Niepubliczne placówki ochrony zdrowia to dla rządu i NFZ coś na kształt kukułczego jaja.
Z jednej strony, jak jest mowa o poprawie dostępności do leczenia, to podkreśla się ważną rolę prywatnego biznesu. Gdy mowa o pieniądzach, głos cichnie, a „prywaciarze” stają się chłopcem do bicia. W tym roku historia się powtarza.
Szpitale są na etapie negocjowania warunków finansowych z funduszem na 2015 r. Chociaż słowo „negocjowanie” jest w tym przypadku na wyrost. NFZ jako jedyny płatnik procedur medycznych przyjmuje rolę monopolisty i narzuca wycenę. A ponieważ pula pieniędzy, jaką może przeznaczyć na leczenie, od tego nie rośnie, więc komuś musi zabrać, żeby dołożyć komuś innemu. W tym przypadku zabiera prywatnym, żeby dosypać placówkom publicznym.