Agata Dąmbksa i Gołembiewski konfrontują swoje spostrzeżenia na temat ewentualnej reformy samorządów.



Czy należy zmienić trójstopniowy podział administracyjny, likwidując gminy albo powiaty?
Eugeniusz Gołembiewski
Reklama
NIE
Eugeniusz Gołembiewski burmistrz Kowala, wiceprezes Unii Miasteczek Polskich / Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
Wywołałoby to wielki konflikt polityczny w całej Polsce. Wyobrażam sobie jednak istnienie tylko samych samorządowych gmin, jak to było do 1998 r. Decyzje w tych sprawach zawsze powinni podejmować mieszkańcy, co gwarantuje im Europejska Karta Samorządu Lokalnego ratyfikowana przez Polskę w 1994 r. Jako człowiek polskiej prowincji nie jestem zwolennikiem kolejnej reformy administracyjnej. Ta z 1998 r. spowodowała kryzys wielu ośrodków rozwoju lokalnego. Straciły nie tylko swój prestiż, ale także miejsca pracy, które przemieściły się do jednostek wyższych szczebli. Pamiętam, że we Włocławku przed reformą w instytucjach, które miały w nazwie „wojewódzka”, pracowało 5 tys. osób, a zostało co najwyżej 20–30 proc.
Agata Dąmbska
TAK
Agata Dąmbska Forum Od Nowa / Dziennik Gazeta Prawna
Docelowo duże gminy powinny przejąć zadania powiatów, prowadząc do powstania dwuszczeblowego podziału terytorialnego. Złożyłyby się na niego właśnie te duże gminy (odpowiedzialne przede wszystkim za pomoc społeczną, edukację, zagospodarowanie przestrzenne) oraz województwa (mające w swej gestii transport, szpitale i prowadzenie polityki regionalnej). Obecnie zadania porozrzucane są w sposób asystemowy pomiędzy wszystkimi szczeblami samorządu, co skutkuje brakiem końcowego odpowiedzialnego za realizację danej usługi publicznej. Samo postulowane przez wiele środowisk zlikwidowanie powiatów sprawi, że małe jednostki nie udźwigną ich obowiązków.
Czy gminy powinny się łączyć w większe i przez to silniejsze jednostki (np. przy ustaleniu minimalnej liczby mieszkańców)?
Eugeniusz Gołembiewski: NIE
Istnienie małych gmin ma sens, o ile są one w stanie nie tylko trwać, ale także kreować rozwój. W moim 3,5-tysięcznym Kowalu w 100 proc. rozwiązaliśmy problemy gospodarki wodno-ściekowej, mamy miejsca w przedszkolu dla wszystkich dzieci, 99 proc. mieszkańców ma asfaltową bądź betonową drogę koło swojego domu, zimą odśnieżamy chodniki przed wszystkimi domami, a nasza zieleń w przestrzeni publicznej była dwukrotnie pokazywana w TVN w programie „Maja w ogrodzie” jako wzorzec. W kolejnych wyborach samorządowych w Kowalu uczestniczy 60–70 proc. wyborców, o wiele więcej niż we wszystkich innych wyborach. Ponadto prawie wszystkie małe gminy w Polsce kwitną, co widać gołym okiem. To do nich przeprowadzają się mieszkańcy dużych miast. To mit, że duże miasta są bardzo tanie. Zdecydowana większość zadłużenia JST to długi dużych miast, powiatów i województw, a nie małych gmin. Te najmniejsze, mające mniej niż 5 tys. mieszkańców, obejmują obszar ponad 20 proc. całej Polski. Ktoś o tę część Polski musi dbać, a mieszkańcy powinni mieć wpływ na bieg spraw lokalnych. Nawet w dobie internetu potrzebny jest osobisty kontakt z mieszkańcami.
