NIK sprawdza, jak gminy radzą sobie z projektami partnerstwa publiczno-prywatnego. Samorządy obawiają się, że urzędnikom może brakować doświadczenia i wiedzy na temat skomplikowanych przepisów.
Trwa pierwsza całościowa kontrola projektów partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Przeprowadza ją Najwyższa Izba Kontroli. Obejmie ona zarówno te samorządy, które zdecydowały się na wspólne inwestycje z przedsiębiorcami, jak i te, które z tego zrezygnowały. Po PPP sięgają gminy i powiaty, których nie stać na samodzielne inwestycje. Dzięki temu za pieniądze prywatnych firm na publicznych gruntach powstają drogi, parkingi, pływanie czy spalarnie. Potem przedsiębiorcy pobierają opłaty za parkowanie, zarabiają na biletach lub otrzymują opłaty od gmin. Gdy umowy się kończą, ziemia wraca do samorządów, a partnerzy wzajemnie się rozliczają.
– Taka kontrola jest potrzebna. NIK powinien poddać badaniu wszystkie zawarte umowy PPP i udzielone koncesje, a wnioski muszą zostać szeroko rozpowszechnione w środowisku podmiotów publicznych i prywatnych – uważa dr Rafał Cieślak, radca prawny z Kancelarii Doradztwa Gospodarczego Cieślak & Kordasiewicz.