Białe plamy

Obecnie na rynku działa ok. 3 tys. firm przewozowych (typu PKS). Z jednej strony generuje to w wielu miejscach nadpodaż usług, a z drugiej są trasy, gdzie nikt nie jest zainteresowany obsługą, nie mówiąc już o honorowaniu ustawowych ulg. Aby uporządkować ten rynek, samorządy już zaczęły tworzyć plany transportowe, w których określą m.in. linie użyteczności publicznej. Przy czym istotnym elementem tych prac będzie wybór operatora do przewożenia pasażerów. Firma, która się nim stanie, od 2017 r. będzie miała prawo do uzyskania od samorządu rekompensaty za obsługę nierentownej linii ważnej z punktu widzenia użyteczności publicznej oraz do dopłaty w związku z honorowaniem ulg ustawowych przy sprzedaży biletów. Pozostałe takich przywilejów nie będą miały. Przy okazji tych zmian samorządy chcą, by nowy rząd wprowadził do ustawy o publicznym transporcie zbiorowym prawo wyłączne. Oznaczałoby to tyle, że po wybranych trasach mogłaby poruszać się tylko jedna, wybrana przez samorząd firma, czyli operator.

Nie tylko powiaty

Z postulatem wprowadzenia prawa wyłącznego jako pierwszy wystąpił Związek Powiatów Polskich (ZPP). Teraz dołączyło do niego Zrzeszenie Gmin Województwa Lubuskiego. W przyjętym stanowisku samorządowcy wskazują, że dzięki temu rozwiązaniu operator będzie miał zagwarantowaną możliwość wyłącznego czerpania zysków z linii rentownych, co pozwoli zrekompensować mu straty poniesione na liniach nierentownych, które będą uwzględnione w planie transportowym samorządu. Gminy z Lubuskiego przypominają też, że Polska jest obecnie jedynym krajem w Unii Europejskiej, który wykluczył możliwość stosowania przez organizatorów publicznego transportu zbiorowego prawa wyłącznego (art. 20 ustawy o publicznym transporcie zbiorowym). Podkreślają, że linie rentowne będą mogły być obsługiwane przez dowolną liczbę przewoźników komercyjnych, przez co operator nie osiągnie zysków, jakie miałby zagwarantowane, będąc jedynym przewoźnikiem na danej trasie. I dodają: „Brak rekompensaty strat powoduje więc wzrost kosztów obsługi komunikacji publicznej realizowanej przez operatorów, a więc zwiększenie obciążenia budżetów organizatorów – w tym w szczególności jednostek samorządu terytorialnego”.

Jak wynika z informacji DGP, wszystko wskazuje na to, że sprawa wprowadzenia operatorów wyłącznych stanie na Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu już po Nowym Roku.

– Będziemy podpierać się danymi wynikającymi z już przyjętych już uchwał transportowych. Rozważamy też przeprowadzenie symulacji pokazującej konsekwencje braku prawa wyłącznego – zapowiada Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.

Firmy protestują

Propozycjom, za którymi lobbują samorządy, sprzeciwiają się przewoźnicy.

– To by była dość istotna zmiana warunków. Prawo wyłączne jest stosowane w Europie, ale na rynkach uporządkowanych. Nasz taki nie jest. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie będą skutki wprowadzenia przepisów postulowanych przez samorządy – wskazuje Zdzisław Szczerbaciuk, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji.

Przewozy pasażerów

Przewozy pasażerów

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jego zdaniem wiele firm będzie miało problemy finansowe nawet bez wprowadzania prawa wyłącznego.

– Szacujemy, że ponad 60 proc. pasażerów to młodzież szkolna, mająca uprawnienia do biletów ulgowych. Naturalnie osoby te będą chciały kupować bilety ulgowe. Ten przedsiębiorca, który nie zostanie operatorem, będzie miał problem z przygotowaniem oferty dla takich osób. Zakładam, że wskutek tych zmian z rynku zniknie 2/3 firm wożących pasażerów – uważa prezes Szczerbaciuk.

O tym jednak, czy w Polsce jest szansa na wprowadzenie prawa wyłącznego dla przewoźników, zdecyduje Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Na razie wstrzymuje się od stanowiska w tej sprawie. W rozmowie z nim usłyszeliśmy jedynie, że szykowana jest nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, lecz nie wiadomo jeszcze, jaki będzie zakres zmian.

Tymczasem prezes PKS Łosice Franciszek Kowaluk zwraca uwagę, że samorządy najwyraźniej i tak znalazły sposób, by wyjść na swoje, nawet bez konieczności wprowadzania prawa wyłącznego.

– Samorządy ze względów finansowych nie chcą podejmować się funkcji organizatora w drodze zamówień publicznych, gdyż wtedy w grę wchodzi kwestia godziwego zysku dla operatora i prawo do rekompensaty. Dlatego proponowane będą umowy w postaci koncesji. Przy czym są tak konstruowane, że to koncesjonariusz ma ponosić ryzyko finansowe związane z rentownością tras – przekonuje prezes Kowaluk.

Grzegorz Kubalski z ZPP odpiera te zarzuty. – Na pytanie, czy koncesja stanowi panaceum na kwestię braku prawa wyłącznego, będzie można odpowiedzieć dopiero wtedy, gdy uda się sfinalizować poszczególne kontrakty – zauważa. Jego zdaniem może się jednak okazać, że w niektórych miejscach, zwłaszcza z rozbudowaną siecią użyteczności publicznej, zabraknie chętnych do podpisywania umów na takich warunkach. A wtedy nie będzie to już problem, na jakich warunkach operator powinien świadczyć usługę, lecz by ktokolwiek w ogóle podjął się tego zadania.