Nawet jeżeli sformułowanie "siostro" używane przez pacjentów wobec pielęgniarek zniknie ze szpitali, to i tak nie pomoże to w odbudowaniu na nowo etosu ich zawodu. Muszą na to zapracować same.
Przykład nr 1 – szpital specjalistyczny w Warszawie. Oddział dla dzieci. Mama nowo przyjętego malucha pyta pielęgniarkę, w jakich godzinach odbywa się poranny obchód. Pielęgniarka, nie patrząc na kobietę, mówi, że nie ma czasu odpowiadać na pytania. Przykład nr 2 –szpital położniczo-ginekologiczny. Pielęgniarka wchodzi na oddział, na którym leżą kobiety z zagrożoną ciążą, i mówi do wszystkich: „niunie, czas na badania”. Inna idzie na oddział noworodkowy i woła: „mamuśki, przygotować dzieci, lekarz idzie”. Te wypowiedzi są autentyczne. Oburzone pielęgniarki zarzucą mi, że w każdym zawodzie są czarne owce. Zgadzam się, bo sama zetknęłam się z pielęgniarkami pełnymi ciepła i poświęcenia dla chorych. Wiem również, jak ciężka jest to praca i jak źle czasami opłacana. Nie zmienia to jednak faktu, że żądając szacunku dla swojej profesji, nie wolno tracić z pola widzenia najważniejszego – pacjenta. A część pielęgniarek metody sprowadzenia go do roli przedmiotu opanowała do perfekcji.
Dlatego dziwi mnie akcja zorganizowana przez związek zawodowy pielęgniarek i położnych, która zachęca swoich członków do noszenia plakietek z hasłem „Tylko mój brat mówi do mnie siostro”. Czy to sformułowanie jest bardziej obraźliwe niż „niunie” „babcie” i „dziadkowie” używane przez same zainteresowane i wypowiadane w bezosobowej formie wobec pacjentów? Przecież wyrażenie „siostro” wywodzi się z pielęgniarstwa zakonnego. Dawniej to właśnie głównie zakonnice pełniły funkcje pielęgniarek. Czy zastąpienie go zwrotem „pani magister” lub „pani Kasiu” jest bardziej nobilitujące?
Część pielęgniarek ma podobne wątpliwości. I wskazują, że w swojej codziennej pracy borykają się z dużo większymi problemami, np. złymi warunkami pracy, przemęczeniem, ograniczeniami w dostępie do podstawowego sprzętu medycznego czy brakiem czasu na ustawiczne kształcenie, do którego są zobowiązane. Dla nich nazywanie ich „siostrami” jest na końcu listy zażaleń.