W Łodzi powstaje pierwszy ośrodek leczenia niepłodności. Zostanie sfinansowany z pieniędzy z in vitro.
Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi miałby się stać ośrodkiem referencyjnym. To tu zostałyby przygotowane standardy, stosowane w innych placówkach w Polsce. Docelowo ma powstać po jednym ośrodku w województwie. Już wiadomo, że w pierwszej kolejności zostaną zaangażowane do współpracy szpitale w Warszawie, Poznaniu i na Śląsku.
Reklama
Oprócz leczenia łódzka placówka będzie prowadziła działalność edukacyjną, w ramach której odbywałyby się szkolenia dla personelu medycznego, a także dla pacjentów.

Reklama
Dlaczego akurat Łódź? Zdaniem dyrektora placówki prof. Macieja Banacha jest na to gotowa zarówno od strony kadry, jak i zaplecza technicznego. – Mamy wybitnych specjalistów oraz prowadzimy kompleksową diagnostykę, która jest potrzebna przy diagnozowaniu niepłodności. Jak np. diagnostyka hormonalna, immunologiczna, genetyczna, ginekologiczna – przekonuje prof. Banach. Już w grudniu przygotowano koncepcję założeń. Na potrzeby kliniki zostałaby wydzielona osobna przestrzeń. I jeżeliby była potrzeba, to osoba czy też para, u której by należało zdiagnozować przyczyny niepłodności, mogłyby zostać w szpitalu. Na miejscu zostanie wykonany szereg kompleksowych badań.
– Obecnie takie osoby mają finansowane poszczególne badania przez NFZ, ale wszystkiego muszą szukać same, najczęściej w osobnych placówkach – przyznaje dyrektor. Teraz, co jest nowością, w zależności od potrzeby, miałaby im być też zaoferowana pomoc psychologiczna. Zdaniem wiceministra zdrowia Jarosława Pinkasa, autora pomysłu, takiej opieki obecnie brakuje, a stan psychiczny jest kluczowy w tym kontekście. Prace nad budową kliniki rozpoczną się jeszcze w tym roku i jak wynika z zapowiedzi ministerstwa, pod koniec roku albo na początku następnego pacjenci będą mogli korzystać z programu. Profesor Banach dodaje, że jeżeli będzie zapotrzebowanie, to można już teraz oferować pomoc w poszczególnych klinikach. Jeszcze przed dostosowaniem osobnego oddziału.
Zdaniem przeciwników nic nie zastąpi in vitro. Barbara Szczerba ze Stowarzyszenia Nasz Bocian zauważa, że propozycja resortu zdrowia przypomina naprotechnolgię, czyli proces leczenia, w którym parę prowadzi lekarz oraz instruktor, a polega on na obserwacji cyklu i pogłębionej diagnostyce.
– W ten sposób nie uleczy się niedrożności jajowodu czy nie polepszy jakości nasienia. Do tego potrzebne są bardziej zdecydowane metody działania, czyli in vitro. A zatem z nowego programu dzieci nie będzie. Cofamy się tylko wstecz, o 35 lat, gdy nie było metod wspomaganego rozrodu – komentuje Barbara Szczerba.
Z programu in vitro, który był finansowany przez Ministerstwo Zdrowia od lipca 2013 r., a który ma się zakończyć w połowie tego roku, urodziło się 3,8 tys. dzieci.
– Uważam, że wygaszenie programu in vitro nie wpłynie negatywnie na liczbę urodzeń. Program będzie w sposób kompleksowy, a nie jedynie fragmentaryczny, wspierać osoby zmagające się z niepłodnością, co może przełożyć się wręcz na większą liczbę urodzeń – deklaruje wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas.
Przyznaje jednak, że osoby, którym opieka zaoferowana w ramach nowego programu nie pomoże, będą mogły skorzystać z in vitro. Podkreśla, że przecież nie jest to zakazane. Koszty będą jednak musiały pokryć z własnej kieszeni.
Piętą achillesową programu może okazać się dostęp do andrologów, którzy zdaniem ministerstwa powinni wspomóc leczenie.
Z finansowanego przez MZ programu in vitro urodziło się 3,8 tys. dzieci
– To nie jest specjalizacja. Umiejętności można nabyć po odbyciu odpłatnego szkolenia, potwierdzonego egzaminem, którego organizatorem jest Europejska Akademia Andrologii. Odbywa się on raz do roku – komentuje prof. dr hab. n. med. Jolanta Słowikowska-Hilczer, przewodnicząca zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Andrologicznego, które rekomenduje lekarzy z Polski do egzaminu.
Dodaje, że są prowadzone obecnie starania w resorcie zdrowia o to, by andrologię uznać za specjalizację, dzięki czemu szkolenia mogłyby się odbywać w towarzystwie.
Trudność i koszty sprawiają, że Polska może pochwalić się zaledwie ośmioma andrologami.
Jak dodaje prof. Banach, w Łodzi jest jeden z nich. Co więcej, ośrodek referencyjny, który powstanie przy Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki, ma już wstępną obietnicę, że pomoże w konsultacjach.
– Na całym świecie w klinikach leczenia niepłodności pracę ginekologa wspomaga androlog. Z problemem tym boryka się bowiem para. Trzeba więc zdiagnozować zarówno kobietę, jak i mężczyznę. Tymczasem obecnie, o ile ta pierwsza ma dostęp do fachowców, o tyle mężczyzna jest badany bardzo powierzchownie, w zasadzie analiza jego niepłodności ogranicza się do sprawdzenia jakości nasienia. A to zdecydowanie za mało. Powinien tak jak kobieta przejść badania endokrynologiczne czy urologiczne – podkreśla prof. Jolanta Słowikowska-Hilczer.