Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji kolejne rozporządzenie, które ma umożliwić bardziej elastyczne zarządzanie personelem w szpitalach. Poprzednie dwa projekty, pozwalające łączyć dyżury na różnych oddziałach, zostały skrytykowane nie tylko przez środowisko medyczne.
Reklama
Projekt w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, który wczoraj trafił do konsultacji, ma pozwolić szpitalom na swobodniejsze planowanie harmonogramu pracy. W grudniu resort zdrowia opublikował propozycje nowelizacji rozporządzeń w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej oraz świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego, które również mają ułatwić zarządzanie personelem medycznym.
Ministerialne pomysły budzą skrajne emocje. Zgodnie krytykują je lekarze, pielęgniarki i związki zawodowe. W środowisku powszechna jest opinia, że resort próbuje sobie w ten sposób radzić z wypowiadaniem przez lekarzy klauzuli opt-out. Podzieleni w ocenie są szefowie szpitali – jednych cieszy możliwość racjonalizacji zatrudnienia, inni nie wierzą, że lekarze zgodzą się pracować w takim trybie.
W zeszłym tygodniu podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia zdrowia Konstanty Radziwiłł tłumaczył, że zmiany te zmierzają do deregulacji – jego zdaniem to nie minister, a dyrektor, który jest najlepiej zorientowany w sytuacji szpitala, powinien decydować np. o zmniejszeniu obsady dyżurowej. Obecny kryzys związany z protestem lekarzy można w ocenie ministra potraktować jako okazję do wprowadzenia zmian, które dojrzewały już od jakiegoś czasu.

Reklama
Medycy zgodnie przeciw
Propozycje skrytykowały zarówno samorządy, jak i związki zawodowe. W ocenie Naczelnej Rady Lekarskiej rozwiązanie to doprowadzi do sytuacji, w których lekarz będzie zmuszany do pracy nie zawsze zgodnie ze swoimi umiejętnościami, a to jest nie do pogodzenia z Kodeksem Etyki Lekarskiej. – Jestem oburzony, że w ogóle takie pomysły mogą komuś przychodzić do głowy. To na pewno nie ma nic wspólnego z dobrem pacjenta i jakością opieki – twierdzi prezes NRL Maciej Hamankiewicz.
Jeszcze dalej poszedł Związek Zawodowy Anestezjologów, który zapowiedział, że po ewentualnym wejściu w życie tych rozwiązań wszystkie zdarzenia niepożądane, w szczególności zgony pacjentów związane z brakiem personelu, będzie podawał do publicznej wiadomości i zgłaszał organom ścigania.
O bezpieczeństwo pacjentów niepokoi się też Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. – Przy brakach kadrowych kolegów lekarzy obawiamy się, że takie działania doprowadzą do przekazania części zadań pielęgniarkom i położnym, które są i tak już przeciążone pracą – mówi szefowa NRPiP. Jej zdaniem trzeba zadać sobie pytanie, czy takie doraźne metody rozwiążą problemy pacjentów.
Podobne obawy ma OPZZ, które jako zagrażającą bezpieczeństwu pacjentów wskazuje m.in. propozycję określania przez dyrektora szpitala wymagań dotyczących lekarzy oraz ich czasu pracy w czasie dyżuru w poszczególnych komórkach. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy ocenia, że wydając te rozporządzenia minister zdrowia „otwiera szeroko drzwi dla nieodpowiedzialnych decyzji dyrektorów szpitali”.
Dyrektorzy mają wątpliwości
Jednak nie wszyscy szefowie placówek medycznych boją się zaproponowanych przez resort rozwiązań i związanej z nimi odpowiedzialności. Polska Federacja Szpitali uważa, że mogą one pomóc w rozwiązaniu problemów kadrowych, z którymi od dawna się borykają. W jej opinii duża część problemów kadrowych nie wynika z niedoboru lekarzy, ale ze sztywnego i nieoptymalnego modelu organizacji dyżurów narzucanego przez obecne przepisy.
Związek Szpitali Powiatowych dostrzega jednak problem. – Projekty stoją w sprzeczności z wymogami, jakie nakłada na nas NFZ, a tym samym realizacja świadczeń w oparciu o rozporządzenia naraża zarządzających szpitalami na niedotrzymanie zapisów umów wiążących je z funduszem – mówi Mariusz Wołosz, wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, dyrektor Szpitala nr 2 w Mysłowicach. I dodaje, że w rozporządzeniach nie uwzględniono również przepisów kodeksu pracy oraz konieczności zmiany warunków umów z personelem, które w takim przypadku zawsze wymagają zgody obu stron. – A wydaje mi się bardzo wątpliwe, żeby taka zgoda była – podkreśla Wołosz.
Podobne wątpliwości ma dyrektorka jednego z powiatowych szpitali w woj. opolskim. Jej zdaniem to będą martwe przepisy. Ocenia, że nikt z lekarzy nie zgodzi się na pełnienie dyżurów na kilku oddziałach. – Pacjenci są bardzo roszczeniowi, coraz częściej składają pozwy przeciw lekarzom, trudno oczekiwać, że ktoś będzie, w dodatku za te same pieniądze brał na siebie takie ryzyko – dodaje. I podaje przykład: kiedyś lekarz z pediatrii pełnił dyżur także na neonatologii. Obecnie nie byłoby to możliwe – również w związku z rozwojem medycyny. Na oddziale noworodkowym zdarzają się takie sytuacje, przy których powinien być tylko specjalista neonatolog.
– Obecnie to lekarz dyktuje warunki, bo jest niedobór kadr. Pójdzie do takiego szpitala, gdzie będzie miał lepsze warunki pracy. Łączenie dyżurów na pewno nie będzie atrakcyjną propozycją dla specjalistów – mówi dyrektorka szpitala i dodaje, że nie wróży wielkiego sukcesu propozycjom resortu.
Są jednak menedżerowie, którzy chcieliby pójść jeszcze dalej. Polska Federacja Szpitali proponuje np. wypracowanie standardów dyżurów niestacjonarnych, tzw. pod telefonem czy też w formie telemedycznej.
Na razie najnowsza propozycja resortu pozwoli szpitalom swobodniej kształtować grafiki. Jej autorzy powołują się na doświadczenia Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązuje system elastycznej i dostosowanej do potrzeb pacjentów organizacji opieki szpitalnej, a przeprowadzone w 2014 r. badania wskazują, że wiąże się to z obniżeniem wskaźników śmiertelności szpitalnej i zakażeń oraz kosztów funkcjonowania placówki (w tym przypadku o ok. 4,4 mln funtów rocznie).
Łączenie dyżurów nie będzie, zdaniem lekarzy, atrakcyjną propozycją dla specjalistów.