Albo szybki internet w każdej wsi, albo spokój i bezpieczeństwo na drogach. Przed takim wyborem stanie niebawem rząd Beaty Szydło. A pomiędzy resortami już rozgorzał konflikt.
Komisja Europejska oczekuje od Polski zapewnienia do 2020 r. / Dziennik Gazeta Prawna
Zamieszanie związane jest z projektem nowelizacji ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych autorstwa Ministerstwa Cyfryzacji. Już potoczna nazwa wiele mówi o randze tego dokumentu, który określany jest mianem megaustawy. Mówiąc w największym uproszczeniu, dzięki nowym przepisom w Polsce mają zostać przezwyciężone bariery inwestycyjne i prawne w budowaniu sieci. A bez tego powszechna cyfryzacja kraju jest niemożliwa.
Reklama
– Obecny stan prawny utrudnia opracowanie realnego harmonogramu realizacji inwestycji z uwagi na nagromadzenie możliwych przeszkód formalnych i długi czas niezbędny na ich usunięcie – argumentuje resort cyfryzacji, tłumacząc potrzebę nowelizacji. Tak rzeczywiście jest, co wielokrotnie podkreślali przedsiębiorcy telekomunikacyjni. Dostarczenie sieci do wielu zakątków Polski nie dość, że jest nieopłacalne, to na dodatek bywa blokowane przez urzędników.

Reklama
Tyle że ta argumentacja nie wszystkich przekonuje. Przede wszystkim dlatego, że budowa nowych sieci telekomunikacyjnych oznacza, iż trzeba będzie rozkopać drogi, którymi jeżdżą Polacy.
Zagrożenie dla bezpieczeństwa
Prace nad nowymi przepisami przebiegają w ogromnym pośpiechu. To w dużej mierze zasługa poprzedniego rządu PO–PSL, który postanowił przeprowadzić reformę, ale zatrzymał się wpół drogi. Powód? Protestowały samorządy, na które postanowiono nałożyć wiele nowych obowiązków, nie wskazując w projekcie źródeł finansowania. Przed wyzwaniem stanął więc resort kierowany przez Annę Streżyńską. I tak przygotowana przez niego nowelizacja ustawy przewiduje wiele ułatwień dla przedsiębiorców telekomunikacyjnych, ale odbędzie się to kosztem m.in. zarządców dróg. Ci ostatni będą musieli szybciej wydawać decyzje (skrócenie podstawowego terminu ponad dwukrotnie – czyli do 30 dni), a wszelka opieszałość będzie surowo karana. Resort cyfryzacji uważa, że to dobre i potrzebne rozwiązanie.
Innego zdania są jednak urzędnicy z resortu infrastruktury. Ich zdaniem konsekwencje przyjęcia nowych regulacji mogą przełożyć się na dyskomfort obywateli. W resorcie kierowanym przez Andrzeja Adamczyka słyszymy, że informatyzacja Polski oczywiście jest potrzebna, ale trzeba zachować umiar. A tego w ostatnim czasie brakuje. Potwierdza to oficjalne stanowisko ministerstwa przedłożone Henrykowi Kowalczykowi szefującemu Stałemu Komitetowi Rady Ministrów. Czytamy w nim: „Projekt ustawy wprowadza nowe obowiązki dla zarządców dróg publicznych, które mogą skutkować zwiększeniem nakładów pracy w zarządach dróg, obciążeniami finansowymi, jak również negatywnie oddziaływać na ochronę dróg publicznych”.
W ocenie urzędników zajmujących się infrastrukturą proponowane przez resort cyfryzacji rozwiązania przełożą się negatywnie na realizację inwestycji drogowych, co grozi niemożnością wydania środków unijnych zapisanych na ten cel. Wiceminister infrastruktury Kazimierz Smoliński dodatkowo zwraca uwagę, że ze względu na ciągle trwające prace w pasie drogowym może powstać zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Sprawy nie ułatwia to, że zgodnie z proponowaną treścią ustawy obostrzenia nakładane na zarządców dróg nie będą związane wyłącznie z budową sieci telekomunikacyjnych, lecz także z lokalizowaniem w pasie drogowym innej infrastruktury, np. sieci kanalizacyjnych.
Skutki dla samorządów
Wygląda więc na to, że rząd będzie musiał podjąć trudną decyzję: czy rozwijać cyfrowo Polskę, czy też dać odetchnąć polskim kierowcom. Przy czym wiele wskazuje na to, że zwycięsko z tego starcia wyjdzie minister Anna Streżyńska. Powołuje się bowiem na argument, który w ostatnich tygodniach jest jednym z najważniejszych przy wszelkich decyzjach politycznych. Otóż nowe przepisy są konieczne między innymi ze względu na organizowane przez Polskę Światowe Dni Młodzieży. Stąd też naczelny argument resortu cyfryzacji opiera się na tym, że takie imprezy jak ŚDM oznaczają przyjazd do Polski ogromnej liczby turystów, a co za tym idzie – użytkowników internetu i łączności bezprzewodowej.
Z drugiej strony nie można nie wziąć pod uwagę zastrzeżeń resortu finansów, który wskazuje, że skutki finansowe dla wielu podmiotów mogą być gigantyczne, więc procedowanie nad ustawą powinno odbywać się w spokoju oraz wiązać z licznymi konsultacjami. Tym bardziej że projektodawca – jak zwraca uwagę resort finansów – nie oszacował wpływu proponowanych rozwiązań na budżety jednostek samorządu terytorialnego.
Rozwiązanie zaproponowane przez poprzedni rząd finansowo nie domykało się na ponad 500 mln zł. Nałożono wiele nowych obowiązków, a zredukowano potencjalne dochody. Jednym z elementów projektów – i starego, i obecnego rządu – jest znaczne obniżenie opłat za zajęcie pasa drogowego.
Resort cyfryzacji jednak bagatelizuje spór z innymi ministerstwami. – Nie może być mowy o jakimkolwiek konflikcie pomiędzy ministerstwami – stwierdza Karol Manys, rzecznik Ministerstwa Cyfryzacji. – Procedura konsultacji jest po to, aby wyjaśnić ewentualne niejasności, i mogę zapewnić, że jesteśmy na ostatniej prostej. Absolutnie naszym celem nie jest wchodzenie w kompetencje któregokolwiek z innych resortów – dodaje.