Dla jednych to tylko „drobny incydent” w relacjach – ktoś nie przyszedł na urodziny, trudno. Dla innych to jasny komunikat: moje plany, moje emocje, mój czas są mniej ważne niż cudza wygoda. A gdzieś pomiędzy tymi historiami rodzi się nowe zjawisko: pokolenie niesłownych, które coraz częściej odwołuje, znika, nie przyjeżdża na spotkania. I choć mamy prawo do zmęczenia, granic i dbania o siebie, pytanie staje się coraz bardziej niewygodne: w którym momencie self-care zamienia się w zwykły egoizm?

Miała być impreza na 40 osób, przyszło 7. Skąd wziął się ten polski flaking?

Scenariusz jest podobny w Warszawie, Londynie i Berlinie: duże urodziny, wynajęty lokal, długa lista gości, dziesiątki potwierdzeń. W dniu imprezy pojawia się garstka osób, a organizator zostaje z rachunkiem i poczuciem upokorzenia. Brytyjskie media opisują takie historie jako codzienność „generation flake” – generacji, która notorycznie rezygnuje z planów w ostatniej chwili i usprawiedliwia to troską o swoje samopoczucie.

Podobne relacje płyną z Australii, Kanady i Wielkiej Brytanii. Ludzie mówią o tym, że „normalne stało się, że połowa planów się nie wydarza”, a odwoływanie spotkań tłumaczy się zmęczeniem, brakiem nastroju czy „gorszym dniem”. Coraz częściej pojawia się też przekonanie: „nikomu nic nie jesteśmy winni” – nawet wtedy, gdy wisi nad nami czyjeś ślubne menu albo tort zamówiony na 30 osób.

W Polsce zjawisko nie ma jeszcze oficjalnej etykietki, ale każdy zna kogoś, kto:

  • potwierdza obecność na wydarzeniu, po czym „zapomina” przyjść,
  • odpisuje: „przepraszam, nie dam rady” godzinę przed spotkaniem,
  • znika z czatu i udaje, że nic nie obiecywał.

To właśnie pokolenie niesłownych – ludzi przeciążonych, o rozproszonej uwadze, przyzwyczajonych do tego, że jednym SMS-em można wymazać zobowiązania i cudze oczekiwania.

Flaking rośnie najszybciej wśród młodych. Co mówią najnowsze badania?

Choć słowo „flaking” brzmi jak mem, liczby robią się coraz poważniejsze. Z analizy przeprowadzonej w Wielkiej Brytanii wynika, że ponad połowa dorosłych (51 proc.) przyznaje się do odwoływania wcześniej umówionych planów, a jeszcze więcej osób uważa, że to im częściej ktoś „robi wirtualnego unik”.

W badaniu różnic międzypokoleniowych to właśnie młodsi – osoby w wieku 18–34 lat – najczęściej mówią, że doświadczają flakingu ze strony innych. Deklarują też większe zmęczenie, presję ekonomiczną i problemy z zachowaniem równowagi między pracą a życiem prywatnym.

Inne sondaże pokazują, że:

  • przeciętny dorosły bywa nieobecny nawet na blisko połowie wydarzeń, na które został zaproszony,
  • najczęstsze wymówki to „jestem za bardzo zmęczony”, „źle się czuję”,
  • jedna na siedem osób przyznaje, że tak naprawdę… woli zostać w domu i oglądać serial.

Psychologowie zwracają uwagę, że odwoływanie planów samo w sobie nie jest patologią. Problem zaczyna się tam, gdzie staje się ono nałogowe i bezrefleksyjne – gdy druga osoba dowiaduje się o zmianie planów w ostatniej chwili, a powód jest naciągany albo nieprawdziwy.

Self-care czy wygodny egoizm? Gdzie naprawdę leży granica polskiego flakingu

Po pandemii pojęcia takie jak self-care, granice i dbanie o zdrowie psychiczne zrobiły zawrotną karierę. W mediach społecznościowych królują nagrania o „bed-rottingu” (leżeniu w łóżku cały weekend), odwoływaniu planów „dla dobra własnej psychiki” czy celebrowaniu życia w pojedynkę.

Sama idea troski o siebie jest potrzebna – zwłaszcza w świecie, w którym:

  • pracujemy w trybie „zawsze online”,
  • inflacja zjada wypłaty, a każde wyjście do miasta kosztuje jak mała wycieczka,
  • wiele osób żyje na umowach śmieciowych albo w ciągłym lęku o pracę.

Problem w tym, że język terapeutyczny został spłycony do poziomu memów. Zamiast „nie dam rady, bo jestem przemęczony i potrzebuję odpoczynku”, częściej słyszymy: „dbam o swoje granice” – i koniec dyskusji. Używamy poważnych pojęć jako parasola, który ma przykryć wszystko: od realnego kryzysu psychicznego (np. depresji, wypalenia zawodowego) po zwykłą niechęć do wyjścia z domu w deszczu.

Psychologowie podkreślają, że w zdrowej relacji granice są dwustronne. Ja mogę odwołać, gdy nie mam zasobów – ale druga strona ma prawo być zawiedziona. To nie znaczy, że jest „toksyczna” – znaczy, że jest człowiekiem, który liczył, że na mnie można liczyć.

Flaking niszczy relacje szybciej, niż myślimy. Dlaczego prowadzi do samotności?

To, że ludzie odwołują plany, nie jest nowe. Nowe jest to, że robimy to częściej, robimy to później (tuż przed spotkaniem), robimy to "lżej", traktując zobowiązania jak „propozycje, które można w każdej chwili cofnąć”. Badania z Michigan State University pokazują, że najgorsze nie jest samo odwołanie, ale kłamstwo na temat powodu. Ludzie znacznie lepiej reagują na szczerą, choć niewygodną informację, niż na wymówki, które brzmią jak ściągnięte z generatora SMS-ów.

