RODO nie spowodowało rewolucji w ochronie zdrowia, ale dzięki niemu na pewno wzrosła świadomość wagi ochrony danych osobowych. Powinno ułatwić dostęp do bezpłatnej kopii dokumentacji medycznej, ale na przeszkodzie może stanąć interpretacja przepisów - mówi w wywiadzie dla DGP
Niedawno zakończył pan pracę nad nowelizacją ustawy o prawach pacjenta. Ostateczny kształt projekt miał uzyskać po konsultacjach z organizacjami pacjentów. Co się w ich wyniku zmieniło?
Z przyczyn obiektywnych nie zamieściliśmy tam przepisów o maksymalnym czasie oczekiwania na świadczenia zdrowotne – choć był wcześniej taki plan. W projekcie wszystko można zapisać, ale jeśli poważnie chcemy traktować prawo, musimy zastanowić się, czy przestrzeganie danego przepisu jest w ogóle realne. Możemy zapisać oczywiście, że w ciągu 30 dni musi być udzielone każde świadczenie, ale w praktyce będzie to martwy przepis. Uznaliśmy, że obecnie nie jest to możliwe. Poza tym wymaga dyskusji, czy taki zapis powinien dotyczyć wszystkich świadczeń, czy tylko niektórych, bo sytuacja różni się diametralnie w poszczególnych dziedzinach medycyny, do tego dochodzi sprawa monitorowania działania ustawy etc. Jak na przykład wyegzekwować taki maksymalny czas w przypadku psychiatrii dziecięcej, gdy jest zaledwie 412 lekarzy w całym kraju, z czego większość pracuje w Warszawie? Nie sprawimy, że ich nagle przybędzie.