NIL sprawdziła 19 uczelni
W badaniu sprawdzono 19 uczelni, które podzielono na dwie kluczowe kategorie: uczelnie „stare” (9 placówek) i uczelnie „nowe” (10 placówek), czyli te które uzyskały uprawnienia do kształcenia na kierunku lekarskim po 2020 roku.
"Stare" uczelnie to:
- Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach
- Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
- Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu
- Uniwersytet Medyczny w Białymstoku
- Warszawski Uniwersytet Medyczny
- Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu
- Uniwersytet Medyczny w Łodzi
- Gdański Uniwersytet Medyczny
- Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie
- "Nowe" uczelnie:
- Uniwersytet Opolski
- Uniwersytet Rzeszowski
- Akademia Medycznych i Społecznych Nauk Stosowanych w Elblągu
- Uniwersytet Jana Długosza w Częstochowie
- Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach
- Uniwersytet Radomski im. Kazimierza Pułaskiego
- Uniwersytet w Siedlcach
- Politechnika Wrocławska
- Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
- Uniwersytet Warszawski
Łącznie na badanych uczelniach kształciło się 31 866 studentów, z czego zaledwie 14 proc. (4 576 osób) to studenci nowych placówek. Liderem pod względem liczebności pozostaje Śląski Uniwersytet Medyczny (4 595 studentów).
Progi punktowe i rekrutacja: Gdzie najtrudniej o indeks?
Jednym z elementów, które sprawdzano w raporcie były zasady przyjęć na studia stacjonarne. Wyniki wykazują znaczące różnice w wymaganiach stawianych kandydatom. "Stare" uczelnie utrzymują rygorystyczne wymagania. Aby móc otrzymać indeks tych uczelni, trzeba niemal wyłącznie zdawać maturę na poziomie rozszerzonym z biologii oraz chemii, fizyki lub matematyki (przelicznik zazwyczaj 1% = 1 pkt). W Gdańskim UM o przyjęcie mogą ubiegać się tylko ci, którzy zdobyli min. 50 proc. punktów z rekrutacji.
Uczelnie "nowe" często stosują bardziej liberalne przeliczniki. Na Uniwersytecie Rzeszowskim czy Radomskim stosuje się mnożniki (np. poziom rozszerzony x2), co - jak czytamy w raporcie - sztucznie podwyższa punktację rankingową. Niektóre nowe ośrodki (np. AMiSNS w Elblągu) przyznają dodatkowe punkty za posiadanie certyfikatu językowego lub ukończenie innych kierunków studiów.
Ważnym wskaźnikiem jakości kształcenia jest wielkość grup seminaryjnych i klinicznych. To od nich zależy, czy student ma bezpośredni kontakt z pacjentem i mentorem. W przypadku grup seminaryjnych w większości starych uczelni standardem są grupy 12-15 osobowe. W nowych ośrodkach, ze względu na mniejszą ogólną liczbę studentów (np. 65 osób na całym roczniku w Siedlcach czy na UW), grupy te bywają mniejsze, co teoretycznie sprzyja nauce, o ile uczelnia dysponuje odpowiednią kadrą, a ta - jak pokazuje dalsza część raportu - stanowi jedną z największych różnic. Z kolei w przypadku grup klinicznych raport wskazuje, że wyzwaniem dla nowych uczelni jest brak własnej bazy szpitalnej. Stare uniwersytety korzystają z potężnego zaplecza klinicznego, podczas gdy nowe ośrodki często opierają się na tzw. „obcej bazie dydaktycznej” (szpitale miejskie, powiatowe).
Kadra i dorobek naukowy
To tutaj zarysowuje się największa przepaść. "Stare" uczelnie zatrudniają łącznie 7238 pracowników naukowych i naukowo-dydaktycznych. W przypadku "nowych" jest to 1580 osób. Najwięcej pracowników zatrudnia Warszawski Uniwersytet Medyczny - 1215, podczas gdy Uniwersytet Jana Długosza w Częstochowie zaledwie 43.
W „starych” uczelniach w roku akademickim 2023/24 kształceniem studentów na kierunku lekarskim zajmowały się 922 osoby z tytułem profesora, 1061 osób z tytułem doktora habilitowanego i 3301 osób z tytułem doktora. W „nowych” uczelniach studentów na wymienionym wyżej kierunku kształciło 136 osób z tytułem profesora, 170 osób z tytułem doktora habilitowanego i 449 osób z tytułem doktora.
Badane uczelnie poinformowały, że w roku akademickim 2023/24 ich pracownicy opublikowali w czasopismach krajowych łącznie 5862 publikacje (w tym 5433, a więc blisko 93 proc., to publikacje pracowników „starych” uczelni). W przypadku czasopism zagranicznych liczby te wynoszą odpowiednio: 10512 i 1592.
W "starych uczelniach" średnio jeden pracownik opublikował 2,2 publikacji, a w przypadku "nowych" - 1,27.
W roku akademickim 2023/24 pracownicy badanych uczelni uzyskali łącznie 1606140 punktów MEiN i 64338 punktów IF. Ponad 94 proc. wszystkich punktów MEiN i blisko 93 proc. wszystkich punktów IF uzyskali pracownicy „starych” uczelni. Razem w "starych" uczelniach pracownicy otrzymali 1495154 punktów MEiN i 60366 punktów IF. w Przypadku "nowych" było to: 110986 MEiN i 3971,9 IF.
Daje to średnio na jednego pracownika:
- w "starych" - 206 punktów MEiN i 8,3 IF
- w "nowych" - 70 punktów MEiN i 2,5 IF
Zaplecze dydaktyczne
Różnice między uczelniami są również namacalne w momencie wejścia studentów do sal ćwiczeniowych. Raport NIL szczegółowo analizuje, na czym i gdzie uczą się przyszli lekarze. Uczelnie „stare” w niemal 100 proc. dysponują własnymi zakładami nauk podstawowych i prosektoriami. Dominują w nich preparaty naturalne (utrwalone zwłoki), co środowisko lekarskie uznaje za złoty standard kształcenia.
Z kolei nowe uczelnie częściej stawiają na pomoce wirtualne i syntetyczne. Raport sugeruje, że nie mogą one w pełni zastąpić pracy z tkanką ludzką.
Analogiczny problem występuje, gdy kształcenie przyszłych lekarzy przenosi się do szpitali. Kluczowym wskaźnikiem jest tutaj liczba łóżek szpitalnych dostępnych dla celów dydaktycznych. "Stare" uczelnie korzystają z własnej bazy w postaci Szpitali Klinicznych, nad którymi mają pełną kontrolę. Pozwala to na ścisłe dopasowanie harmonogramu leczenia do programu studiów. "Nowe" uczelnie zawierają umowy ze szpitalami wojewódzkimi, miejskimi, a nawet powiatowymi.
Podsumowanie i wnioski
Podsumowując wyniki, autorzy raportu piszą, że polska medycyna znajduje się w fazie gwałtownej ekspansji ilościowej, która nie zawsze idzie w parze z jakością. Podczas gdy stare uniwersytety walczą z „przeładowaniem” roczników, nowe uczelnie budują swoją markę od zera, często mierząc się z brakami w infrastrukturze i kadrze.
Różnorodność podejść jest faktem, ale kluczowe pozostaje utrzymanie jednolitych standardów nauczania, aby dyplom lekarza z Siedlec czy Elbląga miał taką samą wartość merytoryczną, jak ten z Warszawy czy Krakowa.