Ministerstwo Infrastruktury znajdzie dodatkowe 200 mln zł na dokończenie autostrady A1 po tym, jak z placu budowy wyrzucono firmę Salini. Drogowcy twierdzą, że zrywanie umów nie grozi utratą środków z UE.
Powstająca w bólach autostrada A1 jeszcze w wakacje ma się wydłużyć o 37 km. Na przełomie lipca i sierpnia drogowcy chcą otworzyć trzy odcinki na Śląsku – od Pyrzowic, gdzie teraz kończy się fragment A1 prowadzący od strony Czech, do węzła Częstochowa Południe. Ale w drodze z północy Polski na Górny Śląsk nadal postoimy w korkach w samej Częstochowie. Po wyrzuceniu pod koniec kwietnia z placu robót włoskiej firmy Salini znacznie opóźni się bowiem budowa 21-kilometrowego fragmentu A1, który ma dopełnić obwodnicę tego miasta.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad uznała, że w przyśpieszonym trybie – negocjacji bez ogłoszenia – sprawnie wybierze nowego wykonawcę. Cel: osiągnięcie jeszcze przed zimą przejezdności odcinka. Ale pojawił się nowy problem. Najtańsza oferta (434 mln zł brutto), którą złożyło konsorcjum firm Strabag, Budimex i Budpol, była prawie dwa razy droższa od kosztorysu. Wiceminister infrastruktury Rafał Weber w rozmowie z DGP zapowiedział jednak, że resort znajdzie dodatkowe środki. Uważa, że nie ma gwarancji, iż w kolejnym przetargu byłoby taniej. Zastępca szefa GDDKiA Jacek Gryga liczy, że ostateczna decyzja o przyznaniu pieniędzy zapadnie w pierwszych dniach lipca. – Wciąż jest realne, że tym odcinkiem A1 pojedziemy przed zimą – mówi.