Osoby, którym często odwołuje się plany, raportują:

  • poczucie odrzucenia („nie jestem dla nich ważny”),
  • spadek zaufania („nie planuję już nic z wyprzedzeniem, bo to nie ma sensu”),
  • wycofanie („przestaję zapraszać kogokolwiek, bo boję się kolejnego zawodu”).

Równolegle rośnie samotność młodych. Z badań nad dobrostanem pokolenia Z wynika, że młodzi dorośli deklarują niższy poziom szczęścia niż osoby w średnim wieku, mimo że częściej żyją w miastach, mają dostęp do rozrywki i kontaktu online. Prof. Jamil Zaki - psycholog z Uniwersytetu Stanforda - zwraca uwagę na paradoks: młodzi pragną bliskości, ale nie doceniają, jak bardzo inni też jej potrzebują – i przez to rzadziej podejmują wysiłek, by naprawdę się spotkać. Innymi słowy: wszyscy tęsknimy za ludźmi, ale nikt nie ma siły do nich wyjść.

Dlaczego tak łatwo odwołujemy plany? Psychologia flakingu u pokolenia niesłownych

Nie ma jednego powodu, dla którego młodzi masowo mówią „nie dam rady” w dzień spotkania. Z badań i relacji wyłania się raczej cały pakiet czynników:

  • Przeciążenie pracą i nauką – rozmyte granice między pracą a domem, nadgodziny, dojazdy, praca hybrydowa, która de facto oznacza bycie „pod telefonem” cały czas.
  • Koszty życia – każde wyjście, nawet „na chill”, oznacza bilet, dojazd, jedzenie lub prezent. W czasach wysokiej inflacji to dla wielu po prostu za dużo.
  • Lęk społeczny po pandemii – część osób wciąż czuje się niepewnie w większych grupach, szybciej się męczy hałasem i bodźcami.
  • Przyzwyczajenie do natychmiastowej gratyfikacji – jeśli coś przestaje „brzmieć fajnie”, kuszące jest anulowanie tego jednym kliknięciem.
  • Przeszacowanie własnych sił – na etapie planowania czujemy się superludźmi, w dniu wydarzenia okazuje się, że nie mamy siły wyjść z domu.

Psychologia przyjaźni zwraca uwagę na jeszcze jeden element: flaking często jest sygnałem, że coś próbujemy przed sobą ukryć. Może przepracowujemy się, może relacja już nas nie cieszy, może czujemy się w danej grupie nieswojo, ale nie umiemy o tym powiedzieć wprost – więc „rozwiązujemy problem” znikając.

Jak odwoływać plany, żeby nie zranić? Tak radzą naukowcy

Dobra wiadomość jest taka, że naukowcy przyjrzeli się nie tylko temu dlaczego odwołujemy plany, ale też jak można to robić przyzwoiciej. W badaniu „How to Cancel Plans With Friends” badacze zapytali ludzi, jakie powody i sposoby odwołania są dla nich akceptowalne, a jakie zostawiają po sobie niesmak.

Wynik jest dość prosty – choć nieco bolesny dla naszego ego. Sama rezygnacja z planu jest normalna i bywa zrozumiała, ale kluczowe jest kiedy i jak to robimy. Najgorzej odbierane są kłamstwa i wymówki, które brzmią jak kopiuj-wklej, lepiej znieść szczerą wiadomość, niż czuć, że ktoś nas zbywa.

W praktyce wygląda to tak. Zamiast kolejnego „sorry, padam po pracy” wysłanego 15 minut przed spotkaniem, można napisać wcześniej coś w stylu:

Ten tydzień trochę mnie przerósł i widzę, że nie dam rady w piątek, choć naprawdę bardzo mi zależało. Czy możemy umówić się na spokojniejszy termin w styczniu?

To oczywiście też jest odwołanie, ale: przyznaję się do własnej winy, zostawiam drugiej osobie przestrzeń na decyzję, proponuję konkretny sposób naprawienia sytuacji. Naukowcy podkreślają, że szczerość plus wyprzedzenie to dwa elementy, które najbardziej łagodzą negatywne emocje po drugiej stronie.

Jak przetrwać w świecie niesłownych? Psychologowie podpowiadają

Nie mamy wpływu na to, czy ktoś odwoła nasze urodziny godzinę przed rozpoczęciem. Mamy za to wpływ na to, jak zareagujemy i jakie wnioski z tego wyciągniemy. Psychologowie i trenerzy relacji sugerują kilka kierunków:

Po pierwsze – nazwij problem. Nie zamiataj pod dywan, że „nic się nie stało”, jeśli właśnie przepaliłaś trzy pensje na wynajem sali. Krótkie: „Było mi bardzo przykro, że nie przyszłaś, bo liczyłam na ciebie” może być niewygodne, ale jest uczciwe.

Po drugie – spójrz na wzór, nie na pojedynczy epizod. Każdemu zdarzy się nie dojechać. Jeśli jednak ktoś robi to ciągle, to nie przypadek, tylko styl funkcjonowania.

Po trzecie – zadbaj o siebie i swoje granice. Możesz np. przestać zapraszać osoby, które permanentnie cię zawodzą, zmniejszyć skalę wydarzeń, zapraszać mniej osób, ale bardziej sprawdzonych i komunikować wprost: „jeśli nie będziesz mógł przyjść, daj proszę znać dzień wcześniej”.

Po czwarte – zaproś do rozmowy. Czasem okaże się, że za czyimś flakingiem stoi lęk społeczny, depresja, sytuacja finansowa. Wtedy mówimy nie o egoizmie, ale o kimś, kto naprawdę potrzebuje pomocy.