Anna Krawczak, prezes Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” w rozmowie z Klarą Klinger wyjaśnia dlaczego wskazanie górnej granicy w przeprowadzaniu zabiegów in vitro byłoby właściwe.

ikona lupy />
Anna Krawczak, prezes Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” / Dziennik Gazeta Prawna
60-latka urodziła bliźnięta. najprawdopodobniej z in vitro. To rozpętało dyskusję na temat wieku matek: czy należałoby wprowadzić górną granicę, do której można zajść w ciążę dzięki tej metodzie?
Anna Krawczak: Tak. Jak najbardziej. Istotny jest kontekst społeczny. Możemy obejść to, co jest naturalną granicą, czy biologię, ale zdrowie i co za tym idzie wydolność wychowawcza osoby w tym wieku jest bardzo ograniczona. Tego już nie przeskoczymy. Zgłaszaliśmy tę kwestię podczas prac nad ustawą regulującą rynek in vitro w Polsce. Ministerstwo Zdrowia tego nie uwzględniło.
Minister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki mówi dla Dziennika.pl, że byłaby to dyskryminacja. I że to prawo rodziców, by decydować o rodzicielstwie, a nie państwa.
No świetnie: wolność jednostki. Ale żyjemy w kulturze europejskiej, w której wolność jednostki jest uzgadniana z wolnością pozostałych jednostek. Kto pokryje koszty leczenia dzieci starszych matek? Biologia jest nieubłagana i widać, że im starsza matka, tym większe ryzyko okołoporodowe, częstsze porody wcześniacze, częstsze komplikacje i konieczność bardzo kosztownej opieki neonatologicznej. To także duże ryzyko dla zdrowia matki. Istnieje choćby zagrożenie, że matka szybko osieroci dzieci. Rumunka, o której było głośno, bo urodziła w wieku 67 lat, zmarła, pozostawiając 4-letnią dziewczynkę. Konsekwencje takich decyzji są więc społeczne, a nie jednostkowe. Warto się zastanowić, gdzie jest granica między wolnością jednostki a odpowiedzialnością społeczną.
Nie można wszystkiego regulować, należy zawierzyć lekarzom – tak uważa prawnik prof. Eleonora Zielińska. Przekonuje, że moralnym obowiązkiem lekarzy jest dbanie o to, komu jest oferowane sztuczne zapłodnienie.
Szanuję bardzo prof. Zielińską, ale uważam, że nie można zaufać busoli moralnej lekarzy. Znamy dobrze przypadki kobiet, które są np. zwodzone przez swoich ginekologów latami, że im się uda naturalnie zajść w ciążę, bo cały czas przychodzą na kolejne wizyty, robią kolejne USG. To kury znoszące złote jajka, po co z nich rezygnować, wysyłając na in vitro. Nie każdy lekarz jest uczciwy, bo nie każdy człowiek jest uczciwy.
Ale kobiet w Polsce rodzących dziecko po 50. roku życia, jak wynika z danych GUS, było w zeszłym roku tylko 13. To niewiele...
Bo w Polsce paradoksalnie przez dość konserwatywne podejście społeczeństwa same kliniki często – pomimo braku zakazów – są ostrożne. Dlatego nie niszczą zarodków. Jednak nie można tylko na tym się opierać. Rozumiem, że limit wiekowy może spowodować, że część kobiet poczuje się rozczarowana. Ale nie każdy ma prawo do wszystkiego. Na przykład są kraje, w których palaczy czekających na przeszczep przesuwa się na koniec kolejki, jeśli nie podejmą terapii antynikotynowej. Chcesz palić i świadomie zmniejszasz swoje szanse na przyjęcie przeszczepu? W porządku, masz wolność. Ale w tej kolejce jest stu innych, którzy tych szans sobie nie zmniejszają. W Islandii nie tylko jest ograniczenie wieku w przypadku in vitro, ale także i ze względu na wagę. Dostęp jest uzależniony od BMI. Zasady dystrybucji sprawiedliwości społecznej są negocjowalne i bierze się pod uwagę różne dobra różnych stron. Nie widzę powodu, dla którego mamy brać pod uwagę jedynie pragnienie 60-letniej kandydatki na matkę, a nie rozważać dobra jej dziecka czy skutków społecznych.
Inne kraje ograniczają wiek?
Wiele tak robi. W Izraelu jest najwyższy próg: dla kobiet do 55. roku życia. Średnia wynosi około 45 lat.
Jaki wiek powinien być w Polsce?
Być może 45 lat.
A dlaczego nie 46 albo 44?
To umowna granica uznawana w większości legislacji europejskich. I takie też cezury przyjmują często same kliniki. Z naszych analiz wynikało, że wiele z nich wprowadza takie regulacje wewnętrzne. maksymalny wiek w jednej z klinik to 50 lat.
Mężczyźni też powinni mieć limit wiekowy?
Tak, bardziej ze względów równouprawnienia. Bo u nich akurat limitu biologicznego nie ma.
Do ilu lat?
To trudne pytanie. Na pewno więcej niż kobieta, ale jaki powinien być limit – nie wiem. Warto ustalić to w ramach szerszej debaty.