Utworzenie dużych jednostek oznaczać będzie zmniejszenie samorządności i odebranie obywatelom bezpośredniego wpływu na życie lokalne, przy jednoczesnym wzmocnieniu roli partii politycznych, których w małych gminach nie ma prawie wcale, bo rządzą nimi najczęściej przedstawiciele lokalnych komitetów. Nie będzie też służyć zrównoważonemu rozwojowi naszego kraju. Jednostka samorządowa to nie tylko byt ekonomiczny, ale przede wszystkim społeczny. Trzeba też wrócić do kategoryzacji gmin. Nie ma potrzeby, aby te najmniejsze miały taki sam zakres zadań i kompetencji, jak te największe. Trzeba rozwijać też centra usług wspólnych.
Agata Dąmbska: TAK
Istnienie małych gmin nie ma sensu. Gminy powinny się łączyć w duże organizmy metodą procesualnego scalania. Optymalna wielkość nowego organizmu to minimum 20 tys. mieszkańców. Preferowane powinno być łączenie gmin w całości, zamiast wydzielania z nich poszczególnych części (np. sołectw).
Obecnie w Polsce systematycznie wzrasta liczba gmin liczących mniej niż 5 tys. mieszkańców – jest ich już ponad 600. Przy nasilającej się depopulacji (wg GUS w 2035 r. będzie nas już tylko 35 mln) małe jednostki staną się niewydolne finansowo, co zwiększy obciążenie budżetu państwa transferami i sprawi, że zdolność gmin do świadczenia usług publicznych zmaleje. Na świecie proces konsolidacji już trwa: Holandia, Japonia, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania ograniczyły liczbę swoich jednostek. Dużą reformę przeprowadzono w 2007 r. też w Danii. Oddolny i szeroki proces scalania ma miejsce również w Szwajcarii, Finlandii i Islandii. Decydują o tym głównie względy ekonomiczne, gdyż w dużym podmiocie są większe i stabilniejsze wpływy z podatków oraz działa efekt skali, więc usługi są tańsze. Po połączeniach bardziej równomiernie w skali kraju rozłoży się też rozkład dochodów samorządów.
W tym kierunku poszła nowelizacja ustawy samorządowej przygotowana przez byłego ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego, zwiększając bodźce finansowe do konsolidacji. Przepisy, które weszły w życie 1 stycznia tego roku, przewidują też szczególnego rodzaju porozumienia zawierane przez gminy przed połączeniem. Należy mieć nadzieję, że racjonalne przesłanki osłabią opór elit lokalnych obawiających się utraty swych wpływów w nowym, większym organizmie.
Czy istnienie tzw. gmin i powiatów obwarzankowych ma sens?
Eugeniusz Gołembiewski: I TAK, I NIE
Potrzeba istnienia gmin i powiatów obwarzankowych jest moim zdaniem wysoce problematyczna. Z wielu przykładów widać, że ich mieszkańcy bronią swojej odrębności, co trzeba uszanować. Aby proces łączenia przyspieszyć, należałoby zmienić zasady finansowania tych jednostek. Jednostki obwarzankowe z mocy prawa część swoich dochodów powinny oddawać do jednostek je okalających, z tytułu rekompensaty za darmową obsługę ich mieszkańców.
Agata Dąmbska: NIE
Gmina bezpośrednio granicząca z miastem na prawach powiatu powinna podlegać włączeniu do obszaru miasta w kolejnym roku po tym, w którym stwierdzono, iż w typowym dniu powszednim ponad 50 proc. ludności tej gminy korzysta z usług publicznych świadczonych przez miasto na jego terenie. Chodzi zatem o rozszerzenie granic miasta na prawach powiatu o obszary gmin funkcjonalnie z nim powiązanych (tzw. obwarzankowych). Władze miast na prawach powiatu będą mogły wówczas wypracowywać całościową formułę działania ośrodka miejskiego po dołączeniu gmin graniczących. Dobrym przykładem takiego poszerzenia jest gmina i miasto Zielona Góra.