Szkoła tuż za progiem, a my dalej nie rozumiemy w pełni zachorowań na COVID-19 u najmłodszych.
Pomimo że pandemia trwa już ponad pół roku, wciąż wiele aspektów związanych z koronawirusem nie jest do końca wyjaśnionych. W kontekście zbliżającego się września najważniejsze jest jednak pytanie o to, czy powrót do szkoły będzie bezpieczny. Odpowiedź wydaje się niejednoznaczna. Z jednej strony przykład wielu krajów pokazuje, że ryzyko pojawienia się ogniska koronawirusa w placówce edukacyjnej jest niewielkie. Z drugiej strony – nie jest to całkiem wykluczone.
Przykładem chociażby Izrael, gdzie takie ognisko pojawiło się pod koniec maja w jednym z jerozolimskich gimnazjów (uczy się w nich młodzież w wieku 12–18 lat), Gymnasia Ha’iwrit. Koronawirusem zaraziło się wówczas 154 uczniów (13,3 proc. ogółu) oraz 26 pracowników szkoły (16,6 proc. ogółu). Badający sprawę eksperci zwrócili jednak uwagę, że w szkole nie stosowano środków ostrożności.
Reklama

Reklama
19–21 maja uczniom pozwolono bowiem zdjąć maseczki przez wzgląd na falę upałów; do tego w szkole zamknięto okna, żeby skuteczniej działała klimatyzacja. Placówka jest też wyjątkowo zatłoczona: klasy liczą po 35–38 osób, a na ucznia w wielu salach przypada mniej niż zalecane 1,5 mkw.; zachowanie odległości między dziećmi w takich warunkach jest praktycznie niemożliwe.
Interesujące jest to, że nawet w Izraelu takich ognisk nie było zbyt wiele (co do zasady bowiem uczniowie mieli obowiązek nosić maseczki). Na koniec roku szkolnego tamtejszy resort edukacji szacował, że koronawirusa wykryto u niecałego tysiąca uczniów.
Najważniejsze w tym względzie jest jednak doświadczenie Szwecji, gdzie podczas całej pandemii działały podstawówki, a więc do szkół chodziły dzieci do lat 16; nie było również obowiązku noszenia maseczek. Tamtejsza agencja odpowiedzialna za zdrowie publiczne podsumowała, że w całym kraju między 24 lutego a 14 czerwca odnotowano 1124 zakażenia u osób w wieku 1–19 lat (0,05 proc. wszystkich dzieci w tym wieku). „Dochodzimy więc do wniosku, że zamknięcie (lub nie) szkół nie ma wpływu na liczbę laboratoryjnie potwierdzonych zakażeń koronawirusem” – stwierdzili autorzy.
Warto jednak zwrócić uwagę, że także w Szwecji pojawiały się ogniska w szkołach. Na przykład w jednej z nich, w miasteczku Skellefteå na północy kraju, wirusem zakaziło się 18 z 76 nauczycieli, a jeden pracownik szkoły zmarł. Uczniów wysłano do domu, ale nie poddano ich testom na obecność SARS-CoV-2.
Nawet jeśli szkoły są bezpieczne, to wciąż otwarta pozostaje możliwość, że bezobjawowe dzieci i młodzież przyniosą wirusa do domu. Tutaj także dowody są niejednoznaczne. Duże badanie z Korei Południowej wykazało bowiem, że młodzi w wieku 10–19 lat mogą roznosić wirusa dość skutecznie. Osoby w tym wieku przekazały wirusa domownikowi (lub domownikom) w jednej piątej gospodarstw domowych z takim nastolatkiem uwzględnionych w badaniu. Był to odsetek znacznie wyższy niż wówczas, kiedy pacjenci zero należeli do innych grup wiekowych.
Znalezienie jednoznacznej odpowiedzi będzie trudne. Można to badać, analizując m.in. ilość kopii wirusa w próbkach pobranych z górnej części układu oddechowego młodych. Przy czym naukowcy nie liczą cząstek wirusowych pod mikroskopem, tylko wnioskują o ich ilości na podstawie pozostawionych „odcisków palców” – w tym wypadku kodu genetycznego SARS-CoV-2, który jesteśmy w stanie wykrywać. Zasada jest prosta – im więcej odcisków palców, tym więcej wirusa było w próbce.
Niestety, jak tłumaczy prof. Katarzyna Pancer, wirusolog z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH), takie badanie jest trudne do wykonania ze względów organizacyjnych. – Musielibyśmy bowiem od tego samego momentu obserwować dziecko, nastolatka i dorosłego, o których wiemy, że mieli styczność z wirusem, i jesteśmy w stanie określić, kiedy doszło do zakażenia – ilość wirusa w próbkach pobranych od pacjentów różni się bowiem w zależności od tego, ile dni minęło od zakażenia. Znalezienie jednak takiej grupy do badań nie jest wcale proste – mówi badaczka. Dodaje, że naukowcy w NIZP-PZH sprawdzali „odciski palców” próbek, które dotarły do instytutu; niestety z badań tych trudno wyciągnąć wnioski właśnie przez wzgląd na to, że nie wiadomo, ile dni po zakażeniu były osoby, od których je pobrano.
Wciąż nie znamy również odpowiedzi na pytanie, dlaczego COVID-19 u młodych ma znacznie lżejszy przebieg niż u starszych. Jedna z teorii mówi, że SARS-CoV-2 ma większy problem z infekowaniem dzieci i młodzieży, ponieważ komórki płuc osób z tej grupy wiekowej nie mają aż tylu receptorów ACE2 (receptory te znajdują się również na powierzchni innych tkanek, np. w nerkach, ale przez wzgląd na drogę zakażenia to właśnie płuca interesują nas najbardziej). Są one niezbędne wirusowi, aby dostać się do wnętrza ich komórek, więc im mniej ich jest, tym mniejsze prawdopodobieństwo zakażenia.
– Niestety na razie nasza wiedza na temat tego, jak wirus zachowuje się u ludzi młodych, jest fragmentaryczna. Podejrzewam, że pełniejszym obrazem będziemy dysponowali mniej więcej za rok – podsumowuje prof. Pancer.
Zamknięcie szkół nie ma wpływu na liczbę zakażeń – uważają Szwedzi
Szczepionkowy Sputnik nad Rosją
Prezydent Władimir Putin ogłosił wczoraj, że Rosja jest pierwszym krajem na świecie, w którym dopuszczono do użytku szczepionkę na koronawirusa opracowaną w moskiewskim Instytucie im. Nikołaja Gamalei. Głowa państwa zdradziła nawet, pod jaką nazwą będzie dostępny preparat: „Sputnik V”.
Z optymizmem płynącym z Moskwy jest jednak jeden problem, a mianowicie to, że Rosjanie dopuścili do użytku szczepionkę, nad którą nie zakończono jeszcze badań. Konkretnie chodzi o tzw. trzecią fazę badań klinicznych, gdzie szczepionkę otrzymują tysiące ochotników. Dopiero badanie na takiej grupie pozwala wykluczyć część ryzyka związanego z preparatem, który otrzymają miliony ludzi. Pomimo tego Putin zapewnia, że szczepionka działa oraz że otrzymała ją jego córka – a od jakiegoś czasu była także dostępna dla wybranych polityków i biznesmenów.
Rosjanie idą pod prąd ustalonym praktykom medycznym. Trzecia faza pozwala bowiem wychwycić wady nawet bardzo obiecujących preparatów. W 2007 r. wstrzymano dopiero na tym późnym etapie badania nad szczepionką przeciw HIV, ponieważ wręcz zwiększała ona prawdopodobieństwo zakażenia.
Na Kremlu zwyciężyło parcie do wizerunkowego sukcesu. Już wcześniej jeden ze współpracowników Putina opowiadał, że „dla wielu ludzi niepodejrzewających, że Rosja może być pierwsza, to będzie moment porównywalny tylko z wystrzeleniem Sputnika”.