Miasta będą miały wolną rękę przy tworzeniu stref czystego transportu, ale nie będą już mogły pobierać i regulować stawek dla najstarszych pojazdów, które poruszałyby się po wyłączonych dzielnicach. To kontrowersyjne zmiany wprowadzone przez resort energii w projekcie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych w trakcie prac w Sejmie. Wczoraj zaakceptowała je Senacka Komisja Gospodarki Narodowej i Innowacyjności.
Mowa o regulacjach zawartych w projekcie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, które zakładały, że właściciele starych aut musieliby płacić za wjazd do stref (maksymalnie 30 zł dziennie). O wysokości stawki, ewentualnych wyjątkach, granicach strefy, a także o tym, czy w ogóle by ona powstała, decydowałaby uchwałą rada gminy. Jednak z propozycji tych po miesiącach konsultacji wycofał się resort energii.
– Wzbudziły one wiele kontrowersji i zarzutów o nakładanie kolejnych podatków – zwraca uwagę Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego.
Reklama
Wtóruje mu Konrad Marczyński z Warszawskiego Alarmu Smogowego. Przekonuje, że rządzący mogli się wystraszyć konsekwencji wykluczenia wielu mieszkańców, których nie stać na nowy bądź drogi elektryczny samochód.
Wbrew oczekiwaniom ten temat nie został poruszony podczas wczorajszego posiedzenia senackiej komisji gospodarki narodowej i innowacyjności. Nie rozpatrzyła ona też innych zmian, o które postulowali aktywiści. Jedna z nich dotyczy zwolnienia z opłat, które miałoby przysługiwać mieszkańcom strefy. Jak przekonuje Marczyński, regulacja ta budzi wiele zastrzeżeń.

Reklama
Chodzi o art. 39 ust. 3 pkt 1 lit. e projektowanej ustawy. Wynika z niego, że z ograniczenia wjazdu do strefy czystego transportu zwolnione są pojazdy o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t, których właścicielami, posiadaczami lub użytkownikami są mieszkańcy strefy czystego transportu. Jak przekonuje resort, regulacja ta jest niezbędna, by nie narazić mieszkańców strefy na nagłe obciążenie nowymi opłatami. Byłoby to dyskryminujące dla tych, których nie stać na nowy pojazd o ekologicznym napędzie.
Ale w ocenie Marczyńskiego tak sformułowany zapis otwiera furtkę dla nieuczciwych praktyk. – Można sobie wyobrazić sytuację, gdy ktoś rejestruje firmę taksówkarską w lokalu na terenie strefy i korzysta ze zwolnienia przysługującego mieszkańcom, tylko że zamiast jednego pojazdu obowiązuje ono całą flotę aut – mówi.
Podobne obawy ma Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego. Przekonuje, że pozostawienie obecnych zapisów może spowodować masowy proceder użyczania pojazdów osobom zameldowanym w obszarze strefy. Dlatego uważa, że należy usunąć zapis o użytkowaniu pojazdu. – Może on spowodować, że strefy będą obowiązywały wyłącznie w teorii. Dojdziemy do sytuacji jak w Krakowie, gdzie na jeden lokal w centrum miasta zarejestrowanych bywa nawet kilkanaście aut – mówi Guła.
Co o zmianach myślą samorządowcy? Są wstrzemięźliwi w ocenach. Mówią, że na razie nie planują rewolucji na swoim terenie. Nieoficjalnie dodają, że przy tak szybkim trybie procedowania ustawy i wielu zmianach nie wiedzą, czego tak naprawdę mogą się spodziewać. Czekają więc, aż przepisy wejdą w życie.
Ministerstwo Energii zapowiedziało wczoraj podczas posiedzenia komisji, że celem resortu jest, by gotowa ustawa o elektromobilności trafiła na biurko prezydenta już z końcem stycznia. Przedstawiciele resortu dodali też, że wiele szczegółowych regulacji zostanie doprecyzowanych w kolejnych zapowiadanych ustawach, m.in. o Funduszu Niskoemisyjnego Transportu.
Etap legislacyjny
Prace w Senacie