Szpitale i pacjenci nie wiedzą, jak postępować z medykamentami zakupionymi dzięki publicznym zbiórkom. Ma się to zmienić.
Ministerstwo Zdrowia powołało specjalny zespół, który ma rozstrzygnąć kwestię, czy pacjent ma prawo dostać leki z darowizny. Prace nad nowymi przepisami to efekt bałaganu z interpretacją obecnych. Co innego o podawaniu leków, które pacjenci otrzymują dzięki zbiórkom, mówi ministerstwo, co innego NFZ. O pilne rozwiązanie tej sprawy apelował rzecznik praw pacjenta.
Problem dotyczy przede wszystkim leczenia onkologicznego – wiele leków nie jest w Polsce refundowanych, a pacjenci zbierają pieniądze na ich zakup poprzez różne fundacje. Sprawa zaczęła się od historii, która wydarzyła się w styczniu w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Szpital zrezygnował z przyjmowania darowizn, bo uznał, że nie pozwalają mu na to przepisy. – Stanowiło to bezpośrednie zagrożenie dla kontynuacji terapii trójki naszych podopiecznych, którzy korzystali z pomocy centrum – mówi Wojciech Wiśniewski z Fundacji Alivia. W ciągu kilku dni 2 tys. osób podpisało petycję, domagając się zmiany prawa.
Reklama
Pod koniec stycznia resort zdrowia opublikował swoją interpretację przepisów, korzystną dla pacjentów: szpital nie ma zakazu umożliwiania pacjentom przyjmowania nierefundowanych leków kupionych ze środków pochodzących z darowizn. Interpretacja NFZ była już jednak inna: co prawda szpital może przyjmować leki, ale już podawanie ich nie może być rozliczane i finansowane w ramach środków publicznych.
Dostępność do leczenia onkologicznego / Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
Ponieważ nie ma pełnej jasności, czy szpital może podać leki, które pacjent otrzymał dzięki zbiórkom, Alivia wystąpiła do Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia z pytaniami o oficjalne stanowisko w sprawie rozliczenia podania leku zakupionego dzięki darowiźnie. Nie otrzymała odpowiedzi. Na pytanie DGP w tej sprawie odpowiedź otrzymaliśmy od resortu zdrowia, który odsyła do... NFZ. Jednocześnie – jak deklaruje Krzysztof Jakubiak, dyrektor biura prasy i promocji w MZ, aby pomóc chorym, którzy znaleźli inne finansowanie zakupu leku, wspólnie z Funduszem podejmie prace „nad szczegółowymi rozwiązaniami, aby w takich sytuacjach leki mogły być podawane pacjentom”.
Sprawą zainteresował się rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec, który napisał do MZ, apelując o jak najszybsze rozwiązanie sytuacji, ta bowiem z braku jednoznacznych norm prawnych przynosi szkodę pacjentom.
Z danych przytaczanych przez Fundację Alivia wynika, że polscy pacjenci onkologiczni mają ograniczony dostęp do najnowszego leczenia. Mowa jest w nich o niemożności korzystania lub ograniczeniu dostępu do 70 proc. leków zalecanych zgodnie z aktualną wiedzą medyczną.
Urzędnicy ministerstwa przyznają, że sprawa jest kłopotliwa. Z jednej strony resort nie chce utrudniać życia chorym, którzy na własną rękę musieli zbierać na leki. Z drugiej strony, istnieje obawa przed daniem zielonego światła np. na stosowanie lepszych soczewek, endoprotez etc., które pacjent mógłby kupić z własnej kieszeni.
Paradoksalnie dodatkową komplikację prawną stanowią nowe przepisy, dzięki którym nie tylko fundacje, ale również ministerstwo może sfinansować leki, które nie są na liście refundacyjnej. Robi to tylko w wyjątkowych okolicznościach, np. ratowania życia. Pacjenci mogą otrzymać leki w ramach tzw. ratunkowego dostępu do technologii lekowej (RDTL). Sęk w tym, że m.in. bydgoska placówka uznała, że to wyklucza przyjmowanie darowizn, bo w pierwszej kolejności musi wystąpić do MZ o sfinansowanie leków w ramach RDTL.
Również rzecznik praw pacjenta wskazuje, że wprowadzenie tego rozwiązania spowodowało utrudnienia, bo personel szpitali ma „wątpliwości w zakresie legalności i celowości podjęcia czynności podania produktu leczniczego pozyskanego we współdziałaniu z pacjentem”. Jego zdaniem MZ powinno jednoznacznie wskazać, że przedłożenie wniosku o dostęp do ratunkowych technologii medycznych nie wyklucza podania innych nierefundowanych produktów leczniczych w porozumieniu z pacjentem.