Anna Zalewska, minister edukacji narodowej, na wczorajszej konferencji prasowej zapewniała, że liczba nowych etatów w przyszłym roku jeszcze się podwoi.

– Główne podziękowania i zasługi należą się samorządom i dyrektorom, którzy nie likwidowali etatów. Widać, że chcą walczyć z efektem niżu demograficznego – podkreśliła Anna Zalewska. Dodała, że do zwiększenia etatów przyczyniły się też przepisy, z których wynikało m.in. to, że liczebność klas siódmych w szkołach podstawowych nie może być większa niż szóstych. Ministerstwo już wcześniej wskazywało, że dzięki takim zmianom powstało 1,8 tys. nowych klas. Co oznacza pojawienie się 3,6 tys. dodatkowych miejsc pracy. Ponadto w ramowym planie nauczania jest jedna godzina więcej niż dotychczas, co oznacza kolejne 1,1 tys. etatów.

Związek Nauczycielstwa Polskiego nie wycofuje się jednak z twierdzenia, że zwolnienia wskutek reformy miały miejsce. Z prezentowanych przez ZNP w połowie października danych wynika, że pracę z powodu reformy straciło 6,5 tys. pedagogów. Ponad 18,5 tys. ma ograniczony wymiar etatu lub pracuje w kilku placówkach. Dane zostały zebrane na podstawie arkuszy organizacyjnych, które były aktualizowane przez dyrektorów i samorządy we wrześniu. Według ZNP obejmują one ok. 70 proc. organów prowadzących.

Sławomir Broniarz, prezes ZNP, przekonuje, że jego dane zebrane od samorządów są jak najbardziej prawdziwe. – Nie można mówić, że nie było zwolnień, skoro wydatki na odprawy wzrosły z 63 do 70 mln zł. Pani minister nie powiedziała, ile nowych etatów powstało wskutek wprowadzenia od tego roku prawa do umieszczenia trzylatka w przedszkolu – wylicza Sławomir Broniarz. – Nie podała też, ilu nauczycieli skorzystało z urlopu dla poratowania zdrowia w porównaniu do poprzedniego roku. A to także są potencjalni bezrobotni – dodał.

Szefowa MEN nie chciała się odnosić do wyliczeń ZNP. – Twardymi danymi są dane z Systemu Informacji Oświatowej – przekonywała na konferencji.

Sławomir Broniarz uważa, że do 2019 r. liczba zwalnianych nauczycieli wzrośnie do 35 tys. Jak podkreśla, najgorszy będzie ostatni rok reformy, kiedy już ostatecznie zostaną wygaszone gimnazja.