– To ok. 10 proc. wydatków Warszawy na komunikację miejską. Nie jest to duży koszt jak na rozwiązanie takiego problemu – mówi dr hab. Michał Wolański, prof. SGH i współautor raportu „Koncepcja zintegrowanego systemu ulg w środkach publicznego transportu zbiorowego” Instytutu Rozwoju Miast i Regionów (IRMiR).

Różne ulgi w komunikacji miejskiej i transporcie regionalnym

W komunikacji miejskiej funkcjonują dwie ulgi ustawowe: 50 proc. i 100 proc., ale w ich przypadku organizatorzy transportu nie otrzymują refundacji. Z kolei w transporcie regionalnym ulg jest zdecydowanie więcej (od 33 do 100 proc.) i obowiązuje system refundacyjny.

„Stwarza on pole do nadużyć polegających na ustalaniu bardzo wysokich cen biletów pełnopłatnych, stanowiących podstawę do obliczenia ceny biletów uczniowskich, które następnie wykupywane są przez gminy w celu spełnienia obowiązku dowozu do szkół. Od tych biletów przewoźnicy/operatorzy otrzymują refundację z budżetu państwa – do poziomu relatywnie wysokich cen biletów pełnopłatnych” – czytamy w raporcie.

Na konieczność ujednolicenia zasad w ostatnim czasie zwracały uwagę samorządy. W ubiegłym roku Unia Metropolii Polskich (UMP) skierowała do resortu infrastruktury propozycję reformy. W podobnym kierunku idą postulaty IRMiR.

Chodzi przede wszystkim o przyjęcie jednej ustawy o ulgach i ich ujednolicenie. Pierwszy scenariusz zakłada zachowanie jedynie ulg 50 proc. i 100 proc. Drugi zmniejszenie liczby ulg w przewozach regionalnych (patrz: infografika). Autorzy opowiadają się za pierwszym wariantem, który kosztowałby budżet państwa minimum 229 mln zł rocznie – to wzrost kwoty refundacji o 13 proc. względem obecnych wydatków.

Skomplikowany system ulg zniechęca, z jednej strony mieszkańców do korzystania z transportu publicznego, a z drugiej organizatorów do oferowania biletów zintegrowanych. Jeżeli bilet obowiązuje w autobusie i w pociągu, to nie wiemy, jaką ulgę zastosować – podkreśla dr hab. Michał Wolański. Dodaje, że ten problem widać na przykładzie aglomeracji trójmiejskiej. Szybka Kolej Miejska (SKM) nie jest objęta biletami komunikacji miejskiej, ponieważ wtedy nie przysługiwałaby refundacja za ulgi. – Gdyby dopłaty były w formie ryczałtu, komunikację można byłoby zintegrować – dodaje ekspert.

Jak refundować bilety ulgowe

Dlatego też autorzy raportu proponują cztery alternatywne scenariusze finansowania ulg ustawowych. W najbardziej konserwatywnym utrzymana byłaby refundacja sprzedaży biletów ulgowych, ale system byłby usprawniony dzięki ujednoliceniu katalogu ulg i scyfryzowaniu dokumentów przewozowych uprawniających do nich. W drugim stawka refundacji byłaby ryczałtowa w podziale na jednostki samorządu terytorialnego (podobnie jak w propozycji Unii Metropolii Polskich – dopłata z budżetu państwa do wozokilometra lub pociągokilometra). W trzecim miałby powstać zupełnie nowy system i zintegrowani organizatorzy publicznego transportu zbiorowego w regionach, a ryczałt byłby dzielony według liczby mieszkańców i powierzchni obsługiwanego obszaru. W ostatnim, hybrydowym modelu – część ulg refundowana byłaby dopłatami do biletów, a część w formie ryczałtu. Eksperci postulują pilotażowe zastosowanie drugiego modelu.

Według IRMiR w nowym systemie należałoby dążyć do ograniczenia katalogu uprawnionych do ulg. Polem do redukcji mogłyby być ulgi zawodowe czy przywileje historyczne. Kluczowe jest natomiast utrzymanie ulg dla uczniów i studentów, które z jednej strony są największym obciążeniem, jeśli chodzi o refundację, ale z drugiej – są to najliczniejsze grupy pasażerów.

„Ujednolicenie ulg ustawowych uprości zakup biletów, co zwiększy atrakcyjność transportu zbiorowego, doprowadzi do równiejszego traktowania obywateli oraz ułatwi integrację taryfową” – podkreślają autorzy raportu. ©℗

Propozycja uproszczenia ulg
ikona lupy />
Propozycja uproszczenia ulg / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe