Jeżdżą komunikacją publiczną godzinami – od pętli do pętli i z powrotem. Zwłaszcza zimą. Mają brudne torby nie wiadomo z czym, zazwyczaj śpią. I śmierdzą. Najczęściej, choć jak zwracają uwagę nasi rozmówcy – nie zawsze są to osoby bezdomne. Na forach internetowych nie brakuje wpisów, że takie osoby powinno się usunąć z autobusu czy tramwaju.
dr Stanisław Nurek socjolog, Uniwersytet Śląski / Dziennik Gazeta Prawna
Adrian Misiejko prawnik w dziale prawa administracyjnego Kancelarii Prawnej Dr Krystian Ziemski & Partners / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Na takie działania pozwala w stolicy regulamin przewozu środkami lokalnego transportu zbiorowego. Przy okazji nadawania regulacji rangi uchwały postanowiono zlikwidować zapis zezwalający na usuwanie osób wywołujących odczucie odrazy otoczenia. Dyskusja w internecie natychmiast rozgorzała ze zwielokrotnioną siłą. Ale prawnicy twierdzą, że tę kwestię wystarczająco regulują przepisy.

Reklama
Przepis, który miał zostać usunięty
Regulamin przewozu środkami lokalnego transportu zbiorowego
w m.st. Warszawie
par. 13
1. Osoby zagrażające bezpieczeństwu, porządkowi lub wywołujące odczucie odrazy otoczenia mogą być usunięte przez obsługę pojazdu, pracowników nadzoru ruchu, służby metra lub kontrolerów biletów z pojazdu, przystanku lub ze stacji metra bądź niedopuszczone do przewozu lub wejścia do strefy biletowej metra. Osobom tym nie przysługuje zwrot opłaty za ewentualny przejazd lub wejście do strefy biletowej metra.
Bezdomny też człowiek
– W Lublinie rada miasta przyjęła trzy lata temu przepisy porządkowe dla komunikacji miejskiej. Ta regulacja jest trochę dyskusyjna – przyznaje sekretarz miasta Lublina Andrzej Wojewódzki. A dyrektor lubelskiego ZTM Grzegorz Malec dodaje, że nie do końca wiadomo, czy o soba, która brzydko pachnie, to bezdomny alkoholik czy starsza schorowana osoba. – Weryfikacja bywa trudna. Dobro społeczne czasami może się kłócić z dobrem pojedynczego człowieka – przyznaje dyrektor Malec.
– Każda bezdomna czy jakoś zagubiona osoba potrzebuje pomocy. Trzeba wyciągnąć rękę. Zawieźć, jeśli to np. miejska straż, do łaźni, ewentualnie podać adres placówki, do której chora, bezdomna osoba może się udać – mówi Emilia Wesołowska, pracownik socjalny z warszawskiego ośrodka przy ul. Żytniej.
Autobus to nie noclegownia
– Zazwyczaj nie mają biletu. A ja płacę, należy mi się godna podróż – piszą internauci. Bywają też wpisy bardziej drastyczne. Na przykład takie, że ci śmierdziele nie mają prawa jeździć publiczną komunikacją. – Niech ktoś zabierze ich do jakiejś noclegowni. A jeśli już nie, to może udostępnijmy im urzędy. Przecież to też instytucje publiczne – to wcale nie najostrzejsze wpisy z internetowych forów.
– Autobus nie jest noclegownią – przyznaje Zofia Trębicka z komisji gospodarki Rady Warszawy. Mówi, że kwestia przepisu dotyczącego obecności osób bezdomnych stwarzających dyskomfort dla innych pasażerów wywołała dyskusję w Radzie Warszawy. – Pojawił się problem nie tylko zapachu, ale też ewentualnych zagrożeń zdrowotnych. W stolicy na razie sprawę odroczono.
Tak więc kierowca może zarządzić opuszczenie pojazdu przez osobę bezdomną np. na wniosek pasażerów, którzy uskarżają się na brzydki zapach danej osoby. Może to zrobić samodzielnie lub posiłkując się decyzją kontrolera ruchu – tłumaczy rzecznik warszawskiego ZTM Igor Krajnow. Dodaje, że jest to działanie racjonalne. Osoby bezdomne podróżują zazwyczaj bez biletu. A dodatkowo zajmują miejsce innym pasażerom.
– Mamy świadomość praw pasażerów, ale jest też norma współżycia społecznego – mówi Iwona Wujastyk, szefowa stołecznej komisji infrastruktury i inwestycji. Przyznaje, że sprawa nie jest łatwa. W lutym komisja ma się powtórnie zająć sprawą praw i obowiązków zarówno pasażerów, przewoźników, jak i osób, które korzystając z lokalnej komunikacji, sprawiają kłopoty innym pasażerom. – Może trzeba większej liczby łaźni, edukacji – przypuszcza Iwona Wujastyk. Choć ma świadomość, że do ośrodka nikogo na siłę wziąć nie można. Spodziewa się, że na lutową komisję mogą się stawić osoby ze stowarzyszeń pomagających bezdomnym.
W innych miastach można wyprosić
W Lublinie rada miasta podjęła trzy lata temu uchwałę dotyczącą przepisów porządkowych obowiązujących w komunikacji miejskiej. Mówią one m.in. o tym, że osoby, które nawet posiadają ważny bilet, ale są uciążliwe dla innych pasażerów, mogą zostać usunięte ze środka komunikacji miejskiej. Przez kierowcę lub przy współpracy służb miejskich czy policji.
W Gdańsku nie ma specjalnych zasad regulujących postępowanie w sprawie bezdomnych utrudniających podróżowanie innym pasażerom. Obowiązują, jak usłyszeliśmy w biurze prasowym miasta, zasady ogólne. Na wniosek pasażerów kierowca może nakazać osobie bezdomnej, nawet takiej, która nie zachowuje się agresywnie, opuścić pojazd. Może również wezwać nadzór ruchu drogowego, policję, straż miejską. – Ta zazwyczaj odwozi bezdomnego do noclegowni – dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Podobnie jest w Krakowie. Zasady korzystania z pojazdów regulują przepisy porządkowe. Kierujący pojazdem ma m.in. prawo odmówić przewozu osób nietrzeźwych mogących zabrudzić innych pasażerów i pojazd, palących tytoń, używających e-papierosów oraz środków odurzających, zachowujących się agresywnie bądź stwarzających inne istotne zagrożenie dla pasażerów.
Osoby będące pod wpływem alkoholu (a takich jest wielu wśród brzydko pachnących) powinny zostać zabrane z autobusu czy tramwaju do izby wytrzeźwień. Ale zarówno policjanci, jak i miejscy strażnicy przyznają nieoficjalnie, że to działanie nieracjonalne. Pobyt w izbie wytrzeźwień jest płatny, a osoby bezdomne środków finansowych zazwyczaj nie posiadają i nie ma jak ściągnąć z nich opłat.
Odsuwamy się od osób, które pachną nie najładniej, są zarośnięte, mają przy sobie zniszczone tobołki, śpią w kącie przedziału, na tylnym siedzeniu autobusu czy tramwaju. Ostentacyjnie zatykamy nos, patrzymy wymownym wzrokiem, zmieniamy miejsce. To niestety klasyczny obrazek w publicznej komunikacji. Zwłaszcza zimą, bo latem sytuację ratują otwarte okna. Mówię niestety, bo naszemu społeczeństwu brakuje empatii. Korzystając z komunikacji publicznej, trzeba się liczyć z tym, że ktoś jest inaczej ubrany, pachnie nie tak, jak chcemy. We własnym aucie możemy sobie montować dowolne odświeżacze. Skoro jednak osoba, która nam „nie pasuje” w tramwaju, autobusie czy pociągu, nie zagraża naszemu bezpieczeństwu, to trudno stosować segregację pasażerów. Przecież osoby bezdomne też muszą się przemieszczać. Organizować dla nich oddzielny transport? Absurd, który historycznie źle się kojarzy. Zachowanie, które prezentujemy, nazywa się w socjologii przeindywidualizowaniem lub niedosocjalizowaniem. Warto kształtować społeczeństwo do postaw obywatelskich. Może potrzeba lokalnych programów społecznych? A może po prostu do takiego bezdomnego, który może nie pachnie najładniej, wystarczy się uśmiechnąć zamiast okazywać ostracyzm?

