Czasami, żeby coś naprawić, trzeba zrobić nie jeden, lecz kilka kroków wstecz. Cały Polski Ład powinien jak najszybciej znaleźć się w koszu. Na tym jednak nie można poprzestać, bo dotychczasowy system też nie był ani prosty, ani przejrzysty i nie wspierał tak istotnej dla rozwoju kraju przedsiębiorczości. Nadmiernie obciążał bowiem tych, którzy byli pracowici.
Proponuję porzucić wreszcie doktrynę, że opodatkowanie PIT musi być progresywne, czyli kto więcej zarabia, temu procentowo więcej zabierzemy. Podobno praca jest najwyższym dobrem, ale obecnie ci, którzy więcej pracują, płacą za to karę w postaci wyższych podatków. Należy odejść od opodatkowania pracy i przestawić system na opodatkowanie konsumpcji. Bez wątpliwości - wszyscy konsumują. Progresja w tym wypadku będzie zachowana, bogatsi zużywają więcej i kupują dobra lepszej jakości, a co za tym idzie, zapłacą wyższe podatki. Najlepszym rozwiązaniem byłby tu podatek obrotowy od produkcji i świadczenia usług plus ewentualne opodatkowanie VAT po znacznym jego uproszczeniu.
Reklama
Gdzieś pomiędzy rządem, który ma decydujący wpływ na system podatkowy w Polsce, a obywatelem jest samorząd. Samorząd jest ogniwem pośrednim, jednak bliższym obywatelowi, bo organizuje dostęp do niezbędnych dóbr konsumpcyjnych, takich jak: woda, ciepło, mieszkanie, zagospodarowanie odpadów, dbałość o środowisko. Samorządy są też odpowiedzialne za organizację miejsc pracy i inwestycje, które liczbę tych miejsc pracy powiększają. Nie można zapominać o takich obszarach, jak nauka i edukacja, sport i kultura oraz pomoc społeczna. Dlatego znaczna część podatków powinna trafiać bezpośrednio do jednostek samorządu terytorialnego, które na ten moment są jedną z najbardziej poszkodowanych stron ostatnich zmian w systemie.

Reklama
Uzależnienie wpływów z PIT od miejsca zamieszkania, a nie miejsca pracy powoduje, że gdy samorząd jest sprawny w tworzeniu nowych miejsc pracy i do danego miasta przyjeżdżają rzesze pracowników spoza jego administracyjnych granic, to opodatkowanie ich pracy tu wykonywanej nie zostaje w tym mieście. Tym samym takie miasto jest karane za swoją skuteczną, prorozwojową politykę. Sprawny samorząd, który się organizuje w sposób przyjazny dla przedsiębiorców tworzących nowoczesne dobra konsumpcyjne oraz świadczących wysokiej jakości usługi, powinien być nagradzany wyższymi wpływami z podatków obrotowych.
Obecnie większa część środków finansowych jednostek samorządu terytorialnego (JST) to udziały w dochodach z PIT. Tymczasem rządzący wciąż okrajają te dochody kolejnymi reformami, a Polski Ład te zmiany pogłębia, rzucając samorządy na pastwę jeszcze większego kryzysu finansowego. Równocześnie rząd nie waha się przekazywać samorządom kolejnych zadań, centralnie sterowanych, na które JST nie mają wpływu. Co istotne, za nowymi zadaniami nie idzie dodatkowe finansowanie albo jest to finansowanie nieodpowiadające potrzebom. Sztandarowym przykładem jest tu niewystarczająca subwencja oświatowa, do której wciąż dopłacamy grube miliony.
Oczywiście obecnie przeprowadzane zmiany w podatkach nigdy nie dotykają władzy centralnej, która finansowania swoich nieefektywnych i szkodliwych reform szuka w kieszeniach innych. Obniża się PIT, dokładając samorządom zadań, gdy tymczasem VAT (pomijając tymczasową obniżkę na podstawowe produkty) wciąż pozostaje na poziomie 23 proc. Ale dochody z VAT przecież w całości zasilają budżet centralny…
System podatkowy w Polsce nie nadaje się do naprawy i do zreformowania. Należy rozpisać go na nowo, a dochody budżetów publicznych oprzeć na wpływach z podatków konsumpcyjnych. Uwolnienie pracy z opodatkowania da silny impuls rozwojowy dla gospodarki, a co za tym idzie - pobudzi chęć do pracy i przedsiębiorczości. Właściwe opodatkowanie konsumpcji i odpowiedni podział wpływów podatkowych wytworzy premię za aktywność dla tych samorządów, które świadczą lepsze usługi dla obywateli.
Rozpocznijmy, proszę, przynajmniej dyskusję na ten temat…
Podatki a budżet / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe