego umowy o warunkach odpłatności za studia (art. 160 ust. 3 p.s.w. w brzmieniu sprzed nowelizacji), ale i charakter samego czesnego. Najmniej korzystne dla uczelni orzeczenia przyjmowały, że umowa o warunkach odpłatności za studia jest umową o świadczenie usług, do której powinny mieć zastosowanie przepisy kodeksu cywilnego o zleceniu, w tym art. 751 pkt. 1 lub 2 k.c., statuujące dwuletni termin przedawnienia roszczeń. Część sądów stała zaś na stanowisku, że umowa ta nie jest umową o świadczenie usług, ale szczególnym rodzajem umowy nazwanej, uregulowanej samodzielnie w p.s.w., wobec czego stosowano terminy przedawnienia wynikające z art. 118 k.c. Na tym tle zarysowała się dalsza rozbieżność, bowiem niektóre składy stosowały trzyletni termin przedawnienia, a inne termin dziesięcioletni. Za zastosowaniem trzyletniego terminu przemawiał pogląd, że czesne za studia ma charakter świadczenia okresowego, a niekiedy że roszczenie o zapłatę czesnego jest związane z prowadzoną przez uczelnie działalnością gospodarczą. W innych orzeczeniach przyjmowano, że opłaty za studia nie są ani świadczeniami okresowymi, ani związanymi z prowadzeniem działalności gospodarczej, toteż należy stosować dziesięcioletni termin przedawnienia.

Problemy zostały


Pozostało 56% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • duch i mrok(2018-11-19 03:44) Zgłoś naruszenie 00

    tej bandzie nieuków- szczególnie na studiach humanistycznych, zwanych dla niepoznaki naukowcami z tytułami dr i prof. nie należy się ani złotówka z zaległych wierzytelności studenckich, jak również i samym uczelniom. Młodzi coraz wyraźniej dostrzegają jaki poziom faktycznie prezentują wykładowcy i co jest naprawde wart dyplom po tych studiach - dodajmy wcale nietanich. Tym świstkiem papieru można tylko tyłek podetrzeć, napewno nie jest gwarancją znalezienia pracy w zawodzie czy wogóle dobrze płatnej pracy.Setki tysięcy takich absolwentów dziś na zmywaku w Angli zasuwają albo w Niemczech- tyle są warte polskie studia humanistyczne. Nędza intelektualna wykładowców jest nad wyraz widoczna- to co można od nich uświadczyć to w najlepszym wypadku anachronizmy, ich dorobek naukowy to w ogromnej większości plagiaty lub tekściska nie wnoszące kompletnie nic do nauki, nie formułujące nowych praw w dyscyplinach humanistycznych, nie zmierzające do pogłębienia mocy diagnostycznych dyscyplin którymi panowie prof. i dr zajmują się na uczelniach. Obraz nędzy i rozpaczy- polska postmarksistowska humanistyka

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane