Warszawa wycofuje się z deklaracji złożonej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Prezydent stolicy niespełna miesiąc temu oznajmiła, że ratusz wstrzymuje zwroty nieruchomości. Te wystartować miały dopiero po uchwaleniu dużej ustawy reprywatyzacyjnej.
Ta decyzja jednak nie wytrzymała fali krytyki, stąd ratusz ją zmienił. – W przypadku spraw bezspornych, gdzie nie istnieją obawy co do legalności decyzji zwrotowych, nieruchomości muszą być wydawane – mówi DGP Witold Pahl, wiceprezydent Warszawy. Podkreśla, że wymaga tego obowiązujące prawo.
Reklama
Już we wtorek władzom miasta mają zostać przedstawione akta spraw nieruchomości zaplanowanych do wydania, które w związku informacjami publicznymi i przeprowadzonym audytem wymagały dodatkowego sprawdzenia. – Może to stanowić impuls do uruchomienia procedur zwrotowych w sprawach niebudzących wątpliwości – dodaje Pahl.

Reklama
Miasto deklaruje także, że jest już gotowe do przystępowania do umów w sprawie ustanowienia użytkowania wieczystego. – W czwartek zatwierdziłem pełnomocnictwa do przedstawienia tych spraw radzie miasta. Będziemy starać się podchodzić do aktów notarialnych bez zbędnej zwłoki – deklaruje wiceprezydent stolicy.
Warszawa ma też ruszyć z rozpoznawaniem nowych wniosków dekretowych. – Kolejne sprawy będą prowadzone. Wdrażać będziemy również w życie przepisy małej ustawy reprywatyzacyjnej wchodzącej w życie 17 września, która umożliwia odmowę zwrotu w przypadku nieruchomości przeznaczonych na cel publiczny. Chodzi m.in. o placówki oświatowo-wychowawcze, parki, grunty przeznaczone dla administracji rządowej – wylicza wiceprezydent.
Mała ustawa reprywatyzacyjna ma też rozwiązać problem tzw. śpiochów, czyli złożonych przed 70 laty wniosków dekretowych, które z jednej strony blokują wykup mieszkań lub inne inwestycje na nieruchomościach, a z drugiej budzą obawy wśród mieszkańców przed nagłym pojawianiem się spadkobierców wnioskodawców chcących odzyskać nieruchomość.
W ocenie prawników regulacje umożliwiające wygaszanie takich roszczeń są wadliwe. – Warto podkreślić, że większość takich roszczeń pochodzi od spadkobierców dawnych właścicieli pochodzenia żydowskiego, którzy to spadkobiercy po wojnie z powodów politycznych lub społecznych wyjechali z kraju – wyjaśnia Krzysztof Wiktor, radca prawny, partner współodpowiedzialny za praktykę reprywatyzacyjną w kancelarii Wardyński i Wspólnicy.
Przypomina, że wygaszanie takich roszczeń na mocy nowej ustawy jest niezwykle wątpliwe, ponieważ nastąpi automatycznie po upływie 6 miesięcy od ogłoszenia wezwania m. st. Warszawy do zgłoszenia się spadkobierców (publikowanego wyłącznie w języku polskim w Polsce).
– Tacy potencjalni spadkobiercy po zgłoszeniu się mieliby trzy miesiące na udowodnienie swych praw do nieruchomości. Jest to jednak iluzoryczne rozwiązanie, gdyż przeprowadzenie dziś postępowań spadkowych po dawnych właścicielach pochodzenia żydowskiego jest w wielu przypadkach praktycznie niemożliwe, ponieważ konieczne do uzyskania dokumentu zostały zniszczone w czasie wojny – akcentuje mec. Wiktor.