statystyki

Radziwiłł o podwyżkach i in vitro. "Punkt widzenia lekarski, nie tylko katolicki"

autor: Magdalena Rigamonti12.12.2015, 18:00
Konstanty Radziwiłł. Fot. Maksymilian Rigamonti

Konstanty Radziwiłł, minister zdrowia, w latach 2001–2010 prezes Naczelnej Izby Lekarskiej. Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: DGP

Procedura in vitro jest legalna, lecz to nie znaczy, że państwo musi ją finansować. Problem niepłodności zaczyna się w obszarze profilaktyki, więc będziemy się zajmować wszystkimi aspektami leczenia - mówi w wywiadzie dla DGP minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Po co panu ta polityka?

Po co mi polityka?

Tak, panu, lekarzowi.

To pytanie zmienia postać rzeczy. Nie mam w zwyczaju robienia w życiu czegoś dla siebie, zwłaszcza jeśli chodzi o moją działalność publiczną i zawodową. Może to są duże słowa, ale ja traktuję to, co robię, jako wezwanie do służby. I jako wyzwanie. I również tutaj, do ministerstwa, przyszedłem z tego powodu.

Po pańskiej nominacji odetchnęłam z ulgą, że to nie prof. Chazan został ministrem zdrowia.

Można być ekspertem, krytykiem, doradcą, działać w samorządzie lekarskim, w obszarze ochrony zdrowia, ale jeśli jest możliwość, to trzeba wziąć odpowiedzialność za sprawy publiczne i podejmować decyzje. Tak też zrobiłem.

Magdalena i Maksymilian Rigamonti

Magdalena i Maksymilian Rigamonti

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Słyszę od ludzi z lekarskiego środowiska, że nie spełnił się pan w medycynie, że nie zrobił pan kariery, że doktoryzował się pan dopiero cztery lata temu, że nie został pan profesorem, to poszedł pan w politykę.

Każdy ma prawo do własnej oceny. Na początku mojej drogi zawodowej były pewne kłopoty, które przydarzyły się zupełnie nie z mojej winy, bo to były czasy tuż po stanie wojennym. W czasie studiów byłem jednym z przywódców Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Przez przypadek nie wylądowałem w tzw. internacie, bo po prostu mnie nie złapali. Potem udało mi się wrócić na studia, skończyć je, ale pomimo że byłem jednym z najlepszych studentów, to pracy dla mnie nie było.

Tylko przez politykę czy też przez nazwisko?

Nie przez nazwisko, bo to już nie te czasy. Nazwisko to był problem mojego ojca i poprzedniego pokolenia. Przez politykę – jeśli można nazwać to polityką – bo byłem działaczem NZS. Miałem kłopoty z zatrudnieniem, mało brakowało, by mnie wyrzucili z Warszawy. Załapałem się w nowo powstającym Ursynowie do przychodni jako lekarz rejonowy i byłem szczęśliwy, że w ogóle pracę dostałem. Okazało się, że jest to dziedzina, którą później nazwano medycyną rodzinną, w której można się świetnie realizować. Muszę powiedzieć, że byłem bliski płaczu, kiedy w momencie przejścia do Ministerstwa Zdrowia musiałem zrezygnować z praktyki lekarskiej, z prowadzenia swojej przychodni.

Rozumiem, że przepisał ją pan na kogoś bliskiego, bo prawo nie pozwala ministrowi zdrowia prowadzić prywatnej przychodni.


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (5)

  • xvc(2015-12-12 18:58) Zgłoś naruszenie 126

    Gdyby przestali ładować kasę w kk i religię w szkołach. starczyłoby a in vitro. A tak młodzi nadal będą emigrować do krajów gdzie znajdą dofinansowanie i lepszą politykę prorodzinną.

    Odpowiedz
  • specjalista(2015-12-12 19:51) Zgłoś naruszenie 119

    najgorszy minister zdrowia mam nadzieje że się pomyliłem

    Odpowiedz
  • julka(2015-12-13 09:02) Zgłoś naruszenie 81

    następny z pisu ,co to w stanie wojennym walczył i walczył ,narażał życie,tylko nikomu o tym poza nim nic nie wiadomo.Panie Radziwił zapisz się pan do ZBOWi D.

    Odpowiedz
  • Bolo(2015-12-13 10:02) Zgłoś naruszenie 413

    Najlepszy minister zdrowia od lat. In vitro nie jest skuteczne, jest drogie. PO zgodziła się na finansowanie z naszych kieszeni tylko po to, aby korporacje medyczne zarobiły, ale móżdżek przeciętnego leminga nie jest w stanie tego ogarnąć. Lemingi co wy na to?

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane