Jak informuje Bartosz Fiałek akcja 1lekarz1etat „jest odpowiedzią na fatalną (i ciągle pogarszającą się) sytuację w publicznej ochronie zdrowia (pacjenci umierający w kolejkach, a pracownicy ochrony zdrowia na dyżurach)”.

- Ponadto wybiórcze realizowanie porozumienia kończącego protest rezydentów, chęć zaostrzenia kar w Kodeksie karnym czy niebędące odpowiedzią na prace zespołu ministerialnego nowelizowanie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, wcale nie ostudziły protestacyjnych nastrojów czytamy w oświadczeniu.

- Wzywamy lekarzy do wypowiadania klauzul opt-out do końca sierpnia br. tak, aby ich moc weszła w życie od 1. października br. W tym czasie (od października 2019r.) ograniczamy również czas pracy do równoważnika jednego etatu. Teraz już tylko od nas będzie zależało, w jakim systemie będziemy pracować, czy zostaniemy "wymienieni" na lekarzy cudzoziemców, czy będziemy karani bezwzględnym więzieniem za nieumyślne spowodowanie śmierci – pisze Bartosz Fiałek.

Poprzednia akcja wypowiadania klauzuli opt-out przez lekarzy miała miejsce w trakcie protestu rezydentów. Wówczas 3801 lekarzy, w tym 2087 rezydentów i 1714 innych lekarzy wypowiedziało umowy, na mocy których wyrażali zgodę na przedłużenie czasu pracy powyżej 48 godzin tygodniowo.

Przypomnijmy: Polska ma dziś najmniej lekarzy w Europie. Tak wynika z raportu „Health at a Glance 2018”, przygotowanego przez OECD i Komisję Europejską. Z ich danych wynika, że w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada średnio 2,4 lekarza, podczas gdy średnia europejska to 3,8. Czechy już ją prawie osiągnęły, a niektóre kraje znacząco przekraczają (np. w pierwszej w rankingu Grecji współczynnik wynosi 6,6, a w drugiej w zestawieniu Austrii – 5,1). Od 2000 r. liczba lekarzy w Polsce praktycznie się nie zmienia. Dla porównania w innych państwach europejskich odnotowano w tym okresie średnio około 1-proc. wzrost (nawet w Wielkiej Brytanii, która w 2000 r. była w gorszej sytuacji niż Polska, liczba medyków wzrosła o 0,8 proc.).

Ten obraz pogarsza jeszcze fakt, że liczba przyjęć polskich pacjentów jest jedną z najwyższych na tle krajów OECD. Według autorów raportu w państwach unijnych lekarz w ciągu roku przyjmuje średnio 2147 chorych, tymczasem u nas – 3104 (pod względem obciążenia pracą plasuje to nasz kraj na trzecim miejscu, za Węgrami). Przeciętny polski medyk rodzinny daje ponad 4700 porad dla pacjentów. W najbardziej komfortowej sytuacji znajduje się Szwecja. Tam lekarz przyjmuje rocznie 679 osób, czyli mniej niż dwie dziennie.

Co czwarty medyk w Polsce jest w wieku emerytalnym, więc w teorii z dnia na dzień mógłby odejść z pracy. Gdyby zrobili tak wszyscy, personel ochrony zdrowia zmniejszyłby się o 34,5 tys. osób. Do granicy wieku emerytalnego zbliża się też kolejne 6,8 tys. lekarzy i 8,1 tys. lekarek.

Ze statystyk wynika, że liczebność młodszych pokoleń jest zbyt mała, aby zastąpiły te najstarsze. Zawód medyczny aktywnie wykonuje obecnie 5142 mężczyzn w wieku 26–30 lat i 5322 w wieku 31–35 lat. W przypadku kobiet jest to odpowiednio 9045 i 8979. W sumie najmłodsi lekarze stanowią zaledwie 18 proc. ogółu.

Więcej o sytuacji w służbie zdrowia przeczytasz tu >>>>