OPINIA EKSPERTA

Podstawowym przepisem regulującym poruszaną kwestię jest art. 15 ust. 5 ustawy z 15 listopada 1984 r. – Prawo przewozowe (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 915). Stanowi on, iż osoby uciążliwe dla podróżnych lub odmawiające zapłacenia należności za przewóz mogą być usunięte ze środka transportowego, chyba że naruszałoby to zasady współżycia społecznego. Aby móc zastosować tę regulację, nie jest konieczny ani zapis w regulaminie przewozu, ani też w uchwale rady gminy. Co więcej, gmina czy przewoźnik nie może doprecyzować albo rozszerzyć ustawowych zasad usunięcia z pojazdu. Podmioty te nie otrzymały bowiem takich kompetencji. Nawet wierne powtórzenie regulacji ustawowej może być potraktowane jako naruszenie prawa (por. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu z 18 grudnia 2007 r., sygn. II SA/Op 492/07). W związku z tym gmina nie może wprowadzić do przepisów porządkowych zapisu, który daje możliwość usunięcia z pojazdu pasażera wywołującego odrazę – zwłaszcza gdy nie uwzględni konieczności przestrzegania zasad współżycia społecznego.
Pojawia się problem, w jaki sposób można doprowadzić do opuszczenia pojazdu przez osobę uciążliwą dla podróżnych. Praktyka pokazuje, że wobec niektórych osób podróżujących wystarczy polecenie słowne. Niedopuszczalne wydaje się zastosowanie jakiegokolwiek przymusu fizycznego np. przez kierowcę. W sytuacji gdy osoba uciążliwa dla podróżnych nie chce opuścić pojazdu, zasadne jest wezwanie odpowiednich służb (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 28 lipca 2014 r., sygn. K 16/12).
Na koniec warto pamiętać, że trudno w przepisach porządkowych (czy regulaminie) określić ramy zachowań, które spełnią przesłankę przestrzegania zasad współżycia społecznego. Wydaje się, że konieczne jest tu po prostu uszanowanie przyrodzonej godności osoby (fundamentalnej zarówno dla moralności, jak i konstytucji). O ile wyproszenie uciążliwego pasażera w porze letniej, gdy jest gorąco, może być uzasadnione, trudniej zgodzić się na takie zachowanie w czasie ostrej zimy. Tutaj, oprócz rozsądku radnych czy przewoźnika, niezbędna jest wrażliwość danego kierowcy (a niekiedy także wyrozumiałość pasażerów).