Dziś Sejm rozpatrzy sprawozdanie sejmowej komisji gospodarki i rozwoju w sprawie nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych. Jedną z głównych zmian jest wprowadzenie oczekiwanej przez lokalne władze tzw. zasady in house w gospodarce odpadami. Chodzi o to, by gmina, która ma własną spółkę komunalną, mogła bez przetargu zlecić jej odbieranie śmieci od mieszkańców.

Nieoczekiwana wrzutka

Jednak radość samorządów z tego, że udało im się wylobbować korzystne dla nich zmiany, była najwyraźniej przedwczesna. Na wczorajszym posiedzeniu sejmowej komisji posłowie przyjęli poprawki senackie, które w opinii samorządów i sejmowej opozycji mogą wywrócić cały system odpadowy do góry nogami. – Taka nieprzemyślana wrzutka ze strony Senatu pod koniec prac nad ustawą powoduje, że dziś nie wiemy, jakie będą realne skutki tej ustawy – ostrzega posłanka PO Małgorzata Maria Janyska.

W czym tkwi problem? Poprawki senackie zakładają de facto rozdzielenie systemu gospodarki odpadowej na dwa równoległe systemy. Jeden będzie dotyczyć nieruchomości zamieszkanych. Tam gminy będą mogły rzeczywiście zastosować zasadę in house. Drugi będzie dotyczył nieruchomości niezamieszkanych, czyli np. siedzib firm czy domków rekreacyjnych. Przyjęta na komisji poprawka zakłada, że jeśli gmina zdecyduje się odbierać śmieci z takich obiektów, przetarg będzie już konieczny.

Plusy i minusy in-house

Plusy i minusy in-house

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Firmy śmieciowe się cieszą. – Przynajmniej częściowo zachowamy wolną konkurencję na tym rynku – mówi nam przedstawiciel jednego z takich przedsiębiorstw.

Podejrzenie o lobbing

Samorządowcy są za to zbulwersowani takim obrotem spraw. – To bardzo niedobra poprawka. W ramach naszego zadania tworzy się jeden obszar, który nie będzie objęty zasadą in house. A to nie przyczyni się do realizacji celów, które musimy osiągnąć w gospodarce komunalnej – komentuje prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza, jeden z największych orędowników zasady in house. – Poprzedni rząd wyłączył wszystkie obszary spod tej zasady, a obecny rząd robi to fragmentarycznie, wycofując się tym samym z wcześniejszych deklaracji, że zasadę in house wprowadzi w całości – dodaje prezydent Inowrocławia.

Jego zdaniem poprawka tego typu na tym etapie prac legislacyjnych może świadczyć o tym, że jest to efekt udanego lobbingu prawdopodobnie „jednej z wpływowych firm śmieciowych”.

Jeszcze więcej wątpliwości mają władze Warszawy. W piśmie skierowanym do przewodniczącego sejmowej komisji gospodarki i rozwoju Jerzego Meysztowicza (Nowoczesna) samorząd, działając w imieniu największych miast zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich, prosił o odrzucenie budzącej kontrowersje poprawki. „W przypadku, gdy dana gmina podejmie decyzję o organizacji przetargu dla nieruchomości, na których nie zamieszkują mieszkańcy, a w pozostałym zakresie udzieli zamówienia publicznego w innym, dopuszczalnym trybie, na jej obszarze będą funkcjonować dwa niezależne systemy odbioru odpadów komunalnych, obsługiwane przez de facto konkurujące ze sobą podmioty, co doprowadzić może do nieprawidłowego sposobu wykonywania zawartych umów przez każdy z tych podmiotów” – przestrzegają władze stolicy.

Zdaniem samorządu, sytuacja będzie skutkować tym, że w przypadku niektórych nieruchomości, np. mieszanych (które w części stanowią nieruchomość zamieszkaną, a w części niezamieszkaną, ale na której powstają odpady komunalne – w Warszawie to ok. 1/3 wszystkich nieruchomości), trzeba będzie podstawić dodatkowe pojemniki na odpady opróżniane przez inne śmieciarki. Taka organizacja systemu spowoduje wzrost kosztów jego funkcjonowania, co mieszkańcy odczują w swoich portfelach. W grę wchodzi bowiem nie tylko większa liczba pojemników, ale i częstsze przejazdy pojazdów odbierających odpady. Zdaniem Warszawy, to wszystko w konsekwencji „przełożyć się może na wzrost opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi, z których pokrywane są koszty funkcjonowania systemu gospodarki odpadami”.

Będą podrzucać śmieci

Zdaniem samorządów nasilić się może także zjawisko podrzucania śmieci przez właścicieli nieruchomości niezamieszkanych do pojemników przypisanych do mieszkańców kamienic czy bloków. A wszystko po to, by zaniżyć wartość ilości wytwarzanych odpadów. „Skutkiem tego będzie nie tylko brak przychodu po stronie gminy (z uwagi na brak obowiązku wnoszenia opłaty przez firmę), ale równocześnie konieczność pokrycia kosztów zagospodarowania większej ilości odpadów, co w konsekwencji prowadzić może do obciążenia tymi kosztami właścicieli nieruchomości, na których zamieszkują mieszkańcy, jako jedynych płatników opłaty” – przestrzega warszawski samorząd.

Na pytanie, dlaczego PiS przyjął na ostatniej prostej tak kontrowersyjną poprawkę, wiceprzewodniczący sejmowej komisji gospodarki i rozwoju Wojciech Zubowski (PiS) odpowiada wymijająco. – My głosowaliśmy za przyjęciem tej poprawki, lecz nie jest powiedziane, że jest to jednoznaczne z tym, że zostanie ona przegłosowana na posiedzeniu plenarnym Sejmu – stwierdza w rozmowie z nami poseł.