Resort zdrowia wprowadza do walki z nielegalnym wywozem medykamentów z Polski nowy oręż. Uszczelnia system ich kupowania przez placówki na tzw. zapotrzebowania. Aptekarze chwalą to rozwiązanie, jednak właściciele małych przychodni obawiają się utrudnień.
Nowe rozwiązania wprowadza ustawa o e-recepcie, podpisana w zeszłym tygodniu przez prezydenta. Wejdzie ona w życie 7 dni po ogłoszeniu.
Obecnie, zgodnie z ustawą z 6 września 2001 r. – Prawo farmaceutyczne (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2211), podmiot leczniczy może kupować leki w aptece ogólnodostępnej na tzw. zapotrzebowania. System ten jednak wymagał uszczelnienia, ponieważ placówki czasem realizują nadmierne zamówienia, a pozyskane w ten sposób leki nielegalnie wywożą za granicę.
– Chodzi o ewidentne, zidentyfikowane w inspekcji farmaceutycznej sytuacje, kiedy na podstawie tych zapotrzebowań malutki zakład leczniczy zamawia takie ilości leków, jakby potrzebował ich dla tysięcy pacjentów. A to są leki najczęściej na choroby przewlekłe, których brakuje, za które płaci NFZ – mówił podczas sejmowych prac na nowymi rozwiązaniami wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.
Reklama
Luka w przepisach

Reklama
Obowiązujące przepisy słabo chronią przed tego rodzaju nadużyciami.
– Utworzenie podmiotu leczniczego jest stosunkowo łatwe, więc sporo takich „przychodni słupów” powstawało tylko po to, żeby leki wywozić, a same zapotrzebowania nie były dokładnie weryfikowane, bo też trudno tego od apteki wymagać – mówi Katarzyna Czyżewska, adwokat i wspólnik w Czyżewscy Kancelaria Adwokacka.
Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, również zwraca uwagę, że liczba przychodni słupów rosła, przy czym nie podlegały one żadnemu nadzorowi, ponieważ inspekcja farmaceutyczna nie ma prawa skontrolowania placówki, jeśli nie ma w niej apteki lub działu farmacji szpitalnej. – Taki podmiot dokonywał zamówień na leki w aptekach na podstawie zapotrzebowań, przesuwał je do swojej hurtowni (zarejestrowanej na tym samym NIP), a następnie wywoził za granicę – tłumaczy prezes NRA.
W myśl nowych przepisów zapotrzebowania będą wystawiane tylko na miesiąc kuracji, a placówki lecznicze będą zobowiązane do przekazania informacji, że leki są przeznaczone dla konkretnych pacjentów. Dokumentacja dotycząca składanych zapotrzebowań będzie przechowywana przez 5 lat, a inspekcja farmaceutyczna będzie miała prawo je skontrolować. Dodatkowo będzie trzeba składać oświadczenia, że leki zostaną spożytkowane w celu udzielenia pacjentowi świadczeń oraz że asortyment nabyty na podstawie poprzednich zapotrzebowań został wykorzystany wyłącznie w ramach wykonywanej działalności leczniczej. Za złożenie fałszywego oświadczenia będzie grozić odpowiedzialność karna.
Zdaniem środowiska aptekarskiego zmiany to dobry krok w kierunku uszczelnienia systemu, ale potrzebne są kolejne. – W naszej ocenie zapotrzebowania nie powinny być wystawiane na leki objęte zakazem wywozu z Polski – mówi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska.
Kłopoty z adrenaliną
Jednak to, co ma być uszczelnieniem systemu, dla niektórych może być też utrudnieniem. Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego, wskazuje, że z praktycznego punktu widzenia nowe rozwiązania nie są korzystne dla małych podmiotów.
– My w POZ nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy będziemy na przykład mieli pacjenta, któremu trzeba będzie podać adrenalinę w wyniku wstrząsu anafilaktycznego. W ciągu miesiąca może się nie zdarzyć żaden pacjent, ale może też być ich kilku – zwraca uwagę. Dodaje, że są leki, które zawsze muszą być w każdej przychodni, choć rzadko są używane.\
– W POZ trudno sobie wyobrazić, żeby można było na miesiąc wystawić zapotrzebowanie, wiedzieć, że wszystko zostanie zużyte, i jeszcze podpisać się pod tym pod odpowiedzialnością karną – mówi Jacek Krajewski. – Samo rozwiązanie znajduje uzasadnienie, ale jak to zwykle bywa z uniwersalnymi koncepcjami, w pewnych przypadkach się nie sprawdzi – przekonuje. Jego zdaniem od nowych reguł powinny być odstępstwa – dla małych przychodni, do 5 tys. pacjentów albo przez określenie wysokości zakupu.
Zabawa w kotka i myszkę
Choć zdaniem ekspertów nowe przepisy mają swoje uzasadnienie, nikt nie ma złudzeń, że rozwiążą problem. – Rynek eksportu równoległego jest tak atrakcyjny finansowo, że działający na nim przedsiębiorcy zawsze znajdują jakąś lukę – uważa Katarzyna Czyżewska.
Zwraca jednak uwagę, że to tylko jedno z działań Ministerstwa Zdrowia, wpisujące się w cały pakiet rozwiązań wprowadzanych po to, by walczyć z nielegalnym wywozem leków. Niedawno rząd przyjął projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego, które m.in. zabrania prowadzenia przez jednego przedsiębiorcę kilku rodzajów działalności gospodarczej, w zakresie których może on nabywać produkty lecznicze. Planowane jest też objęcie leków systemem monitorowania przewozu towarów wrażliwych. Wprowadzany jest też Zintegrowany System Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi (ZSMOPL). Własny plan walki z mafią lekową ma też resort sprawiedliwości.

– Jest nadzieja, że to wszystko razem wzmocni ochronę rynku. Ale gdy w jednym miejscu uszczelnimy system, znajdzie się luka gdzie indziej – ocenia Katarzyna Czyżewska.